Na poznańskim lotnisku przemytnicy tracą leki

    Na poznańskim lotnisku przemytnicy tracą leki

    Agnieszka Smogulecka

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Tłumaczą się różnie. Jeden twierdzi, że nie miał pojęcia, że na przywóz lekarstw do Polski trzeba mieć jakieś pozwolenia, inny, że tabletki nie są jego lecz znajomych. Policjanci z komisariatu Poznań Jeżyce, na którego terenie leży lotnisko Ławica, obawiają się, że wraz z sezonem na wyjazdy do Egiptu zwiększy się liczba przemycanych tabletek.
    - Bo to właśnie Egipt jest miejscem, z którego najczęściej przemycane są medykamenty - mówią jeżyccy funkcjonariusze. - Chodzi o leki trudne do zdobycia w Polsce lub wręcz zakazane. Na lotnisku rekwirowana jest viagra lub podobne leki, jak kamagra, cialis czy lovegra.

    Przepisy są jednoznaczne: na własny użytek można przywieźć maksymalnie pięć najmniejszych z dostępnych opakowań leku. Przemytnicy liczą jednak na łut szczęścia.
    Kupują w Egipcie farmaceutyki, planując sprzedać je w Polsce (na przykład przez internet) albo są kurierami - działają na zlecenie "hurtownika", który sprzedaje leki. Niektórzy mogą nieświadomie stać się trybikami w machinie przestępczego procederu. Nie znając przepisów, godzą się oddać przysługę nowo poznanym znajomym.

    Właśnie dlatego policjanci apelują o rozsądek. - Nie należy przewozić żadnych paczek na prośbę nieznajomych, trzeba zabezpieczać bagaże, by nikt niczego nie podrzucił - mówi Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji. - Przestępcy mogą podrzucić różne nielegalne rzeczy, także narkotyki - informuje, że tylko w 2008 roku w więzieniach na całym świecie (właśnie za przemyt środków odurzających) przebywało około 400 Polaków. Niektórzy byli świadomymi tego, co robią, kurierami, inni turystami, których poproszono o przewiezienie "leków" dla członka rodziny.

    150 tabletek przywiózł z Egiptu mieszkaniec Śląska. Gdy wpadł na poznańskim lotnisku, tłumaczył, że większość pigułek nie jest jego. Wyjaśniał, że znajomi nie mieli miejsca w swoich torbach i poprosili go o przysługę. Zgodził się, stąd - tłumaczył - taka liczba medykamentów w jego bagażu. Postępowanie w jego sprawie jeżyccy policjanci prowadzą nadal.

    - Ludzie nie słuchają, nie patrzą - irytują się policjanci i celnicy z Poznania. - Na lotnisku jest gablota, w której wystawiono rzeczy, których z zagranicy przywozić nie wolno. Oprócz okazów chronionych, jak koralowce, akcesoria z krokodylej skóry lub kości słoniowej, są właśnie medykamenty.

    Przypadek Ślązaka nie jest jedyny w ostatnich miesiącach. Pod koniec ubiegłego roku w bagażu turysty wracającego z Egiptu funkcjonariusze znaleźli prawdziwą aptekę. - Podróżny przewoził bez zgłoszenia organom celnym oraz bez zezwolenia Głównego Inspektora Farmaceutycznego 234 tabletki viagry i sildenafilu oraz 692 ampułki leków o nazwie deca-durabolin, winstrol i sustanon - mówi Cezary Kosman z Izby Celnej w Poznaniu.

    W walizce innego podróżnego wracającego z Hurghady było 390 tabletek viagry i 240 cialisu. Kolejne "trafienia": turysta z Egiptu miał w torbie 157 ampułek i 2300 tabletek anabolików (cidoteston, sustanon, tamoxifen, efanol), inny przewoził 225 ampułek sterydów anabolicznych.

    Co dzieje się z tabletkami, które jednak udało się przemycić? Policjanci nie mają wątpliwości. Trafiają na czarny rynek.

    Tydzień temu informowaliśmy o ujęciu 23-letniego poz-naniaka, który nielegalnie sprzedawał tanią viagrę i kama-grę. Na jego trop wpadł przedstawiciel firmy farmaceutycznej, która ma prawa do nazwy leku. Dziś znamy więcej szczegółów.

    Mężczyzna został ujęty w hotelu Merkury. Miał przy sobie 840 tabletek, tyle, ile zamówił kupiec. Do transakcji nie doszło. Podczas przeszukania jego mieszkania funkcjonariusze odkryli plecak, w którym było jeszcze 700 tabletek oraz anaboliki, sterydy i marihuana. Podczas śledztwa okazało się, że mężczyzna oferował podróbki leków przysłane z Egiptu i Chin. Nie wiadomo, jaki był ich skład. Biegli sprawdzają, czy ich zażycie mogło być groźne dla zdrowia. Jak zaznaczają funkcjonariusze, były już sprawy dotyczące leków z internetu, w których wykryto m.in. potłuczone na proch szkło. Jednocześnie zaczęto przesłuchiwać klientów 23-latka. Wśród jego rzeczy było bowiem kilkadziesiąt potwierdzeń nadania przesyłek.

    Podobną sprawę prowadzono w grudniu. Poznaniak nielegalnie handlował w sieci viagrą, cialisem, kamagrą, slimexem, lovegrą. Detektywi znaleźli u niego około 20 tysięcy tabletek i ponad 800 ampułek anabolików.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo