W Merkurym drżą o sprawę agencji

    W Merkurym drżą o sprawę agencji

    Tomasz Cylka, Współpraca: Łukasz Cieśla, Michał Kopiński

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    - Zarzuty wobec umowy pomiędzy Radiem Merkury a jej agencją reklamową są bardzo poważne. Prawdę mówiąc, wolałbym, żeby się nie potwierdziły - mówi Robert Pietryszyn, szef rady nadzorczej publicznej rozgłośni.
    Jeden z nich dotyczy tego, że agencja, która szuka reklamodawców dla rozgłośni, została wyłoniona bez przetargu. Rada zbierze się dziś w trybie nadzwyczajnym, by wyjaśnić te i inne wątpliwości . Skąd ten "nadzwyczajny" pośpiech?

    - Bo chodzi o przestrzeganie prawa. Jeden z członków rady zgłosił poważne zastrzeżenia do umowy i trzeba je szybko wyjaśnić - odpowiada Pietryszyn.
    Dziennikarze związani z radiem spekulują, że rada chce wykorzystać sprawę agencji do szybkiego usunięcia z rozgłośni jej prezesa Piotra Frydryszka. Na jego miejsce miałby rzekomo trafić ktoś popierany przez PiS. Ma ono większość w radzie nadzorczej.

    - To bzdury. Nikt nie chce usuwać pana Frydryszka. Tym bardziej, że on wybiera się niedługo na zasłużoną emeryturę - zaznacza Robert Pietryszyn.
    Jednak jak usłyszeliśmy od pracowników radia, Piotr Frydryszek i Wojciech Biedak, dwaj członkowie zarządu rozgłośni, bardzo się denerwują przed dzisiejszym posiedzeniem rady. Biedakowi, typowanemu na następcę obecnego prezesa, sprawa agencji mogłaby uniemożliwić awans na szefa radia. A sam Frydryszek wprost mówi, że funkcjonowanie agencji reklamowej było już w przeszłości szeroko omawiane i nie było żadnych zastrzeżeń.

    - Tak, sprawa była wyjaśniana, ale nie została wyjaśniona - twierdzi Robert Pietryszyn.
    Szef rady nadzorczej odmówił jednak wymieniania zarzutów, jakie są wysuwane w związku z umową podpisaną przez radio z agencją reklamową. Tłumaczy, że ujawniając je przed dzisiejszym posiedzeniem rady, mógłby stosować nacisk na jej członków. Pietryszyn mówi jedynie, że wątpliwości mają charakter proceduralny i dotyczą ewentualnego nieprzestrzegania prawa.

    Ustaliliśmy jednak, co wzbudziło wątpliwości jednego z członków rady nadzorczej. Zarzuty są następujące: Agencja Reklamowa Radia Merkury została wybrana w latach 90. bez przetargu i do dziś niejasne są kryteria podpisania umowy właśnie z nią. Rozgłośnia rzekomo na preferencyjnych warunkach wynajmuje jej pomieszczenia. Poza tym agencja przyjmuje zamówienia ponoć nie tylko dla Radia Merkury, ale także dla innych podmiotów, mimo że korzysta z preferencyjnych zasad najmu. Czy radio podpisało z agencją niekorzystną dla siebie umowę?

    - Będziemy to dziś wyjaśniać. Zapewniam, że po przeczytaniu tej umowy miałby pan pewne wątpliwości - odpowiada Robert Pietryszyn.
    Prezes Frydryszek zarzuty odpiera. Tłumaczy, że choć agencja to jednoosobowa firma byłego dziennikarza stacji, to pomieszczenia wynajmuje na normalnych warunkach.

    - Z nazwy Radio Merkury pozwalamy jej korzystać, bo w przeciwieństwie do innych firm, pracuje dla nas na wyłączność - mówi prezes. Frydryszek przyznaje, że agencję wybrano bez przetargu. - Nie było takiej konieczności, bo to my sprzedajemy za jej pośrednictwem czas antenowy. Co innego, gdybyśmy coś kupowali. Wszystko jest w porządku, mam odpowiednie opinie prawne - tłumaczy.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Jakie "drżą" i w jakiej "sprawie"?

    myślący sam (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

    Drży to chyba Szymczak, żeby go do zarządu wzięli, a Pietryszyn, żeby go Kaczka nie zganiła, że w Poznaniu wciąż jest niezależne od PIS radio.
    "Sprawę" agencji wymyślono tylko po to, żeby...rozwiń całość

    Drży to chyba Szymczak, żeby go do zarządu wzięli, a Pietryszyn, żeby go Kaczka nie zganiła, że w Poznaniu wciąż jest niezależne od PIS radio.
    "Sprawę" agencji wymyślono tylko po to, żeby Szymczakowi załatwić szybko pracę, a przy okazji zdobyć przyczółek medialny dla PIS.
    Jeśli oni się nie uspokoją, to zacznę drżeć o przyszłość Merkurego... zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Panowie z PIS brzydko się bawią

    zorientowany (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 2

    Szkoda, że w artykule nie wspomniano, że do zarządu miałby być delegowany członek rady nadzorczej p. Dariusz Szymczak, nota bene twórca opinii prawnej, na podstawie której robi się to całe...rozwiń całość

    Szkoda, że w artykule nie wspomniano, że do zarządu miałby być delegowany członek rady nadzorczej p. Dariusz Szymczak, nota bene twórca opinii prawnej, na podstawie której robi się to całe zamieszanie (sic!). A to, że istnieją inne od "węszącej układ" opinie niezależnych kancelarii prawnych, potwierdzające, że od lat współpraca między agencją a radiem jest legalna i opłacalna, dla p. Dariusza Szymczaka nie mają znaczenia. On chce być w zarządzie, bo już od kilku miesięcy nigdzie nie zasiadał. Pomaga mu w tym sławny p. Robert Pietryszyn, zajmujący się do tej pory płytkami ceramicznymi i oczywiście piłką nożną - wsławił się między innymi niedopuszczeniem, by w Zagłębiu Lubin kapitanem był Kolumbijczyk Arboleda - dlaczego? Bo obcokrajowiec i czarny. Brawo! Skąd się biorą tacy ludzie? zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo