Pokaz filmu: Monty Phytoni z poznańskich Piekar

    Pokaz filmu: Monty Phytoni z poznańskich Piekar

    Jacek Sobczyński

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    W latach 90. to było dopiero fajnie. Chciałeś mieć, człowieku, własną telewizję - wystarczyło skrzyknąć gromadę entuzjastów, wykazać się pomysłowością i nowy program gotowy. Opisujący historię poznańskiej TV Es film Jerzego Jernasa "Narodziny wolności" udanie łączy ekranową nostalgię ze szczyptą medialnej historii.
    Mieli Amerykanie swój opierający się na partyzanckim podejściu do twórczości nurt DIY (ang. Do It Yourself, czyli "zrób to sam") - myśmy odpowiedzieli im tym samym, w dodatku kierując efekt wyłącznie do Wielkopolan.

    W oku kamery Jernasa TV Es jawi się jako stacja, tworzona spontanicznie, na skutek per-mamentnej burzy młodzieńczych mózgów. Dalecy od posągowych min i sztywnych kołnierzyków rodem z ulicy Woronicza poznańscy dziennikarze ruszali z kamerą w miasto w dwóch celach.
    Po pierwsze - by zdobyć informacje, po drugie - zasiać w nim nutkę montypythonowskiego absurdu, przełamującego stereotypowy, poznański konserwatyzm. Gdy z zoo uciekł rzadki okaz marabuta, dziennikarz Michał Gulewicz odwiedził pobliskiego rzeźnika, pytając sprzedawczynię o mięso tego ptaka. Zresztą starsi poznaniacy uśmiechną się podczas seansu "Narodzin wolności" nieraz. A to ze względu na panującą na początku lat 90. modę , a to widząc na ekranie ówczesny Poznań. Powoli przepoczwarzające się miasto pełne robót drogowych i (jeszcze) uśmiechniętych przechodniów. Bo i jak tu być poważnym, gdy znienacka napada nas dziennikarz, pytając o to, z którym z polskich polityków chce-my mieć romans?

    Ale legenda "Eski" miała też drugą stronę. Kiedy włoski biznesmen Nicola Grauso zdecydował się na połączenie ramówek swojej stacji Polonia 1 z programem TV Es, wszystko zaczęło się psuć. Poznańska telewizja systematycznie traciła swoje lokalne audycje na rzecz brazylijskich telenowel. Podczas emisji jednej z nich budynek TV Es przy ulicy Piekary został otoczony przez policję i brygady antyterrorystyczne. I tak pod koniec sierpnia 1994 roku kultowa stacja przestała istnieć.

    "Narodziny wolności" nie tylko przypominają jej historię, portretując przy tym ogólny rozwój prywatnych mediów z początku minionej dekady. Film Jernasa jest mocnym głosem na rzecz odejścia od centralizacji polskiego rynku mediowego. Wypowiadający się w "Narodzinach wolności" europoseł Tadeusz Zwiefka słusznie zauważa, że istotą telewizji samej w sobie jest jej regionalizm i skupienie się na kwestiach lokalnych. Patrząc na obecną sytuację wokół wielkopolskiego oddziału TVP, wydaje się, że warszawska centrala o tym dość istotnym szczególe zapomniała.

    Otwarty pokaz filmu "Narodziny wolności" odbędzie się dziś o godzinie 20 w klubie Lucha Libre (ul. Gwarna 8). Wstęp wolny.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo