Jak agentka Różyczka oddała ciało w imię narodu

    Jak agentka Różyczka oddała ciało w imię narodu

    Jacek Sobczyński

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Pierwsza myśl po wyjściu z seansu "Różyczki" - polskie kino zyskało kolejną seksbombę. A druga - Janowi Kidawie-Błońskiemu udało się zrobić historyczny film z niewielką tylko nutką zadęcia. Jak na realia rodzimej kinematografii to już coś.
    Na pierwszym planie mamy młodą parę Kamilę i Romana. Ona - średnio lotna pracowniczka dziekanatu, on to prymitywny cwaniaczek, handlarz skórą, imponujący Kamili szorstkim charakterem i mocnym sierpowym. Tyle, że handel jest tylko przykrywką. W rzeczywistości Roman pracuje dla Służb Bezpieczeństwa (akcja toczy się w latach 60.). Jego przełożony wydaje mu zlecenie - ma w jakikolwiek sposób znaleźć haki na pisarza i rzekomego syjonistę Adama Warczewskiego. Roman "zatrudnia" do tego swoją dziewczynę, która ma uwieść pisarza. Kamila, pseudonim Różyczka, robi to aż za dobrze - na tyle, że sama zakochuje się w starszym mężczyźnie.

    Dramatyczne relacje nachodzą na siebie w "Różyczce" dwupłaszczyznowo. Kidawa-Błoński portretuje relację miłosnego trójkąta, szczególny nacisk kładąc na zmiany w psychice głównej bohaterki. Pod przyzwoleniem SB i narzeczonego Kamila beznamiętnie oddaje się kontrolowanej zdradzie fizycznej, by za chwilę poczuć, że przenosi się ona także na jej emocje. Jednak tuż obok swoje upiorne skrzydła rozwijają Służby Bezpieczeństwa. W bezpośredniej konfrontacji z nimi każdy z trójki bohaterów jest skazany na porażkę.

    I ten wątek poprowadzony jest w "Różyczce" najsłabiej. Stowarzyszenie opozycyjnych pisarzy, w którym ważną rolę odgrywa Warczewski, traktowane jest przez reżysera z czcią godną wojennych powstańców. Nie brak tam podniosłych haseł i dziwnie uwierającej widza, sztucznej pompy. Ale już w portrecie sfery uczuciowej Kidawa-Błoński radzi sobie dużo lepiej. Wizja tragicznej, wyżerającej bohaterów od środka miłości momentami szczerze chwyta za serce. Spora w tym zasługa aktorów: niezawodnych Roberta Więckiewicza i Andrzeja Seweryna oraz zaskakująco dobrej Magdaleny Boczarskiej, której talent świetnie uzupełnia się z wdziękami cielesnymi. Ochoczo zresztą przez reżysera eksponowanymi...

    Niewątpliwie dużo przyjemniej jest oglądać w kinie hasającą na golasa Boczarską niż podlaną martyrologicznym sosem filmową czytankę. Tego drugiego na szczęście udało się Kidawie-Błońskiemu uniknąć.

    "Różyczka", reż. Jan Kidawa-Błoński. Premiera 12 marca 2010 r.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Co Różyczka ma z tyłu?

    antoni (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

    Dajcie więc ten fotos,na którym Więckiewicz jest "z tyłu".Bo na tym,które widzimy,aktor jest "obok",lub "za".

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo