Suszarnia COŚ w Koziegłowach wyjątkowo często szwankuje

    Suszarnia COŚ w Koziegłowach wyjątkowo często szwankuje

    Bogna Kisiel

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Jednego z pracowników Centralnej Oczyszczalni Ścieków w Koziegłowach nieprzytomnego przywieziono wczoraj po godzinie 10 do Szpitala im. Raszei w Poznaniu. Trafił na odział toksykologii.
    Jak informuje Elżbieta Wrzesińska-Żak, dyrektor szpitala, pacjenta przywieziono głęboko nieprzytomnego. Zatruł się tlenkiem i dwutlenkiem węgla. Świadomość odzyskał około południa. Mirosława Szafrańska, kierownik Zakładu Ścieków, któremu podlega oczyszczalnia, stwierdziła: - Wypadek to za dużo powiedziane. Pracownik został zabrany do szpitala. Jest przytomny.

    Włodzimierz Dudlik, wiceprezes Aquanetu, mówi, że do wypadku doszło podczas rozbiórki jednej z linii do termicznego suszenia osadów, produktów powstałych po oczyszczeniu ścieków. Pracownik, mimo zabezpieczeń, łapiąc oddech, wciągnął powietrze wraz z niebezpiecznymi związkami.

    Świadkowie zdarzenia opowiadają, że poszkodowany miał otworzyć lej rozdzielający na linii C do suszenia odpadów i go oczyścić. Wtedy z leja strzeliło dymem. Stracił przytomność i przewrócił się. Wezwano pogotowie. Mężczyznę reanimowano i zabrano do szpitala.

    Trzeci rok COŚ próbuje uruchomić trzy linie technologiczne do termicznego osuszania odpadów. W tym czasie doszło tutaj, poza wczorajszym wypadkiem, do dwóch pożarów. Jeżeli linie nie będą działały do końca tego roku, to nie zostanie rozliczona inwestycja warta 29 mln euro, dofinansowana przez Unię Europejską z Funduszu Spójności. To oznacza, że unijna kasa przejdzie Aquanetowi koło nosa.

    - Ze sprawozdania, które mi przedstawiono, wynika, że wszystkie sprawy będą zrealizowane - mówi Mirosław Kruszyński, zastępca prezydenta miasta, ale przyznaje, że suszarnia jest słabym punktem całego projektu.

    Jednak prawda jest taka, że kolejne próby uruchomienia suszarni kończą się kompletną klapą. Nie zdarzyło się, żeby trzy linie pracowały jednocześnie.
    Jednak Dudlik zapewnia, że jedna linia została wyłączona w ramach konserwacji, bo były problemy z łożyskiem. Dwie natomiast pracowały normalnie do czasu, gdy trzeba było je wyłączyć ze względu na zagrożenie pożarowe. - Skończył się azot - tłumaczy Dudlik, dodając, że po jego dowiezieniu linie w piątek ruszą.

    Z naszych informacji wynika, że linia A stanęła po kilku dniach, bo okazało się, że zbiornik oleju jest dziurawy. Jest na gwarancji, więc wkrótce problem zostanie rozwiązany. Wypożyczono wirówkę, bo osad wprowadzany do suszarni nie może być zbyt wilgotny i uruchomiono linię B. Jednak osad żarzył się, a spod filtra workowego wydostawał się dym. Wyłączono linię i "duszono" azotem.

    Podobne problemy wystąpiły na linii C. W środę ok. godz. 15 wskaźniki odnotowały wzrost stężenia tlenku węgla. Instalacja była tak gorąca, że jak twierdzą świadkowie, stopiła się chłodnica, a na zewnątrz wydostawał się dym. I znów trzeba było linię "azotować", by nie dopuścić do pożaru. Wczoraj rano pracownicy dostali polecenie oczyszczenia leja rozdzielającego i wtedy doszło do wypadku.

    Dwa pożary, które miały miejsce przy osuszaniu osadów potwierdziły, że butle z azotem nie wystarczą. Zdecydowano się na nie z braku pieniędzy, ponieważ wytwornica azotu jest bardzo droga. Teraz jest jeden duży zbiornik na azot i będzie następny. - Zwiększamy zapas azotu na wypadek, gdyby w krótkim czasie doszło do zagrożenia - wyjaśnia Dudlik.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo