Głos Wielkopolski » Kultura » 30 lat temu zginęła Anna Jantar: Słońca jakby mniej...

30 lat temu zginęła Anna Jantar: Słońca jakby mniej...

Data dodania: 2010-03-11 08:00:43 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-03-11 19:17:08

Głos Wielkopolski

Marek Zaradniak

PrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
30 lat temu zginęła Anna Jantar: Słońca jakby mniej...

Ił 62 „Mikołaj Kopernik” spadł w pobliżu Okęcia 14 marca, około godziny 11.15. Zginęli wszyscy pasażerowie i cała załoga (© fot. Michał Kulakowski/REPORTER)

Gdyby nie tęskniła za rodziną, zapewne nie wsiadłaby do feralnego Iła 62 14 marca 1980 roku. Z Ameryki Anna Jantar miała bowiem wrócić 22 marca i zapewne wróciłaby szczęśliwe - przypomina Marek Zaradniak

Zaraz po Bożym Narodzeniu 1979 roku Anna Jantar wyjechała na koncerty do USA. Mąż i córka zostali w kraju. Trzy miesiące zaplanowanego tam pobytu dłużyły się niemiłosiernie.

- W marcu 1980 roku odwiedziliśmy Jarka w Warszawie. Ania telefonowała wtedy z Ameryki - była bardzo stęskniona i trudno się dziwić, już trzy miesiące przebywała poza domem. Swój powrót planowała na 22 marca. Wtedy nie podejrzewaliśmy, że go przyspieszy i zamiast witać ją w Poznaniu będziemy ją żegnać na cmentarzu - wspomina dziś Lech Konopiński.
∨ Czytaj dalej


Maszyna Polskich Linii Lotniczych LOT "Mikołaj Kopernik" miała wystartować z Nowego Jorku 13 marca około godziny 19 czasu lokalnego, ale silna śnieżyca i będąca jej konsekwencją konieczność oczyszczenia samolotu i pasa startowego spowodowały, że start nastąpił o godzinie 21.18. Około 11.12 14 marca maszyna pilotowana przez kapitana Pawła Lipowczana zbliżała się do Okęcia. Na około minutę przed planowanym lądowaniem załoga przekazała wieży kontrolnej, że nie zaświecił się wskaźnik wysunięcia podwozia. Takie awarie zdarzały się często w samolotach typu Ił 62.

Kontroler polecił, aby samolot z pułapu 250 metrów przeszedł na pułap 650 metrów. Gdy na polecenie kapitana mechanik pokładowy zwiększył moc silników, pękł wał turbiny niskiego ciśnienia silnika nr 2. Turbina obracająca się swobodnie w strudze gazów rozpędziła się do prędkości która spowodowała jej rozerwanie i całkowite zniszczenie silnika. W rezultacie uszkodzeniu uległ też silnik nr 1, a odłamki przebiły kadłub. Przestały działać silniki nr 2 i 3. Zniszczeniu uległy układy sterownicze i zasilania czarnej skrzynki.

Ostatnich 26 sekund lotu nie udało się zarejestrować. Właśnie po 26 sekundach bezwładnego spadania samolot ściął prawym skrzydłem drzewo uderzając w powierzchnię pokrytej lodem fosy. Samolot rozpadł się na wiele części. Aby je wydobyć trzeba było częściowo wypompować wodę z fosy. Ciała ofiar leżały porozrzucane wśród szczątków samolotu. Nikt się nie uratował: zginęło 77 pasażerów i 10 członków załogi. Wśród ofiar tragedii była Anna Jantar.

W raporcie powołanej przez rząd komisji badającej przyczyny katastrofy czytamy:
"W końcowej fazie lotu, podczas podejścia samolotu do lądowania nastąpiło zniszczenie turbiny lewego, wewnętrznego silnika na skutek niekorzystnego i przypadkowego zbiegu okoliczności i ukrytych wad materiałowo-technologicznych, które doprowadziły do przedwczesnego zmęczenia wału silnika. Częściami zniszczonej turbiny zostały uszkodzone dwa inne silniki i układy sterowania samolotem: ster wysokości i kierunku".

Ustalenia komisji wysłano do Związku Radzieckiego, ale Rosjanie odrzucili raport jako niewiarygodny. Dopiero po późniejszej o siedem lat tragedii lotu nr 5055, spowodowanej pęknięciem wału silnika, bardzo niechętnie zaakceptowali ustalenia komisji.
Jak zapamiętali te dramatyczne chwile przyjaciele Anny Jantar?

- Wcześnie rano 14 marca 1980 roku wyruszyliśmy z żoną samochodem do Krynicy. Włączyliśmy kasetę z piosenkami Ani i rozmawialiśmy o jej powrocie do kraju z USA. Na kolejnej kasecie, jakiej słuchaliśmy, były piosenki Krzysztofa Krawczyka, a wśród nich kompozycja Jarka Kukulskiego z moimi słowami: "To co dał nam świat, niespodzianie zabrał los". Na miejscu dowiedzieliśmy się, że w Warszawie spadł samolot Ani. Byliśmy wstrząśnięci - wspomina Lech Konopiński.

- Byłem przekonany, że ona nie leci tym samolotem. Na kartce napisała mi późniejszy termin: miała przyjechać do Lublina w sprawie naszej dalszej współpracy. Gdy nad ranem dowiedziałem się, że samolot się rozbił i Ania nie żyje, napisałem utwór o dużej ekspresji, który do tej pory nie miał tekstu. Andrzej Mogielnicki dopisał go i tak powstała piosenka "Słońca jakby mniej". Tyle mogliśmy zrobić, aby ją pożegnać - mówi Romuald Lipko.

1 2 »

Komentarze

przejdź na forum

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Rozrywka

Głos Wielkopolski

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Głos Wielkopolski", piątek 25.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Kontakt: infolinia 800-171- 801, 61 8606026, 61 8606029, 61 8606030, 61 8606032 od poniedziałku do piątku w godzinach 8-16

email:prenumerata@glos.com

Zamów prenumeratę

Reklama:

Biuro Reklamy Filia Poznań

ul. Grunwaldzka 19
60-782 Poznań
tel. 61 869-4196, 61 869-4267
fax. 61-869-4190

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

Polska Głos Wielkopolski

ul. Grunwaldzka 19,
60-782 Poznań,
tel. 61 86-94-100,
fax 61 860-61-15,
e-mail: redakcja@glos.com

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GłosWielkopolski.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.