Zginął w Katyniu, miał numer 17.653

    Zginął w Katyniu, miał numer 17.653

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Polska

    Zdążył wyrzucić z wagonu kartkę z informacją, że wywożą ich do ZSRR. Ktoś tę przesyłkę dostarczył rodzinie. A ta rychło pojęła, że major Albin Ziemecki z Poznania jest ofiarą Katynia - pisze Sławomir Kmiecik
    Gdyby miała powstać typowa sylwetka polskiego oficera zamordowanego wiosną 1940 roku przez sowieckie NKWD w lesie katyńskim, za gotowy wzorzec mogłaby posłużyć postać majora Albina Ziemeckiego z 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Pochodzący z majętnej i patriotycznej rodziny, wykształcony, uczestnik strajków szkolnych, zaprawiony w wojaczce, a do tego uzdolniony artystycznie, dumny i honorowy - był przedstawicielem narodowej elity.
    To, że do niej przynależał było jego pierwszą "winą", a "zbrodnię" szczególną stanowił udział w walkach z bolszewikami, podczas których - w czasie zdobywania twierdzy w Bobrujsku - został nawet ranny.

    Rosję poznał dobrze już wcześniej, gdyż w I wojnie światowej służył w carskiej armii jako młodszy lekarz weterynarii. Na domiar złego, będąc wytrawnym kolekcjonerem, znawcą broni i dzieł sztuki, w 1914 roku kupił w Warszawie od rosyjskiego oficera pistolety Aleksandra Puszkina, przy użyciu których sławny poeta stoczył w 1837 roku śmiertelny pojedynek z Georgem D'Anthesem. Oficer z Poznania miał zatem w rękach bezcenną pamiątkę po rosyjskim wieszczu, którą w 1937 roku pochwalił się nawet na wystawie w Warszawie. To wszystko musiało wyjątkowo drażnić władzę radziecką...

    Dokładnie 70 lat temu zapadła decyzja o wymordowaniu 25.700 tysięcy polskich oficerów znajdujących się w sowieckiej niewoli. Stalin nienawidził naszych żołnierzy. To był jego antypolski kompleks nabyty w 1920 roku podczas wojny polsko-bolszewickiej. Jako wpływowy członek frontowej Rady Wojskowo-Rewolucyjnej, pretendujący już wówczas do przejęcia władzy po chorującym Leninie - poczuł się upokorzony zwycięstwem Wojska Polskiego w bitwie warszawskiej, nazywanej "cudem nad Wisłą". Podważona została bowiem nie tylko siła sowieckiej armii, ale i jego osobiste zdolności dowódcze, a takich "zniewag" Stalin nie zwykł darować. Rozprawa z polską elitą miała być wykalkulowanym ciosem w Rzeczpospolitą, pieczętującym pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku, ale także emocjonalnym aktem zemsty tyrana.

    Albin Ziemecki mógł zrobić błyskotliwą karierę naukową w Zakładzie Anatomii Zwierząt Domowych na Wydziale Weterynarii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie w 1918 roku dostał posadę starszego asystenta. Rok później wybrał jednak Poznań i służbę wojskową w tutejszym pułku ułanów. Zamieszkał przy ulicy Ratajczaka 27. Objął stanowisko naczelnego lekarza weterynarii, zorganizował w stolicy Wielkopolski wojskową służbę weterynaryjną oraz kursy dla podkuwaczy i szpital dla koni. U progu II wojny światowej miał być przeniesiony z 15. Pułku Ułanów Poznańskich do pracy w sztabie, ale nie wiadomo, czy o tego doszło, bo nie zachowały się dokumenty. Trudno też ustalić, w jakich dokładnie okolicznościach po 17 września 1939 roku dostał się do sowieckiej niewoli.

    - Wiem jednak z opowiadań ojca, w jak niecodzienny sposób nasza rodzina otrzymała wiadomość od wuja Albina - opowiada bratanica oficera, Danuta Ziemecka-Mycielska. - Jesienią 1939 roku stryj wyrzucił z wagonu kartkę z adresem oraz krótką informacją: "Jestem w sowieckiej niewoli, przekraczamy granicę Polski". Ktoś znalazł ten list przy torach i przesłał go pod wskazany adres, na ulicę Marszałkowską 76 w Warszawie. Tam bowiem żyła cała nasza rodzina: moja babcia i dziadek, czyli rodzice wuja Albina oraz jego bracia, w tym mój ojciec i jego siostra bliźniaczka, najmłodsi z rodzeństwa. Przesyłka najpierw trafiła do rąk babci, która przeraziła się losem swego najstarszego syna.

    Po agresji na Polskę 17 września 1939 roku Sowieci wzięli do niewoli lub aresztowali ponad 230 tysięcy żołnierzy Wojska Polskiego. Wyselekcjonowana grupa polskich oficerów została osadzona w obozach jenieckich w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz w więzieniach w Mińsku i Kijowie. Wstępną sugestię, aby ich wymordować, Stalin przedstawił już w czasie poufnej narady 20 lutego 1940 roku, nazywając Polaków "zakamieniałymi wrogami ZSRR". Dwa tygodnie później - 5 marca 1940 roku - ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrentij Beria skierował do Stalina notatkę nr 794/B, w której potwierdził, że polscy jeńcy wojenni stanowią "zdeklarowanych i nie rokujących nadziei poprawy wrogów władzy radzieckiej". Zalecił ich rozstrzelanie - bez wzywania i bez przedstawiania zarzutów.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo