Adam Nowak: Nie pcham się do przodu

    Adam Nowak: Nie pcham się do przodu

    Marcin Kostaszuk

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z Adamem Nowakiem, wokalistą zespołu Raz Dwa Trzy, o tym co pisze, jak żyje, kim jest rozmawia Marcin Kostaszuk
    Jest Pan jeszcze poznaniakiem?
    Oczywiście w pamięci funkcjonuję jako tożsamy z Poznaniem, ale serce mam przepołowione na dwa miasta, na dwie komory. Od 12 lat mieszkam w Toruniu, więc nie sposób było nie zaprzyjaźnić się z tym miastem.

    Mam poczucie, że Pana słowa do nowych piosenek Raz Dwa Trzy, są wyjątkowo ciężkie i intymne. Czy nie miał Pan wahań przed upublicznieniem tych tekstów?

    Nie mam poczucia, że ujawniłem jakieś swoje niezwykłe szczere wydarzenia z życia. Raczej emocje, towarzyszące wydarzeniom nieodwołalnym - najlepszy przykład to "Już", piosenka dla mojego zmarłego taty.

    Dwa lata temu rozmawialiśmy po Pana chorobie, której skutkiem była czasowa utrata głosu.
    Nie na dłuższy czas, ale radykalnie. To nie był stan radości. Dosięgła mnie niemoc, kazała mi przysiąść i odpowiedzieć sobie na pytanie o sposób spędzania własnego życia. Jednocześnie pomyślałem o gospodarce rabunkowej, jaką prowadzi wielu wykonawców. Dopóki opakowanie wytrzyma, dopóty się je akceptuje. Nie akceptuje się faktu, że właśnie opakowanie odmawia posłuszeństwa. Zdarzyło mi się to dwa razy. Ostatni raz dobitniejszy, bo przestałem mówić, ze względu na chorobę. Pomyślałem nie tyle, że musze coś zmienić, ale że muszę uważać, bo opakowanie powie mi, że nie będzie ze mną w porozumieniu.

    Czy śpiewanie cudzych piosenek to dla muzyka "opakowanie zastępcze"? Na siedem lat przerwaliście serię autorskich płyt...
    Mówienie cudzymi głosami, słowami i dźwiękami było po części przypadkiem. Popularność w wyniku śpiewania piosenek Agnieszki Osieckiej jest warunkowa i trochę nam nie przynależna. Nie czułem się dobrze w blasku ich sukcesu, bo przecież byłem tylko chwilowym wykonawcą cudzych piosenek. Nie wynikało to z premedytacji, planu czy sprytu, tylko ze spełnienia propozycji radiowej Trójki. Nie przewidzieliśmy konsekwencji...

    Ja bym życzył każdemu takich konsekwencji - w postaci Platynowych Płyt.
    A ja właśnie nie. Dlatego, że spotkaliśmy się z publicznością, która nie miała zielonego pojęcia o istnieniu zespołu Raz Dwa Trzy.

    A po czym to Pan poznał? Zespołem popularnym jesteście przecież od połowy lat 90.
    Tyle, że po koncertach z tym repertuarem przychodzili do nas ludzie i mówili, że spotkali nas po raz pierwszy. I były to częste przypadki. Dla innej części charakterystyczne było stwierdzenie: "mnie nie interesuje Młynarski i Osiecka, interesujące jest to, co sam piszesz i śpiewasz". Ci cenią nas za to, że śpiewamy własne piosenki - szanuję zwłaszcza tych słuchaczy, bo odważnie deklarują, jaki jest ich wymóg.

    Nazwijmy to dowodem zaufania. Ma Pan poczucie, że je wzbudza, zwłaszcza jakością tego, co Pan robi?
    Zawsze wierzyłem w jakość i szlachetność. Tego mnie uczył tato i przez wiele lat nie potrafiłem sprostać temu zaufaniu.

    Dlaczego?
    Bo nie posiadałem możliwości wykonawczych. Po intensywnej pracy z instrumentem, głosem i słowem, ta szlachetność przyszła, ale towarzyszyła mi od dziecka, bo mój ojciec był zawsze uczciwy w tym, co robił.

    Kim był?
    Biochemikiem. Władał czterema językami, wszystko, do czego podchodził doprowadzał do końca. Gdy nie mógł, zostawał z dylematem, który mu nie dawał spokoju.

    Czy Pana kariera muzyczna również była dla niego dylematem?
    Była. (śmiech)

    1 »

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo