To doroczny rytuał. Od lat w Bukówcu Górnym pod Lesznem kobiety w zimowe wieczory drą pierze. I nie chodzi o odtwarzanie dawnego zwyczaju, a o sprawdzony sposób na to, aby się spotkać na babskich pogaduszkach. Przy okazji kolejna córka, czy wnuczek dostają najlepszą na zimne noce puchową kołdrę.
Przez wieki okres od końca listopada do początków marca, gdy nie było pracy w polu, upływał pod znakiem darcia pierza.
Zasada była prosta. Kobiety zbierały się w jednym domu przy długim stole, na który gospodyni co pewien czas dokładała kolejną porcję gęsich lub kaczych piór. Darciem, czyli oddzielaniem chorągiewek i puchu od twardych stosin zajęte były ręce, co nie przeszkadzało w rozmowie. Gdy w jednym domu uporano się z całym pierzem, przenoszono się do kolejnego. A ponieważ niegdyś właściwie każda gospodyni trzymała gęsi, więc w ten sposób we wsi kwitło życie towarzyskie.
- Spotykały się kobiety w różnym wieku - dziewczynki, młode mężatki czy babcie - opowiadają Krystyna Samol i Pelagia Grzesiecka. - To były bardzo wesołe wieczory. Nie tylko rozmawiano o tym, co właśnie we wsi się dzieje, ale też śpiewano, opowiadano różne, czasami bardzo dziwne historie, po których strach było wracać do domu. Były też psoty. Na przykład, chłopcy wpuszczali gołębie czy wróble. Ptaki miotały się po pokoju wzbijając w powietrze pierze ze stołu.
Teraz w Bukówcu Górnym na darcie pierza zaprasza do siebie Danuta Głuszak. - W tym roku tak wypadło, że darcie pierza mam dość późno. Kobiety już się trochę niecierpliwiły i dopytywały, czy w ogóle będzie - śmieje się pani Danuta. - Tradycyjnie przychodzą do mnie sąsiadki. Zbieramy się przez kilka kolejnych wieczorów i drzemy zgromadzone jesienią pierze. Gdy przychodzi taka zima, jak w tym roku, to nic tak nie ogrzeje, jak pierzyna czy kołdra z prawdziwego pierza. - Kiedyś każda córka dostawała w wianie własnej roboty pierzynę i poduszki. Teraz czasy się zmieniły, ale nadal ktoś w rodzinie czeka na kołdrę z własnego pierza - dodaje Danuta Głuszak.
Na stole rośnie góra białego puchu, który gospodyni od czasu do czasu zgarnia bezpośrednio do uszytej już powłoki na poduszkę lub kołdrę. Nikomu nie brakuje telewizora, bo panie zajęte są rozmową. Jednak na próżno by czekać na komentarze tego, co się dzieje w Sejmie, czy na zimowych igrzyskach. Kobiet nie interesują spory między premierem a prezydentem, czy kulisy głośnych afer. Tu opowiada się zwykłe historie - co się dzisiaj wydarzyło w domu, jak dzieciom, czy wnukom idzie w szkole, jedna drugiej radzi, co ugotować na obiad. Trafiają się też zabawne opowieści, i choć czasem już dobrze znane.
Choć samo darcie pierza jest mało ciekawe i żmudne, to dzięki takim pogaduszkom czas płynie wesoło i szybko. U Głuszaków gęsich piór wystarczyło w tym roku na cztery wieczory. Na koniec gospodyni wystawiła tradycyjny poczęstunek, czyli jak nazywają go w Bukówcu Górnym - pępek. Niegdyś, gdy ludzie byli mniej zamożni, był on skromny. Teraz jest i coś na ciepło, jakaś sałatka i dobry placek. Wiadomo, że okazji do spotkania z którąś z sąsiadek będzie wiele. Ale jak wszystkie panie zgodnie podkreślają, darcie pierza jest tylko jedno i tylko raz w roku można sobie tak pogadać.