Pracownicy skarżą Pekabex i odwrotnie

    Pracownicy skarżą Pekabex i odwrotnie

    Monika Kaczyńska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    W marcu odbędzie się pięć rozpraw w kilku różnych sprawach toczących się między spółką-córką Poznańskiej Korporacji Budowlanej Pekabex, a jej pracownikami. Ci ostatni zarzucają firmie, że nie wypłaca nadgodzin, zmusza pracowników do brania urlopów bezpłatnych oraz bezprawnie zwalnia ich dyscyplinarnie z pracy. Firma wystąpiła przeciwko dwóm z nich z pozwem o naruszenie jej dobrego imienia.
    Choć obie strony deklarują chęć porozumienia, wszystko wskazuje na to, że konflikt zakończą dopiero wyroki sądu. Poszło o tryb pracy na kontrakcie w niemieckim Padeborn, gdzie byli oddelegowani robotnicy z Pekabeksu Bet. Twierdzą, że nie mieli urlopów wypoczynkowych, a pracodawca wymuszał na nich podpisywanie in blanco wniosków o urlopy bezpłatne. - Potem wypisywali w nie takie daty, jakie im były wygodne - opowiadają. - Są tacy, którzy w świetle dokumentów w czasie dwunastomiesięcznego kontraktu ponad połowę czasu spędzili na urlopie bezpłatnym.

    Uważają też, że pracodawca powinien im zapłacić za nadgodziny, ponieważ pracowali zazwyczaj po 12 godzin od poniedziałku do piątku i po sześć w soboty. Firma odmawia. - Pracownicy zgodzili się na zadaniowy czas pracy - mówi Przemysław Borek, prezes firmy. - Nadgodziny im się nie należą. Zresztą kilka lat temu toczył się podobny proces i Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że żądający nadgodzin chcą podwójnych przywilejów. Zresztą na budowach eksportowych zarabia się znacznie więcej niż w kraju.

    Wyroku jeszcze nie ma. Pracownicy są pewni wygranej. Pekabex Bet też. Tym bardziej że ani kontrola ZUS, ani Państwowej Inspekcji Pracy nie wykazała poważniejszych nieprawidłowości. Ta ostania badała sprawę w siedzibie firmy w Poznaniu. W Padeborn inspektorzy nie byli. - Nie mamy uprawnień, by przeprowadzać kontrole poza granicami kraju - zaznacza Jacek Strzyżewski z PIP.

    Kolejna sprawa, w którą zaangażowanych jest kilkanaście osób toczy się o zasadność zwolnienia dyscyplinarnego. Szefowie Pekabeksu twierdzą, że pracownicy opuścili samowolnie budowę. Robotnicy utrzymują, że pojechali na urlop, którego termin był uzgodniony, zostawiając na miejscu wypisane wnioski. Prawnicy Pekabeksu wskazują, że wnioski nie były podpisane przez pracodawcę. Z kolei pracownicy dowodzą, że że skoro w przypadku urlopów bezpłatnych nie musieli czekać na podpis szefa, podobnie postąpili z urlopem wypoczynkowym.

    Przemysław Borek twierdzi, że kontynuowanie spraw sądowych jest ostatnią rzeczą, na której firmie zależy. - Nie jesteśmy kancelarią prawną. Chcemy pracować, a nie toczyć procesy - mówi. Pracownicy, którzy wystąpili do sądu, choć chcieliby porozumienia, nie dowierzają intencjom zarządu. - W lecie mieliśmy porozumienie na piśmie. I okazało się, że zarząd nie chce go dotrzymać - mówią.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo