Strachy Na Lachy: Koperta z DNA

    Strachy Na Lachy: Koperta z DNA

    Marcin Kostaszuk

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    "Zostawiam pożegnalny list, kopertę z moim DNA" - śpiewa Grabaż w "Radiu Dalmacija". To niejedyne na tej płycie słowa, które można interpretować na wiele sposobów i to jest główny powód, dla którego kupuje się płytę Strachów Na Lachy.
    Nic nie jest oczywiste, trudno orzec, gdzie tu stylizacja, a gdzie brutalna prawda w oczy. Nawet będąc w uprzywilejowanej sytuacji "pana redaktora", który mógł zdybać artystę na rozmowie i zlustrować tekst po tekście, nie jestem ani na jotę mądrzejszy od innych słuchaczy.

    Zwykle na płytach Strachów początek dodawał otuchy i napełniał radością. A tu nagle "jestem jak jaskółka, co wiosnę zgubiła i znów zima za d... mnie trzyma". A to dopiero początek karty pacjenta, zatytułowanej po prostu "Chory na wszystko", której bohater śpiewa już tylko o "Polsce i o złej miłości".

    Pięć lat temu, na "Pile tango", w tym miejscu następowało bezpretensjonalne "Dzień dobry, kocham cię". "Nieuchwytni buziakowcy" rwą się między zwrotką i refrenem, tak jakby doklejono ich na siłę, niczym tabletkę znieczulającą. Tytuł kolejnej piosenki, utrzymanej w rytmie ska "Twoje oczy lubią mnie", sugeruje wprawdzie klimat damsko-męski, ale wydaje się, że bardziej chodzi tu o cenę, jaką płacimy, gdy cudze oczy wzbudzają nasze zaufanie.

    Największy muzyczny zakręt mamy chwilę później - podkręcony elektronicznie rytm to u Strachów żadna nowość ("Raissa" świadkiem), ale jeśli disco może być o złej miłości, to tu mamy wzorzec absolutny.

    Wyliczankę wrażeń przerywam tylko dlatego, że sam niechętnie czytam recenzje filmów, z których wynika cała intryga. Druga część "Dodekafonii" będzie dla słuchacza przeżyciem smutnym, mocnym, ciężkim... Będzie chwila liryki w najlepszym stylu ("Dziewczyna o chłopięcych sutkach" z gościnnym udziałem pasującej tu jak ulał Natalii Fiedorczuk), wycieczka po ojczyźnie dorównującej urokiem dworcowi w Kutnie w nocy ("Ten wiatrak ta łąka", "Żyję w kraju"), wreszcie "Radio Dalmacija" - ostateczny akt kapitulacji przed nadchodzącym nieuchronnie czasem pożegnania z weną, ambicjami i złudzeniami. Nic tylko zakleić "kopertę z DNA". W tym przypadku nagranym na płycie z muzyką...

    To jest nie tylko DNA Grabaża i jego ekipy. To jest DNA tych wszystkich, którzy weszli w wiek wątpliwości i coraz bardziej desperackiego poszukiwania sensu życiowej gonitwy. Będziecie cierpieć, słuchając tej płyty i zarazem cieszyć się, że nie cierpicie samotnie.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo