Zmarł Krzysztof Skubiszewski

    Zmarł Krzysztof Skubiszewski

    IAR

    Aktualności

    Aktualizacja:

    Aktualności

    W Warszawie zmarł pierwszy minister spraw zagranicznych III RP prof. Krzysztof Skubiszewski. Wybitny polski polityk i prawnik, szef dyplomacji w 1989-1993 miał 83 lata. Od 2002 r. był członkiem Papieskiej Akademii Nauk Społecznych.
    Krzysztof Jan Skubiszewski urodził się 8 października 1926 roku w Poznaniu. Ukończył Wydział Prawno-Ekonomiczny Uniwersytetu Poznańskiego i otrzymał nominację profesorską w dziedzinie prawa międzynarodowego. Odbył studia uzupełniające w Europejskim Centrum Uniwersytetu w Nancy i Harvard University w Cambridge (Stany Zjednoczone). Wykładał we Francji, USA, Wielkiej Brytanii u Szwajcarii. Jest autorem wielu prac naukowych i opracowań. W latach 1981-1984 był członkiem Prymasowskiej Rady Społecznej a w latach 1986-1989 Rady Konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady Państwa PRL.

    Działał w ,,Solidarności" oraz Wielkopolskim Klubie Politycznym "Ład i Wolność".
    13 września 1989 r. został powołany na stanowisko ministra spraw zagranicznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Później funkcję szefa polskiej dyplomacji pełnił w rządach Krzysztofa Bieleckiego oraz Hanny Suchockiej - do października 1993 r., pozostając politykiem bezpartyjnym.

    Krzysztof Skubiszewski był autorem prężnej polityki na rzecz pojednania polsko-niemieckiego. To m. in. dzięki jego inicjatywie podpisano układ graniczny z Niemcami w 1990 r. a rok później został podpisany inny ważny dokument, Traktat polsko-niemiecki o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy.

    Krzysztof Skubiszewski położył także podwaliny pod powstanie Trójkąta Weimarskiego, czyli organizacji trzech państw europejskich: Niemiec, Francji i Polski, co znacznie wzmocniło pozycję Polski w Europie i pomogło jej zbliżyć się do krajów Zachodnich. Jego działalność na początku lat 90. była także wstępem do rozpoczęcia polskiej drogi do NATO i Unii Europejskiej.

    Krzysztof Skubiszewski został uhonorowany doktoratami honoris causa kilku uniwersytetów, kawalerem najwyższych odznaczeń polskich i międzynarodowych, wśród nich Orderu Orła Białego i Krzyża Zasługi Republiki Federalnej Niemiec. Po odejściu ze stanowiska szefa polskiej dyplomacji został przewodniczącym US-Iran Claims Tribunal oraz sędzią ad hoc Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze.

    Od 2002 r. był członkiem Papieskiej Akademii Nauk Społecznych. Wspólnie z Hansem-Dietrichem Genscherem otrzymał też prestiżową nagrodę ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec, ustanowioną w 1993 r. W 2005 został uhonorowany polsko-niemiecką nagrodą Pomerania Nostra. 13 listopada 2009 r. w uznaniu wybitnych zasług dla polskiej służby zagranicznej i dorobku naukowego na arenie międzynarodowej otrzymał Odznakę Honorową "Bene Merito".

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (8)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    List do PiS-u i Prezydenta RP.

    NSZ-towiec (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 21 / 15

    list do Prezydenta i PiS-u.

    ---------- Forwarded message ----------
    From: ..........@gmail.com>
    Date: Tue, 9 Feb 2010 08:50:48 +0100
    Subject: Szanowny Panie Prezydencie,jeszcze nasz...rozwiń całość

    list do Prezydenta i PiS-u.

    ---------- Forwarded message ----------
    From: ..........@gmail.com>
    Date: Tue, 9 Feb 2010 08:50:48 +0100
    Subject: Szanowny Panie Prezydencie,jeszcze nasz Polaków,dlaczego wygłasza Pan peany na cześć tego pederasty agenta bezpieki i zdrajcy polskich interesów Schimela vel Skubiszewski?,pytam jako pana wyborca,proszę o odpowiedź.Fwd: Dlaczego okłamujecie nadal na
    To: listy

    My Polacy prawdę o nim,Berełe Lewartowie oraz innych zdrajcach
    zbrodniarzach,złodziejach parcho bolszewickich,agentach
    UB,SB,służb,etc,znamy z archiwów i jeszcze nie ocenzurowanego
    Internetu.Prawda o nich jest najpotężniejszą bronią,jak mówił to
    Taleyrand,tego się,boją,ust nam już nie zamkniecie,Polacy się,budzą z
    letargu Panie Prezydencie.

    ---------- Forwarded message ----------
    From: ..........@gmail.com>
    Date: Tue, 9 Feb 2010 08:35:24 +0100
    Subject: Dlaczego okłamujecie nadal nas Polaków?czego przykładem jest
    śmierć parcha Szymona Schimela vel Skubiszewski.Pewnie jak zwykle nie
    doczekam się,odpowiedzi,ja ją dam przy urnie wyborczej panowie.
    To: biuro

    Czy nas okłamując,gloryfikując zdrajcę,pederastę,agenta bezpieki
    chcecie zachęcić nas do ponownego głosowania na Was i reelekcję
    Prezydenta,który wygłasza peany na cześć tego pederasty i zdrajcy
    polskich interesów,jak poprzednio o Berele Lewartowie vel Geremku
    takim samym łajdaku,jak ten "prof",taki sam jak ten bez matury,jego
    brat w wierze i polonofob.?możecie się,bardzo rozczarować.Określcie
    się,wreszcie czyje interesy reprezentujecie Polskie,Polski,czy parcho
    bolszewików,ich pomiotu,przybłęd zza Donu,Chazaro Mongolii,tak będzie
    uczciwie wobec nas Polaków na was głosujących,będziemy wiedzieli kto
    zacz,i czyje interesy tak naprawdę reprezentuje,będzie to uczciwe
    postawienie sprawy,czyżby baliście się,tego posłowie i senatorowie
    PiS-u?.A teraz coś z archiwów:Prawda o tym pederaście,zdrajcy polskich
    interesów pod zmienionym nazwiskiem-dlaczego?,to jeden z tych
    przerobionych przez Niemców lub UB,na "polaków",operacja Fenix
    się,kłania,Polacy tę operację znają,jest o tym w Archiwum Akt Nowych w
    Szczecinie i aktach służb specjalnych tak polskich jak i obcych,jak
    "przerobiono" 1.6 mln,żydów na "polaków" podczas tej operacji
    zażydzania Polski,to ci co ponoć kominem mieli wylecieć,a pieniądze za
    nich wzięte.Tak się,okłamuje Polaków od lewa do prawa i z powrotem do
    lewa,robi się,z Polaków durni od 1939 do chwili obecnej,lecz do czasu
    panowie posłowie,broniący zboczeńców,ćpunów ,przestępców(cassus
    Piesiewicza,Schimela,etc.)w swych szeregach,Naród patrzy i
    oceni.Prawda o tym pederaście i tw.Kosk.Szymonie Schimelu vel
    Skubiszewskim
    Ministrowie MSZ-czyli czosnki prócz Fotygi-kalendarium i ich dokonania.
    "Przemawiając na ostatnim zjeździe Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław
    Kaczyński wśród sukcesów PiS wymienił również "odzyskanie"
    Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
    Prezes PiS nie sprecyzował, o co konkretnie mu chodziło, ograniczając
    się tylko do wzmianki o "odzyskaniu", ale i ta uwaga była
    wystarczająca, by wywołać pełną oburzenia reakcję Stefana Mellera,
    ostatniego ministra z okresu, kiedy nie zostało ono jeszcze
    "odzyskane".
    "Odzyskane" zostało bowiem - jak można się domyślać - dopiero z chwilą
    mianowania na stanowisko ministra spraw zagranicznych pani Anny
    Fotygi.
    Historia w zwierciadle poprzedników
    Już na pierwszy rzut oka na poczet poprzedników pani Anny Fotygi na
    stanowisku ministra spraw zagranicznych od 1944 roku, można zauważyć
    wszystkie zakręty i przesilenia polityczne.
    Oto pierwszym ministrem spraw zagranicznych Polski Ludowej jest Edward
    Osóbka-Morawski, słynna "Łasica", towarzysząca "Szczurowi", czyli
    "towarzyszowi Tomaszowi", jak zaufani agenci NKWD nazywali
    przewodniczącego tzw. Krajowej Rady Narodowej Bolesława Bieruta.
    "Łasica" należała do PPS, a ściślej - do tej frakcji, która
    zdecydowała się na kolaborację z NKWD, bo przedstawiciel innej
    frakcji, Kazimierz Pużak, jechał wówczas do łagru, by po powrocie
    wylądować w więzieniu we Wronkach, już ze skutkiem śmiertelnym.
    Następcą "Łasicy" został Wincenty Rzymowski, reprezentujący SD, czyli
    tzw. "Stronnictwo Drżących", przed wojną przedstawiciel koncernu
    prasowego IKC
    ("I ty, co mieszkasz dziś w pałacu, a srać chodziłeś za chałupę / ty
    wypasiony na Ikacu..." - i tak dalej).
    Kiedy skończyły się zabawy w polityczny pluralismus, w 1947 roku
    Rzymowskiego zmienił Zygmunt Modzelewski - jak podaje "New York Times"
    z 15 czerwca 2006 - urodzony jako Roman Berger, a żonaty z Jadwigą Ewą
    nee Hechtkopf - który piastował to stanowisko do 20 marca 1951, kiedy
    to zastąpił go inny komunista, Stanisław Skrzeszewski, w KPP od 1924
    roku.
    W kwietniu 1956 roku, wkrótce potem, kiedy to "towarzysz Tomasz"
    "pojechał do Moskwy w futerku, a wrócił w kuferku", czyli w trumnie,
    minister spraw zagranicznych został Adam Rapacki, który na tym
    stanowisku przetrwał aż do 22 grudnia 1968 roku, kiedy to "partyzanci"
    popędzili tzw. "kota" Żydom.
    Jego następcą został na krótko stary komuch, w roku 1940 razem z Wandą
    Wasilewską udelektowany przez Ojca Narodów stanowiskiem "deputowanego"
    do Najwyższego Sowietu.
    Ale w kolejce niecierpliwie czekali młodzi ubowniczkowie świeżego
    chowu, toteż kolejnym ministrem został 22 grudnia 1971 roku Stefan
    Olszowski, 2 grudnia 1976 roku zmieniony przez Emila Wojtaszka, który
    dotrwał aż do tzw. polskiego sierpnia w roku 1980. 24 sierpnia nowym
    ministrem spraw zagranicznych został Józef Czyrek, ale długo się nie
    nabył, bo 21 lipca 1982 r. zwolnił miejsce dla Stefana Olszowskiego,
    który powrócił na to stanowisko w ramach odzyskiwania terenu przez
    Służbę Bezpieczeństwa.
    Kiedy jednak w połowie lat 80-tych cywilna bezpieka została
    rozgromiona przez razwiedkę wojskową, kierowaną przez "człowieka
    honoru", to i Stefan Olszowski musiał pożegnać się nie tylko ze
    stanowiskiem, ale w ogóle - z polityką i wylądował bodajże w Nowym
    Jorku, jako "osoba prywatna".
    Jego następcą został w listopadzie 1985 roku Marian Orzechowski, by w
    fazie przygotowywania tak zwanej "transformacji ustrojowej" ustąpić na
    rzecz Tadeusza Olechowskiego, można powiedzieć, założyciela dynastii
    ministrów spraw zagranicznych, bo ojcu Andrzeja Olechowskiego, byłego
    agenta "wywiadu gospodarczego".
    [b]
    Kiedy już transformacja ustrojowa została przez razwiedkę odpowiednio
    przygotowana i na wszelkich odcinkach operacyjnie zabezpieczona, nowym
    ministrem spraw zagranicznych III już Rzeczypospolitej, został 12
    września 1989 roku prof. Krzysztof Skubiszewski, tajny współpracownik
    SB, pseudonim "Kosk".
    [/b]
    Przetrwał on na tym stanowisku do 26 października 1993 roku, kiedy to
    prezydent Wałęsa upodobał sobie na stanowisku ministra spraw
    zagranicznych Andrzeja Olechowskiego, pseudonim "Must", bo takiego
    właśnie w słynnym "wywiadzie gospodarczym" używał.
    Potem - czy to z powodu tęsknoty za normalnością ze strony naszych
    zachodnich sojuszników, czy z jakichś innych powodów - ministrem spraw
    zagranicznych został Władysław Bartoszewski, którego w grudniu 1995,
    kiedy to nowym prezydentem został Aleksander Kwaśniewski, zastąpił
    Dariusz Rosati.
    Tego w październiku 1997 zluzował "drogi Bronisław", czyli Bronisław
    Geremek, piastujący funkcje ministra spraw zagranicznych do czerwca
    2000 roku, kiedy to UW zerwała koalicję z AWS, a ministrem spraw
    zagranicznych znowu został Władysław Bartoszewski.
    Po nim urząd ten 19 października 2001 roku objął Włodzimierz
    Cimoszewicz, by 5 stycznia 2005 roku ustąpić miejsca Adamowi Danielowi
    Rotfeldowi, który z kolei, dotrwawszy do końca października 2005 roku,
    ustąpił na rzecz Stefana Mellera, od którego Ministerstwo Spraw
    Zagranicznych zostało właśnie "odzyskane".
    Kilka grzechów głównych
    Minister Krzysztof Skubiszewski negocjował był z ramienia Polski
    traktat o dobrym sąsiedztwie z Niemcami.
    Była to taka namiastka traktatu pokojowego, z którego kanclerz Helmut
    Kohl zręcznie się wykręcił nabożnym przystąpieniem z premierem
    Tadeuszem Mazowieckim do Komunii św. podczas pojednawczego nabożeństwa
    w Krzyżowej.
    Obydwaj mężowie stanu uściskali się, a podobno nawet spłakali ze
    wzruszenia, ale żelazny kanclerz ledwo dał się zmusić do traktatu o
    dobrym sąsiedztwie.
    Wiosną 1992 r. doradca premiera Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski
    powiedział, ze podczas negocjowania tego traktatu Niemcy szantażowali
    ministra Skubiszewskiego groźbą ujawnienia jego agenturalnej
    przeszłości i dlatego traktat ten jest niesymetryczny na niekorzyść
    Polski.
    Minister Skubiszewski nigdy tego nie zdementował, zachowując tzw.
    wzgardliwe milczenie, aliści wkrótce wyszła na jaw jego agenturalna
    przeszłość, co oczywiście rewelacje Krzysztofa Wyszkowskiego raczej
    potwierdza.
    Kolejną sprawą jest całkowita nieskuteczność polskiej dyplomacji,
    jeśli chodzi o uzyskanie obietnicy amerykańskiego rządu, że nie będzie
    naciskał Polski w sprawie realizacji bezpodstawnych prawnie roszczeń
    organizacji zajmujących się przemysłem holokaustu.
    Wydawałoby się, ze taką sprawę mógłby, a przynajmniej powinien
    próbować załatwić minister Bronisław Geremek, albo minister Władysław
    Bartoszewski, których nikt nie mógłby z tego powodu oskarżyć o
    "antysemityzm". Nic jednak nie zostało w tej sprawie załatwione;
    USA nadal traktują pod tym względem Polskę nie jako kraj
    zaprzyjaźniony i sojuszniczy, tylko jako kraj podbity, być może
    dlatego, że minister Geremek ze względu na solidarność plemienną, a
    minister Bartoszewski ze względu na narcyzm nie odważył się nawet o
    czymś takim amerykańskim dygnitarzom napomknąć.
    Podobnie wygląda na to, że z tych samych powodów Polska nie odniesie
    najmniejszej korzyści z udziału w irackiej awanturze prezydenta Busha.
    Skoro już wzięliśmy udział w napaści na państwo, które Polsce niczego
    złego nie zrobiło i z którym utrzymywaliśmy stosunki dyplomatyczne, to
    przynajmniej trzeba było tę podłość dobrze dla Polski sprzedać.
    Owszem, kiedy Stany Zjednoczone poprosiły Polskę o polityczną
    przysługę powiększenia listka figowego, którym trzeba było zasłonić
    realizowanie przez Stany Zjednoczone izraelskich interesów na
    Środkowym Wschodzie, to taką przysługę należało wyświadczyć, ale pod
    warunkiem przysługi wzajemnej, w postaci militarnej konwersji
    polskiego zadłużenia zagranicznego, przynajmniej w Klubie Paryskim.
    Tymczasem zdaje się, że nikt nie odważył się nawet o tym zająknąć.
    Chyba wszystkie rządy nie składały się z samych agentów, a jeśli nawet
    - to czy z samych amerykańskich?
    A gdzie gestapo, Mossad i kagebiaki?
    Wreszcie - czy ktoś pilnuje polskiego interesu?
    Wygląda na to, że niekoniecznie, co dało się zauważyć podczas
    popierania tzw. pomarańczowej rewolucji na Ukrainie.
    Owszem, wyłuskiwanie Ukrainy ze strefy sowieckich wpływów leży w
    polskim interesie, ale czy naprawdę nie można było zawczasu dać
    Amerykanom do zrozumienia, ze Polska chętnie "pomarańczową rewolucję"
    poprze i w ogóle, jednak pod warunkiem, że jej główną polityczną siłą
    nie będą banderowcy, stanowiący zarówno trzon "Naszej Ukrainy"
    prezydenta Juszczenki, jak i "Bjuty", czyli Bloku Julii Tymoszenko.
    Czy ktoś nie mógł dać do zrozumienia Departamentowi Stanu, żeby
    zakochał się na Ukrainie w kimś innym i żeby nie traktował również
    tego kraju, jako wiana dla "Filantropa" po utracie rosyjskich
    alimentów?
    W rezultacie bowiem Polska potężnie wsparła i legitymizowała na
    Ukrainie tamtejszych nacjonałów,
    (przy których nasi, podkreślający swoje przywiązanie do katolicyzmu i
    słuchający się biskupów, są niewinnymi barankami)
    i postawiła znak równości miedzy banderowcami i ukraińskim narodem.
    Doprawdy, gdzie indziej trzeba by takich pożytecznych idiotów szukać
    ze świecą, a tu, na domiar złego wygląda na to, że prezydent
    Juszczenko pójdzie jednak z prorosyjskim Janukowyczem.
    Co na to powie pani Bogumiła Berdychowska?
    Czy tak to sobie "wykompinowała", czy też jakoś inaczej?
    Podobnie pan min. Rotfeld na Białorusi popełnił wszystkie możliwe
    błędy, jakie tylko można było popełnić, przy czym jest to tłumaczenie
    bardzo uprzejme.
    Mniej uprzejme bowiem sugerowałoby wykonywanie zadania zleconego, np.
    przez Niemcy.
    Pan min. Rotfeld bowiem, wykonując rozkaz Kondolizy Rice, że na
    Białorusi "czas na zmiany", rzucił do walki w charakterze
    antyłukaszenkowej opozycji tamtejszy Związek Polaków, niwelując jednym
    ruchem na tym terenie wszelkie polskie wpływy, bo nie można nazwać
    żadnymi wpływami ruchawek wzniecanych przez agentów, sowicie
    opłacanych i przez Amerykanów i przez nas.
    W tej sytuacji rzeczywiście wszystko przemawiało za podjęciem trudu
    "odzyskania" Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
    Czy jednak po "odzyskaniu" będzie inaczej?
    Były minister spraw zagranicznych, założyciel Rady Polityki Zagranicznej.
    "Jako szef MSZ-u w rządzie T.Mazowieckiego był od początku całkowicie
    uzależniony od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych
    kartach z jego przeszłości.
    Chodziło nie tylko o dziwnie mało wspominane członkostwo
    Skubiszewskiego w Radzie Konsultacyjnej przy Jaruzelskim, ale o
    długotrwałą karierę w roli TW pod pseudonimem "Kosk".
    Tylko absolutne poparcie udecji uratowało Skubiszewskiego przed
    skutkami publicznego ujawnienia faktów jego tajnej współpracy z
    reżimem - najpierw przez doradcę premiera Olszewskiego Krzysztofa
    Wyszkowskiego, a później w związku z ogłoszeniem tzw. Listy
    Macierewicza. Przeszłość Skubiszewskiego nie pozostała bez wpływu na
    jego fatalne z punktu widzenia polskich narodowych interesów
    zachowanie w decydującym momencie finalizowania traktatu z Rosją w
    maju 1992 - katastrofalnym ustępstwom Skubiszewskiego wobec Rosjan
    zapobiegła w ostatniej chwili bezpośrednia interwencja Olszewskiego.
    Podatność Skubiszewskiego na podaże w związku z jego przeszłością
    wpłynęła przypuszczalnie również na jego skrajny serwilizm wobec
    Amerykanów.
    Znany z niebywałego nadęcia Skubiszewski był swoistym Profesorem Pimko
    polskiej dyplomacji. Największy samochwał wśród ministrów III RP,
    starał się jako sukces przedstawić najbardziej oczywiste nawet fiaska
    swej polityki, vide np. przedstawienie jako sukcesu fatalnego blamażu
    w związku z oficjalną wizytą szefa polskiego MSZ-u w Białorusi,
    katastrofalnie nieprzygotowaną
    (Białorusini wystąpili podczas tej wizyty(!!!) z roszczeniami
    terytorialnymi do Polski!).

    Fetowany przez udecką prasę jako pewny kandydat na fotel sekretarza
    generalnego ONZ, Skubiszewski znalazł się na 11 miejscu wśród 14
    rozpatrywanych kandydatów, z zaledwie dwoma głosami oddanymi na jego
    kandydaturę
    (por. "Życie Warszawy" z 30 listopada 1991).
    Niezwykle pyszałkowaty, wręcz despotyczny wobec podwładnych,
    Skubiszewski dosłownie jadł z ręki Geremkowi.
    Wiedział, że przy takich "hakach", jakie ma w swym życiorysie, musi
    posłusznie słuchać wszechwładnego guru udecji.
    Przy serwilizmie Skubiszewskiego, człowiekiem, który faktycznie
    decydował o wszystkich nominacjach nowych ambasadorów, był filar lobby
    filosemickiego Bronisław Geremek.
    I tak to formalnie pod batutą Skubiszewskiego wciąż wzrastała liczba
    ambasadorów, nie mających nic wspólnego z obroną polskich interesów
    narodowych, za to tym wrażliwiej reagujących na postulaty żydowskiej
    diaspory.
    Za kadencji Skubiszewskiego równolegle do skrajnych zaniedbań w
    polityce wschodniej i w ogóle w stosunkach z sąsiadami, za ministerium
    Skubiszewskiego nadano szczególnie wysoką rangę stosunkom z Izraelem.
    Na łamach periodyku "Puls" zdumiewano się:
    (...) Prezydent Wałęsa składa wizytę w Izraelu w pół roku zaledwie od
    rozpoczęcia swej kadencji i przed ważnymi wizytami w krajach
    sąsiednich:
    Związku Sowieckim, Czecho-Słowacji i Niemczech.
    Oznacza to, że do wizyty tej przywiązuje się w Belwederze szczególne
    znaczenie: bieżące stosunki polsko-izraelskie nie uzasadniają jednak
    takiej oceny (...).
    Dodajmy, że fatalnie przygotowana przez resort Skubiszewskiego wizyta
    Wałęsy w Izraelu skończyła się zupełnym blamażem.
    Wałęsa wystąpił z przeprosinami pod adresem Żydów, które duża część
    prasy światowej zaakceptowała jako przepraszanie przez Polaków za
    wymordowanie Żydów w czasie wojny.
    Przyczyniło się do tego ordynarne zachowanie premiera Izraela Szamira,
    który w odpowiedzi na przeprosiny Wałęsy wygłosił obraźliwe dla
    Polaków przemówienie, w którym znalazł się skandaliczny pasus o
    polskich obozach koncentracyjnych.
    Strona polska ciężko zapłaciła za absolutne nieprzygotowanie programu
    wizyty i brak uzgodnienia tekstów przemówień Wałęsy i Szamira
    (o ileż zręczniej postąpili np. dyplomaci Egiptu, którzy przed
    wzajemnym spotkaniem głów państwa Egiptu i Izraela dokładnie uzgodnili
    teksty przemówień, które mieli obok siebie wygłosić).
    W zamian za obelżywe poszturchiwania Szamira (wsławionego już w 1989
    publicznym atakiem na Polaków, którzy jakoby wyssali antysemityzm z
    mlekiem matki), Skubiszewski robił, co mógł dla spełniania postulatów
    Izraela kosztem naszych narodowych interesów gospodarczych.
    Tak było na przykład z rezygnacją pod presją Stanów Zjednoczonych i
    Izraela z wielkiego kontraktu na sprzedaż polskich czołgów do państw
    arabskich po zobowiązaniach, złożonych przez prezydenta Wałęsę w
    Izraelu
    (por. tekst S.Grzymskiego o Iranie, "Rzeczpospolita" z 5 sierpnia 1991 r.).
    Redaktor naczelny paryskiej "Kultury", tak fetowany w kręgach
    "europejczyków", Jerzy Giedroyć, nie ukrywał w tej sprawie swego
    skrajnego potępienia dla głupoty polskiej decyzji, mówiąc w wywiadzie
    dla "Polityki" z 19 października 1991:
    (...) Weźmy choćby aferę z czołgami.
    Polska miała sprzedać w rejon Zatoki Perskiej tysiąc czołgów, co było
    operacją dość istotną, biorąc pod uwagę stan naszego przemysłu
    wojskowego.
    Attache amerykański dał do zrozumienia, że jego rząd jest przeciwny
    tej transakcji i Polacy się podporządkowali.
    Kontrakt przejął Havel oświadczając, że interesy czeskie są dla niego
    najważniejsze.
    I okazało się, że Amerykanie doskonale to przełknęli.
    Nie było żadnych sankcji w stosunku do Pragi. Ale władzom polskim
    wystarczyło zmarszczenie brwi drugorzędnego urzędnika departamentu
    stanu.
    Jednostronna postawa proizraelska i skrajne lekceważenie stosunków
    Polski z krajami arabskimi zaprowadziły resort Skubiszewskiego do
    nieszczęsnego dla polskich interesów gospodarczych na Bliskim
    Wschodzie pomysłu reprezentowania przez Polskę interesów amerykańskich
    w Iraku w czasie Wojny Pustynnej.
    "Zaszczyt" reprezentowania interesów amerykańskich w Iraku oznaczał
    faktyczne zerwanie realnych polsko-irackich kontaktów gospodarczych,
    które zapewniały pracę tysiącom polskich techników i robotników oraz
    wielkie pieniądze dla polskiego eksportu.
    Dodajmy, że fatalne błędy antyarabskiej polityki resortu
    Skubiszewskiego wzmocnione zostały dodatkowo przez działania
    ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Krzysztofa Kozłowskiego
    (przez lata redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego").
    Na jego polecenie polski wywiad z Iraku pomógł tam w ratowaniu
    Amerykanów powiązanych z CIA, i co najgorsze - Kozłowski później tym
    się publicznie pochwalił.
    (Wbrew wszelkim zasadom pracy wywiadu i kontrwywiadu, umacniając
    nieufność i niechęć do Polski w krajach arabskich).
    Dodajmy, że Polska - bez żadnych rekompensat - choćby poprzez bardziej
    przyjazną politykę Izraela - pomogła w tranzycie kilkudziesięciu
    tysięcy Żydów z Rosji przez teren Polski, co też wpłynęło na
    pogorszenie stosunków z państwami arabskimi.
    Zawsze skrajnie spolegliwy wobec Izraela i żydowskiej diaspory
    minister Skubiszewski okazał się za to niebywale twardy w reakcji na
    propozycje arabskie.
    Stanowczo odrzucił prośbę kierowanej przez Arafata Organizacji
    Wyzwolenia Palestyny o pośredniczenie Polski we wzajemnych
    pertraktacjach między Palestyńczykami i Żydami.
    Okazało się później, że i tak doszło do nich - z pomyślnym skutkiem -
    bez skorzystania przez polskie MSZ z szansy poprawienia swego image'u
    w krajach arabskich." Kresy Wschodnie -stracona szansa!
    Do tego trzeba dodać,że w roku 1990-1991 była szansa na odzyskanie
    Kresów Wschodnich ,Rosja złożyła taką ofertę Polsce o czym Polacy nie
    zostali poinformowani, którą to szanse rząd Mazowieckiego ze wzgardą
    odrzucił.Jan Krzysztof Skubiszewski prawdziwe tetełe Szymon Schimel -
    polonofob, komuch, dywersant, agent SB TW pseudonim "Kosk"; były
    minister spraw zagranicznych, założyciel Rady Polityki Zagranicznej.
    Jako szef MSZ-u w rządzie T. Mazowieckiego był od początku całkowicie
    uzależniony od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych
    kartach z jego przeszłości. Chodziło nie tylko o dziwnie mało
    wspominane członkostwo Skubiszewskiego w Radzie Konsultacyjnej przy
    Jaruzelskim, ale o długotrwałą karierę w roli 'Tajnego
    Współpracownika' pod pseudonimem "Kosk". Tylko absolutne poparcie
    udecji uratowało Skubiszewskiego przed skutkami publicznego ujawnienia
    faktów jego tajnej współpracy z reżimem - najpierw przez doradcę
    premiera Olszewskiego Krzysztofa Wyszkowskiego, a później w związku z
    ogłoszeniem tzw. Listy Macierewicza. Przeszłość Skubiszewskiego nie
    pozostała bez wpływu na jego fatalne z punktu widzenia polskich
    narodowych interesów zachowanie w decydującym momencie finalizowania
    traktatu z Rosją w maju 1992 - katastrofalnym ustępstwom
    Skubiszewskiego wobec Rosjan zapobiegła w ostatniej chwili
    bezpośrednia interwencja Olszewskiego. Niezwykle pyszałkowaty, wręcz
    despotyczny wobec podwładnych, Skubiszewski dosłownie jadł z ręki
    Geremkowi; odznaczony Orderem Orła Białego przez rząd
    żydokomunistyczny.Pan minister był pederastą,z tego powodu bardzo
    łatwym na naciski,tak SB,naszych,niemieckich i innych służb,czego
    efekty,jego działalności znamy,SB jak i wywiad niemiecki i nie tylko
    miały filmy takie jak z Piesiewiczem,tym go szantażowały,publicznym
    ujawnieniem.Był jednym z Dworca centralnego,łowcą chłopczyków + jeden
    Niemiec,Niemca po naciskach ich ambasady cichcem wysłano do siebie,a
    sprawie ukręcono łeb,niektórzy starsi to pamiętają.Byli tam zamieszani
    politycy i znani aktorzy,reżyserzy.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Agent

    Widukind (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 19 / 23

    W dzisiejszym Głosie Wlkp jest artykuł Joanny Miziołek i Andrzeja Grzegrzółka pt. Odszedł arystokrata świata wśród dyplomatów. Artykuł w stylu tych zamieszczanych również w Głosie po śmierci...rozwiń całość

    W dzisiejszym Głosie Wlkp jest artykuł Joanny Miziołek i Andrzeja Grzegrzółka pt. Odszedł arystokrata świata wśród dyplomatów. Artykuł w stylu tych zamieszczanych również w Głosie po śmierci Breżniewa, Andropowa, Czernienki ... Podłe lizusostwo skierowane do Układu wyszło tu, w moim Poznaniu. I ani słowa o tym że ten arystokrata był zwykłym donosicielem i TW Kosk. Podpieranie sie kolejnymi arystokratami typu R. Sikorski, J. Lewandowski, A. Rotfeld to następna podłość autorów w stosunku do Czytelnika. Jak nisko upadł Głos Wlkp pod kierownictwem Fąfary i Buły ! Po prostu wstyd i hańba , wam pracownikom Głosu ! zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    prof. Skubiszewski

    pyra (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 19 / 22

    Zapewne włodarze Poznania będą chcieli uczcić pamięć znakomitego Poznaniaka i rozpocznę sie więc dywagacje nad formą uczczenia pamięci - tak jak w przypadku Krystyny Feldman, a to pomnik,a to...rozwiń całość

    Zapewne włodarze Poznania będą chcieli uczcić pamięć znakomitego Poznaniaka i rozpocznę sie więc dywagacje nad formą uczczenia pamięci - tak jak w przypadku Krystyny Feldman, a to pomnik,a to ławeczka, a to tablica pamiątkowa i skończyło się na skromniutkim nadaniu imienia zaułku - skąpo po poznanńsku i problem odfajkowany.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Były minister spraw zagranicznych, założyciel Rady Polityki Zagranicznej

    9196 (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 22 / 18

    'Jako szef MSZ-u w rządzie T.Mazowieckiego był od początku całkowicie uzależniony od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych kartach z jego przeszłości.
    Chodziło nie tylko o...rozwiń całość

    'Jako szef MSZ-u w rządzie T.Mazowieckiego był od początku całkowicie uzależniony od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych kartach z jego przeszłości.
    Chodziło nie tylko o dziwnie mało wspominane członkostwo Skubiszewskiego w Radzie Konsultacyjnej przy Jaruzelskim, ale o długotrwałą karierę w roli TW pod pseudonimem "Kosk".
    Tylko absolutne poparcie udecji uratowało Skubiszewskiego przed skutkami publicznego ujawnienia faktów jego tajnej współpracy z reżimem - najpierw przez doradcę premiera Olszewskiego Krzysztofa Wyszkowskiego, a później w związku z ogłoszeniem tzw. Listy Macierewicza.
    Przeszłość Skubiszewskiego nie pozostała bez wpływu na jego fatalne z punktu widzenia polskich narodowych interesów zachowanie w decydującym momencie finalizowania traktatu z Rosją w maju 1992 - katastrofalnym ustępstwom Skubiszewskiego wobec Rosjan zapobiegła w ostatniej chwili bezpośrednia interwencja Olszewskiego.
    Podatność Skubiszewskiego na podaże w związku z jego przeszłością wpłynęła przypuszczalnie również na jego skrajny serwilizm wobec Amerykanów.

    Znany z niebywałego nadęcia Skubiszewski był swoistym Profesorem Pimko polskiej dyplomacji.
    Największy samochwał wśród ministrów III RP, starał się jako sukces przedstawić najbardziej oczywiste nawet fiaska swej polityki, vide np. przedstawienie jako sukcesu fatalnego blamażu w związku z oficjalną wizytą szefa polskiego MSZ-u w Białorusi, katastrofalnie nieprzygotowaną
    (Białorusini wystąpili podczas tej wizyty(!!!) z roszczeniami terytorialnymi do Polski!).

    Fetowany przez udecką prasę jako pewny kandydat na fotel sekretarza generalnego ONZ, Skubiszewski znalazł się na 11 miejscu wśród 14 rozpatrywanych kandydatów, z zaledwie dwoma głosami oddanymi na jego kandydaturę
    (por. "Życie Warszawy" z 30 listopada 1991).

    Niezwykle pyszałkowaty, wręcz despotyczny wobec podwładnych, Skubiszewski dosłownie jadł z ręki Geremkowi.
    Wiedział, że przy takich "hakach", jakie ma w swym życiorysie, musi posłusznie słuchać wszechwładnego guru udecji.
    Przy serwilizmie Skubiszewskiego, człowiekiem, który faktycznie decydował o wszystkich nominacjach nowych ambasadorów, był filar lobby filosemickiego Bronisław Geremek.
    I tak to formalnie pod batutą Skubiszewskiego wciąż wzrastała liczba ambasadorów, nie mających nic wspólnego z obroną polskich interesów narodowych, za to tym wrażliwiej reagujących na postulaty żydowskiej diaspory.

    Za kadencji Skubiszewskiego równolegle do skrajnych zaniedbań w polityce wschodniej i w ogóle w stosunkach z sąsiadami, za ministerium Skubiszewskiego nadano szczególnie wysoką rangę stosunkom z Izraelem.
    Na łamach periodyku "Puls" zdumiewano się:
    (...) Prezydent Wałęsa składa wizytę w Izraelu w pół roku zaledwie od rozpoczęcia swej kadencji i przed ważnymi wizytami w krajach sąsiednich:
    Związku Sowieckim, Czecho-Słowacji i Niemczech.
    Oznacza to, że do wizyty tej przywiązuje się w Belwederze szczególne znaczenie: bieżące stosunki polsko-izraelskie nie uzasadniają jednak takiej oceny (...). Dodajmy, że fatalnie przygotowana przez resort Skubiszewskiego wizyta Wałęsy w Izraelu skończyła się zupełnym blamażem.
    Wałęsa wystąpił z przeprosinami pod adresem Żydów, które duża część prasy światowej zaakceptowała jako przepraszanie przez Polaków za wymordowanie Żydów w czasie wojny.
    Przyczyniło się do tego ordynarne zachowanie premiera Izraela Szamira, który w odpowiedzi na przeprosiny Wałęsy wygłosił obraźliwe dla Polaków przemówienie, w którym znalazł się skandaliczny pasus o polskich obozach koncentracyjnych.
    Strona polska ciężko zapłaciła za absolutne nieprzygotowanie programu wizyty i brak uzgodnienia tekstów przemówień Wałęsy i Szamira
    (o ileż zręczniej postąpili np. dyplomaci Egiptu, którzy przed wzajemnym spotkaniem głów państwa Egiptu i Izraela dokładnie uzgodnili teksty przemówień, które mieli obok siebie wygłosić).
    W zamian za obelżywe poszturchiwania Szamira
    (wsławionego już w 1989 publicznym atakiem na Polaków, którzy jakoby wyssali antysemityzm z mlekiem matki)
    , Skubiszewski robił, co mógł dla spełniania postulatów Izraela kosztem naszych narodowych interesów gospodarczych.
    Tak było na przykład z rezygnacją pod presją Stanów Zjednoczonych i Izraela z wielkiego kontraktu na sprzedaż polskich czołgów do państw arabskich po zobowiązaniach, złożonych przez prezydenta Wałęsę w Izraelu
    (por. tekst S.Grzymskiego o Iranie, "Rzeczpospolita" z 5 sierpnia 1991 r.).
    Redaktor naczelny paryskiej "Kultury", tak fetowany w kręgach "europejczyków", Jerzy Giedroyć, nie ukrywał w tej sprawie swego skrajnego potępienia dla głupoty polskiej decyzji, mówiąc w wywiadzie dla "Polityki" z 19 października 1991:
    (...) Weźmy choćby aferę z czołgami.
    Polska miała sprzedać w rejon Zatoki Perskiej tysiąc czołgów, co było operacją dość istotną, biorąc pod uwagę stan naszego przemysłu wojskowego.
    Attache amerykański dał do zrozumienia, że jego rząd jest przeciwny tej transakcji i Polacy się podporządkowali.
    Kontrakt przejął Havel oświadczając, że interesy czeskie są dla niego najważniejsze. I okazało się, że Amerykanie doskonale to przełknęli.
    Nie było żadnych sankcji w stosunku do Pragi.
    Ale władzom polskim wystarczyło zmarszczenie brwi drugorzędnego urzędnika departamentu stanu.
    Jednostronna postawa proizraelska i skrajne lekceważenie stosunków Polski z krajami arabskimi zaprowadziły resort Skubiszewskiego do nieszczęsnego dla polskich interesów gospodarczych na Bliskim Wschodzie pomysłu reprezentowania przez Polskę interesów amerykańskich w Iraku w czasie Wojny Pustynnej.

    "Zaszczyt" reprezentowania interesów amerykańskich w Iraku oznaczał faktyczne zerwanie realnych polsko-irackich kontaktów gospodarczych, które zapewniały pracę tysiącom polskich techników i robotników oraz wielkie pieniądze dla polskiego eksportu.
    Dodajmy, że fatalne błędy antyarabskiej polityki resortu Skubiszewskiego wzmocnione zostały dodatkowo przez działania ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Krzysztofa Kozłowskiego
    (przez lata redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego").
    Na jego polecenie polski wywiad z Iraku pomógł tam w ratowaniu Amerykanów powiązanych z CIA, i co najgorsze - Kozłowski później tym się publicznie pochwalił.
    (Wbrew wszelkim zasadom pracy wywiadu i kontrwywiadu, umacniając nieufność i niechęć do Polski w krajach arabskich).
    Dodajmy, że Polska - bez żadnych rekompensat - choćby poprzez bardziej przyjazną politykę Izraela - pomogła w tranzycie kilkudziesięciu tysięcy Żydów z Rosji przez teren Polski, co też wpłynęło na pogorszenie stosunków z państwami arabskimi.
    Zawsze skrajnie spolegliwy wobec Izraela i żydowskiej diaspory minister Skubiszewski okazał się za to niebywale twardy w reakcji na propozycje arabskie.
    Stanowczo odrzucił prośbę kierowanej przez Arafata Organizacji Wyzwolenia Palestyny o pośredniczenie Polski we wzajemnych pertraktacjach między Palestyńczykami i Żydami. Okazało się później, że i tak doszło do nich - z pomyślnym skutkiem - bez skorzystania przez polskie MSZ z szansy poprawienia swego image'u w krajach arabskich.'zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Przez caly dzien tzw. gazety usuwaja komentarze o SBeckiej przeszlosci ministra.

    9119 (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 22 / 18

    "Ministerstwo odzyskane
    Artykuł 23 czerwca 2006

    Przemawiając na ostatnim zjeździe Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński wśród sukcesów PiS wymienił również „odzyskanie”...rozwiń całość

    "Ministerstwo odzyskane
    Artykuł 23 czerwca 2006

    Przemawiając na ostatnim zjeździe Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński wśród sukcesów PiS wymienił również „odzyskanie” Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
    Prezes PiS nie sprecyzował, o co konkretnie mu chodziło, ograniczając się tylko do wzmianki o „odzyskaniu”, ale i ta uwaga była wystarczająca, by wywołać pełną oburzenia reakcję Stefana Mellera, ostatniego ministra z okresu, kiedy nie zostało ono jeszcze „odzyskane”.
    „Odzyskane” zostało bowiem – jak można się domyślać – dopiero z chwilą mianowania na stanowisko ministra spraw zagranicznych pani Anny Fotygi.

    Historia w zwierciadle poprzedników

    Już na pierwszy rzut oka na poczet poprzedników pani Anny Fotygi na stanowisku ministra spraw zagranicznych od 1944 roku, można zauważyć wszystkie zakręty i przesilenia polityczne.
    Oto pierwszym ministrem spraw zagranicznych Polski Ludowej jest Edward Osóbka-Morawski, słynna „Łasica”, towarzysząca „Szczurowi”, czyli „towarzyszowi Tomaszowi”, jak zaufani agenci NKWD nazywali przewodniczącego tzw. Krajowej Rady Narodowej Bolesława Bieruta.
    „Łasica” należała do PPS, a ściślej – do tej frakcji, która zdecydowała się na kolaborację z NKWD, bo przedstawiciel innej frakcji, Kazimierz Pużak, jechał wówczas do łagru, by po powrocie wylądować w więzieniu we Wronkach, już ze skutkiem śmiertelnym.

    Następcą „Łasicy” został Wincenty Rzymowski, reprezentujący SD, czyli tzw. „Stronnictwo Drżących”, przed wojną przedstawiciel koncernu prasowego IKC
    („I ty, co mieszkasz dziś w pałacu, a srać chodziłeś za chałupę / ty wypasiony na Ikacu...” – i tak dalej).
    Kiedy skończyły się zabawy w polityczny pluralismus, w 1947 roku Rzymowskiego zmienił Zygmunt Modzelewski – jak podaje „New York Times” z 15 czerwca 2006 – urodzony jako Roman Berger, a żonaty z Jadwigą Ewą nee Hechtkopf – który piastował to stanowisko do 20 marca 1951, kiedy to zastąpił go inny komunista, Stanisław Skrzeszewski, w KPP od 1924 roku.
    W kwietniu 1956 roku, wkrótce potem, kiedy to „towarzysz Tomasz” „pojechał do Moskwy w futerku, a wrócił w kuferku”, czyli w trumnie, minister spraw zagranicznych został Adam Rapacki, który na tym stanowisku przetrwał aż do 22 grudnia 1968 roku, kiedy to „partyzanci” popędzili tzw. „kota” Żydom.

    Jego następcą został na krótko stary komuch, w roku 1940 razem z Wandą Wasilewską udelektowany przez Ojca Narodów stanowiskiem „deputowanego” do Najwyższego Sowietu.
    Ale w kolejce niecierpliwie czekali młodzi ubowniczkowie świeżego chowu, toteż kolejnym ministrem został 22 grudnia 1971 roku Stefan Olszowski, 2 grudnia 1976 roku zmieniony przez Emila Wojtaszka, który dotrwał aż do tzw. polskiego sierpnia w roku 1980.
    24 sierpnia nowym ministrem spraw zagranicznych został Józef Czyrek, ale długo się nie nabył, bo 21 lipca 1982 r. zwolnił miejsce dla Stefana Olszowskiego, który powrócił na to stanowisko w ramach odzyskiwania terenu przez Służbę Bezpieczeństwa.
    Kiedy jednak w połowie lat 80-tych cywilna bezpieka została rozgromiona przez razwiedkę wojskową, kierowaną przez „człowieka honoru”, to i Stefan Olszowski musiał pożegnać się nie tylko ze stanowiskiem, ale w ogóle – z polityką i wylądował bodajże w Nowym Jorku, jako „osoba prywatna”.

    Jego następcą został w listopadzie 1985 roku Marian Orzechowski, by w fazie przygotowywania tak zwanej „transformacji ustrojowej” ustąpić na rzecz Tadeusza Olechowskiego, można powiedzieć, założyciela dynastii ministrów spraw zagranicznych, bo ojcu Andrzeja Olechowskiego, byłego agenta „wywiadu gospodarczego”.
    Kiedy już transformacja ustrojowa została przez razwiedkę odpowiednio przygotowana i na wszelkich odcinkach operacyjnie zabezpieczona, nowym ministrem spraw zagranicznych III już Rzeczypospolitej, został 12 września 1989 roku prof. Krzysztof Skubiszewski, tajny współpracownik SB, pseudonim „Kosk”.
    Przetrwał on na tym stanowisku do 26 października 1993 roku, kiedy to prezydent Wałęsa upodobał sobie na stanowisku ministra spraw zagranicznych Andrzeja Olechowskiego, pseudonim „Must”, bo takiego właśnie w słynnym „wywiadzie gospodarczym” używał.

    Potem – czy to z powodu tęsknoty za normalnością ze strony naszych zachodnich sojuszników, czy z jakichś innych powodów – ministrem spraw zagranicznych został Władysław Bartoszewski, którego w grudniu 1995, kiedy to nowym prezydentem został Aleksander Kwaśniewski, zastąpił Dariusz Rosati.
    Tego w październiku 1997 zluzował „drogi Bronisław”, czyli Bronisław Geremek, piastujący funkcje ministra spraw zagranicznych do czerwca 2000 roku, kiedy to UW zerwała koalicję z AWS, a ministrem spraw zagranicznych znowu został Władysław Bartoszewski.
    Po nim urząd ten 19 października 2001 roku objął Włodzimierz Cimoszewicz, by 5 stycznia 2005 roku ustąpić miejsca Adamowi Danielowi Rotfeldowi, który z kolei, dotrwawszy do końca października 2005 roku, ustąpił na rzecz Stefana Mellera, od którego Ministerstwo Spraw Zagranicznych zostało właśnie „odzyskane”.

    Kilka grzechów głównych

    Minister Krzysztof Skubiszewski negocjował był z ramienia Polski traktat o dobrym sąsiedztwie z Niemcami.
    Była to taka namiastka traktatu pokojowego, z którego kanclerz Helmut Kohl zręcznie się wykręcił nabożnym przystąpieniem z premierem Tadeuszem Mazowieckim do Komunii św. podczas pojednawczego nabożeństwa w Krzyżowej.
    Obydwaj mężowie stanu uściskali się, a podobno nawet spłakali ze wzruszenia, ale żelazny kanclerz ledwo dał się zmusić do traktatu o dobrym sąsiedztwie.
    Wiosną 1992 r. doradca premiera Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski powiedział, ze podczas negocjowania tego traktatu Niemcy szantażowali ministra Skubiszewskiego groźbą ujawnienia jego agenturalnej przeszłości i dlatego traktat ten jest niesymetryczny na niekorzyść Polski.
    Minister Skubiszewski nigdy tego nie zdementował, zachowując tzw. wzgardliwe milczenie, aliści wkrótce wyszła na jaw jego agenturalna przeszłość, co oczywiście rewelacje Krzysztofa Wyszkowskiego raczej potwierdza.

    Kolejną sprawą jest całkowita nieskuteczność polskiej dyplomacji, jeśli chodzi o uzyskanie obietnicy amerykańskiego rządu, że nie będzie naciskał Polski w sprawie realizacji bezpodstawnych prawnie roszczeń organizacji zajmujących się przemysłem holokaustu.
    Wydawałoby się, ze taką sprawę mógłby, a przynajmniej powinien próbować załatwić minister Bronisław Geremek, albo minister Władysław Bartoszewski, których nikt nie mógłby z tego powodu oskarżyć o „antysemityzm”.
    Nic jednak nie zostało w tej sprawie załatwione; USA nadal traktują pod tym względem Polskę nie jako kraj zaprzyjaźniony i sojuszniczy, tylko jako kraj podbity, być może dlatego, że minister Geremek ze względu na solidarność plemienną, a minister Bartoszewski ze względu na narcyzm nie odważył się nawet o czymś takim amerykańskim dygnitarzom napomknąć.

    Podobnie wygląda na to, że z tych samych powodów Polska nie odniesie najmniejszej korzyści z udziału w irackiej awanturze prezydenta Busha.
    Skoro już wzięliśmy udział w napaści na państwo, które Polsce niczego złego nie zrobiło i z którym utrzymywaliśmy stosunki dyplomatyczne, to przynajmniej trzeba było tę podłość dobrze dla Polski sprzedać.
    Owszem, kiedy Stany Zjednoczone poprosiły Polskę o polityczną przysługę powiększenia listka figowego, którym trzeba było zasłonić realizowanie przez Stany Zjednoczone izraelskich interesów na Środkowym Wschodzie, to taką przysługę należało wyświadczyć, ale pod warunkiem przysługi wzajemnej, w postaci militarnej konwersji polskiego zadłużenia zagranicznego, przynajmniej w Klubie Paryskim.
    Tymczasem zdaje się, że nikt nie odważył się nawet o tym zająknąć.
    Chyba wszystkie rządy nie składały się z samych agentów, a jeśli nawet – to czy z samych amerykańskich?
    A gdzie gestapo, Mosad i kagebiaki?
    Wreszcie – czy ktoś pilnuje polskiego interesu?

    Wygląda na to, że niekoniecznie, co dało się zauważyć podczas popierania tzw. pomarańczowej rewolucji na Ukrainie.
    Owszem, wyłuskiwanie Ukrainy ze strefy sowieckich wpływów leży w polskim interesie, ale czy naprawdę nie można było zawczasu dać Amerykanom do zrozumienia, ze Polska chętnie „pomarańczową rewolucję” poprze i w ogóle, jednak pod warunkiem, że jej główną polityczną siłą nie będą banderowcy, stanowiący zarówno trzon „Naszej Ukrainy” prezydenta Juszczenki, jak i „Bjuty”, czyli Bloku Julii Tymoszenko.
    Czy ktoś nie mógł dać do zrozumienia Departamentowi Stanu, żeby zakochał się na Ukrainie w kimś innym i żeby nie traktował również tego kraju, jako wiana dla „Filantropa” po utracie rosyjskich alimentów?
    W rezultacie bowiem Polska potężnie wsparła i legitymizowała na Ukrainie tamtejszych nacjonałów, (przy których nasi, podkreślający swoje przywiązanie do katolicyzmu i słuchający się biskupów, są niewinnymi barankami) i postawiła znak równości miedzy banderowcami i ukraińskim narodem.
    Doprawdy, gdzie indziej trzeba by takich pożytecznych idiotów szukać ze świecą, a tu, na domiar złego wygląda na to, że prezydent Juszczenko pójdzie jednak z prorosyjskim Janukowyczem.
    Co na to powie pani Bogumiła Berdychowska?
    Czy tak to sobie „wykompinowała”, czy też jakoś inaczej?

    Podobnie pan min. Rotfeld na Białorusi popełnił wszystkie możliwe błędy, jakie tylko można było popełnić, przy czym jest to tłumaczenie bardzo uprzejme.
    Mniej uprzejme bowiem sugerowałoby wykonywanie zadania zleconego, np. przez Niemcy.
    Pan min. Rotfeld bowiem, wykonując rozkaz Kondolizy Rice, że na Białorusi „czas na zmiany”, rzucił do walki w charakterze antyłukaszenkowej opozycji tamtejszy Związek Polaków, niwelując jednym ruchem na tym terenie wszelkie polskie wpływy, bo nie można nazwać żadnymi wpływami ruchawek wzniecanych przez agentów, sowicie opłacanych i przez Amerykanów i przez nas.
    W tej sytuacji rzeczywiście wszystko przemawiało za podjęciem trudu „odzyskania” Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
    Czy jednak po „odzyskaniu” będzie inaczej?

    Stanisław Michalkiewicz"zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    TW Kosk

    Widukind (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 20 / 14

    Krzysztof Skubiszewski był świetnym kontaktem operacyjnym oraz TW Kosk . Polska i miasto Poznań muszą sie wstydzić z pierwszego ministra spraw zagranicznych III RP. Niestety.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Świetny polityk !

    Zibi (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 25 / 13

    Krzysztof Skubiszewski był świetnym politykiem ! Polska i miasto Poznań mogą być dumne z pierwszego ministra spraw zagranicznych III RP.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Świtny polityk !

    Zibi (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 19 / 16

    Krzysztof Skubiszewski był świetny politykiem ! Polska i miasto Poznań mogą być dumne z pierwszego ministra spraw zagranicznych III RP.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo