John Mayall zagra na Głos Rock Festiwal!

    John Mayall zagra na Głos Rock Festiwal!

    Marcin Kostaszuk

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    To już pewne - 17 czerwca w poznańskim klubie Eskulap zobaczymy Johna Mayalla - jedną z największych indywidualności bluesa i blues-rocka. Koncert organizuje agencja Ranus oraz "Polska Głos Wielkopolski". Występ będzie częścią naszego wspólnego cyklu "Głos Rock Festiwal".
    Eric Clapton, Jack Bruce, Mick Fleeetwood czy Mick Taylor z The Rolling Stones - to tylko niektórzy z wychowanków Johna Mayalla, który od 1963 roku prowadzi niezwykłą formację Bluesbreakers. Niezwykłą - bo stale ewoluującą za sprawą lidera, potrafiącego zobaczyć wielkie możliwości u młodych, nieznanych jeszcze muzyków. Do legendy przeszła historia zaangażowania Petera Greena - gdyby nie Mayall, jego umiejętności nigdy by się nie ujawniły, bo chorobliwie nieśmiały Green na gitarze grał tylko w domu...

    Pod koniec 2009 roku ukazała się "Tough" - 57. studyjna płyta grupy Mayalla. Przed jej wydaniem szef Bluesbreakers zmienił skład towarzyszących mu muzyków i być może to sprawiło, że jego utwory odniosły większy sukces niż zwykle.

    - Rozmowy z menedżerem Mayalla na temat koncertu w Poznaniu trwały bardzo długo i w pewnym momencie wydawało się, że jesteśmy na straconej pozycji, bo świetne recenzje sprawiły, że artysta otrzymał wiele nowych propozycji. Ostatecznie jednak przyjął nasze zaproszenie - mówi Krzysztof Ranus z agencji koncertowej Ranus. Niebawem na stronie www.ranus.pl pojawią się informacje o cenach i warunkach zakupu biletów. Warto je śledzić, bo Eskulap mieści tylko około 1000 osób. Możliwość zobaczenia artysty tej miary w niewielkim klubie, a więc niemal na wyciągnięcie ręki, zapewne będzie dla fanów sporą atrakcją.

    Koncert będzie częścią cyklu "Głos Rock Festiwal", w ramach którego będziemy w tym roku prezentować w Poznaniu na żywo znakomitych artystów z kręgu muzyki gitarowej. John Mayall będzie jego największą gwiazdą, ale warto przypomnieć, że poza nim, już 26 lutego wystąpią blues-rockowi Ten Years After, 28 marca progresywni RPWL, a 18 kwietnia grający nowoczesny art-rock Norwegowie z grupy Gazpacho.

    W lipcu 2007 roku John Mayall miał zagrać w Poznaniu, ale tournée po Polsce zostało odwołane. Zdążyliśmy jednak wówczas przeprowadzić wywiad z ojcem chrzestnym białego bluesa - dziś publikujemy jego fragmenty, wiele mówiące o jego dokonaniach.

    Miałem zapewnioną przyszłość jako... grafik


    Z Johnem Mayallem o tym, kto jest ojcem chrzestnym bluesa oraz o muzycznych synach, rozmawia Marcin Kostaszuk

    Przez Pana zespół Bluesbreakers przewinęło się ponad 100 muzyków, w tym tak sławnych jak Eric Clapton, Jack Bruce czy Mick Taylor. Czy nie myślał Pan o sformowaniu z nich zespołu gwiazd, najlepszych z najlepszych?


    To tak nie działa. Każdy muzyk, zwłaszcza utalentowany, to skomplikowana osobowość, najczęściej wielki indywidualista, mający własny, niepowtarzalny styl. Nie sądzę, żeby tacy muzycy mogli grać w jednym zespole. Poza tym obawiam się, że nie umiałbym wybrać tych, jak pan powiedział, najlepszych z najlepszych. Miałbym zbyt wiele wątpliwości, kogo w ten sposób wyróżnić i jak sprawić, by razem czuli się dobrze.

    Eric Clapton powiedział o Panu: "John Mayall stworzył w swoim zespole znakomitą szkołę dla młodych muzyków". Odpowiadała Panu rola nauczyciela?

    Być może stało się tak za sprawą mojego wieku: zawsze byłem o jakieś dziesięć lat starszy niż reszta mojego zespołu John Mayall’s Bluesbreakers. Miałem zatem większe doświadczenie od nich, którym mogłem się podzielić. Może dlatego żywili do mnie szacunek.

    Podobno trzymał ich Pan twardą ręką?

    Robiłem wszystko, żeby zespół harmonijnie się rozwijał. Próby były rzeczywiście wielogodzinne, ale nie sądzę, żebym był jakimś tyranem. Zresztą młodzi muzycy potrzebowali raczej kogoś, kto by się nimi zaopiekował, wielu z nich czasowo mieszkało w moim domu. Na przykład Eric Clapton.

    I dlatego jedną ze swoich płyt zatytułował Pan "Ojciec chrzestny brytyjskiego bluesa"?

    To był raczej pomysł wytwórni płytowej. Faktycznie, można mnie zaliczać do grona pionierów, ale ojcem chrzestnym był z pewnością nieżyjący już Alexis Korner. To on zresztą namówił mnie na przeprowadzkę do Londynu i założenie własnego zespołu. Przedtem nie myślałem o graniu bluesa aż tak poważnie, oprócz muzyki interesowałem się grafiką i miałem zapewnioną przyszłość w tym zawodzie. Korner sprawił, że moje życie potoczyło się zupełnie inaczej.

    Zagrał Pan w naszym kraju kilka koncertów jesienią 1980 roku. Czy zachował Pan jakieś wspomnienia z tamtych dni postrzeganych przez Polaków jako ważny moment w historii naszego kraju?

    Nie mogę powiedzieć, żebym przez ten krótki czas dobrze poznał Polskę i Polaków, choć oczywiście wiedziałem, że przed moim przyjazdem miały miejsce ważne wydarzenia polityczne. Jedyne, co dobrze pamiętam to entuzjazm widowni, wielką chęć poznania mojej twórczości. Ludzie słuchali w ciszy, ale gdy kończyliśmy utwór wybuchali owacją. To miłe wspomnienie.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    John Mayall w Szczecinie

    Andrzej (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 15 / 8

    Dzien wcześniej 16.06 John Mayall zagra w słynnym Free Blues Club w Szczecinie, www.freebluesclub.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo