Bartosz Wierzbięta: Wygina śmiało język

    Bartosz Wierzbięta: Wygina śmiało język

    Jacek Sobczyński

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    "Zainwestuj w tik-taki, bo ci jedzie!". Albo: "Wyginam śmiało ciało". Tak, to właśnie on jest odpowiedzialny za kultowe dialogi Shreka, Osła, Asterixa, Króla Juliana i setek innych bohaterów z najpopularniejszych filmów animowanych ostatnich lat. Z najsłynniejszym polskim tłumaczem-dialogistą, Bartoszem Wierzbiętą, rozmawia Jacek Sobczyński.
    Jest Pan jedynym polskim autorem list dialogowych, którego nazwisko znajduje się na plakatach promujących film, do tego wybite dużą czcionką. W skali światowej to chyba sytuacja bezprecedensowa?
    Zupełnie nie wiem, jakie są zwyczaje w tych sprawach, ale... wydaje mi się, że w większości krajów wszyscy twórcy wersji lokalnych są w jakiś sposób wymieniani. To, czy jest tam czyjeś nazwisko, czy nie, leży w gestii dystrybutorów i samych autorów plakatów. Tym razem akurat tak wyszło i bardzo mi z tego powodu miło.

    Ale na razie nie jest Pan jeszcze rozpoznawany na ulicy?
    Nie jestem i mam nadzieję, że nigdy to nie nastąpi.

    Czy mając przed sobą oryginalną wersję filmu jeszcze przed rozpoczęciem tłumaczenia, ma już Pan w głowie określony charakter postaci, czy raczej obdarza ją Pan cechami już w trakcie pracy?
    Jak najbardziej mam określony charakter, choćby z racji tego, że po prostu widzę bohaterów, dostaję ich już niejako wymyślonych. Aktorzy dubbingujący w oryginale tworzą kreacje, do których my staramy się rów-nać. Dobry film animowany to taki, w którym obraz odpowiada temu, co mówią bohaterowie, wtedy są wiarygodni. Siłą rzeczy polska wersja dźwiękowa musi równać do oryginalnej, bo inaczej po prostu nie będzie pasować do obrazu. Wtedy pozostanie wrażenie fałszu - takiego jak na przykład w źle zdubbingowanych reklamach telewizyjnych.

    W takim razie, co dialogista może zrobić w przypadku takiego filmu, jak "Miasteczko South Park"? W jednej z piosenek pojawia się tańczący, animowany kanadyjski łyżwiarz Brian Boitano, postać kompletnie nieznana polskiemu widzowi. Tam zaryzykowano przetłumaczenie jego nazwiska na "Zbigniew Boniek"...
    Cóż, może nie jest to najszczęśliwsze z tego względu, że na ekranie widać postać szalejącą na łyżwach, która kłóci się trochę z wizerunkiem Bońka - piłkarza. Myślę jednak, że ten, kto tworzył ten tekst, zrobił to w sposób świadomy, kierował się konkretnymi przesłankami. Może akurat było to jedno z lepszych rozwiązań?

    Gdy głowimy się nad czymś godzinami, zwykle wychodzi gniot

    W jednym z wywiadów wspomniał Pan, że najtrudniejsze w pracy dialogisty jest takie dopasowanie poszczególnych słów do ruchu ust postaci, żeby wyglądało to wiarygodnie. Nie jestem dialogistą, ale czy nie trudniejsze jest użycie takich żartów, które nie tylko rozśmieszyłyby dziecko, ale i rodziców, którzy wyłapaliby w nich ukryte aluzje i konteksty kulturowe?
    Na pewno jest trudniejsze. Zawsze powtarzam, że to, żeby kwestie postaci zgadzały się z tym, co jest na ekranie, to minimalny wymóg techniczny, bez którego po prostu nie ma dubbingu. Takie minimum. Natomiast prawdziwa "walka" o jakość czy poszczególne smaczki ma miejsce nie w kwestii ruchu ust postaci, tylko wielopoziomowych żartów. Takich nie deprawujących małych widzów, a przy okazji zawierających warstwę zrozumiałą tylko dla dorosłych, na przykład pikantną. Tym właśnie różni się dobry dubbing od lepszego dubbingu.

    Mówiąc o dubbingu, przypomina mi się stary program Szymona Majewskiego "Słów cięcie - gięcie". Czy takie, powstałe właśnie z cięcia słów dubbingowe perełki jak "Wyginam śmiało ciało" powstają na skutek impulsu, czy może wymyśla je Pan i poprawia przez wiele godzin?
    Sądzę, że to trochę tak jak ze wszystkim w życiu - najlepsze rozwiązania przychodzą intuicyjnie. Jeśli siedzimy nad czymś i głowimy się godzinami, jak to zrobić, zwykle wychodzi gniot. Kiedy podczas pracy jakieś rozwiązanie nie pojawia mi się wystarczająco szybko, po prostu odkładam sprawę na bok i wracam do niej za kilka dni. Jestem przeciwnikiem intelektualnych konstrukcji w tłumaczeniach, żartów, które będą zabawne dopiero, kiedy przeczyta się pracę magisterską na ich temat. Kultowe powiedzonka są często zapamiętywane tylko dlatego, że w ten, a nie inny sposób zagrał je aktor. Rola dialogisty polega często na tym, żeby niekoniecznie wymyślić jakiś autonomicznie śmieszny żart, tylko tak rozpisać ten obecny, żeby aktor mógł wypowiedzieć kwestię w sposób śmieszny, zapadający w pamięci. Pisząc, zawsze staram się robić to właśnie dla aktora.

    W takim razie dubbing jakiej postaci był dla Pana najtrudniejszy?
    Największym wyzwaniem był na pewno "Shrek 2". Po pierwsze, miałem wrażenie, że film jest gorszy niż pierwsza część i niepotrzebnie czułem się za to współodpowiedzialny - nie jestem twórcą oryginału, więc co tu poradzić? Strasznie ciężko mi było do tego podejść z odpowiednim dystansem. Natomiast obiektywnie najtrudniejszą postacią do zdubbingowania był główny bohater serialu "Zestresowany Eryk". Bohater, jak tytuł wskazuje, był wiecznie zestresowany, miał rwany sposób mówienia, ciągle się jąkał. Dla mnie, jako początkującego dialogisty, napisanie tekstu, który byłby łatwy do zagrania mimo wiecznych potknięć i deformacji, było technicznie bardzo trudne.

    1 »

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo