Na leki wydajemy miliony, a można kupować tańsze

    Na leki wydajemy miliony, a można kupować tańsze

    Katarzyna Kamińska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Każdy z nas musiał kiedyś zrealizować receptę w aptece i wie, że chorowanie jest w Polsce bardzo drogie. Okazuje się, że wydatki te są dotkliwe nie tylko dla portfeli pacjentów.
    - Nakłady na refundację leków stanowią drugą co do wielkości pozycję w budżecie wielkopolskiego NFZ - mówi Zbigniewa Nowodworska, dyrektor Funduszu w Poznaniu. - Od stycznia do listopada ubiegłego roku wydaliśmy na ten cel 650 mln zł.

    Kwota ta stanowi 15 proc. całego budżetu wielkopolskiego NFZ. Wydatki te nie są limitowane - tyle ile zostało wypisanych recept na leki refundowane, tyle NFZ zobowiązany jest pokryć.
    Suma wypłat mogłaby być mniejsza, gdyby pacjenci korzystali z leków o tym samym działaniu terapeutycznym, ale znacznie tańszych, czyli zamienników. Tymczasem z analiz wynika, że najczęściej i najchętniej przepisywane są preparaty z górnej półki cenowej.

    - Powtarzam to od lat, że błędem w sztuce medycznej jest nieznajomość wśród lekarzy cen leków - powiedział dr Krzysztof Kordel, przewodniczący Wielkopolskiej Izby Lekarskiej. - Błędem jest również niepytanie pacjenta o to, czy go stać na leczenie mu proponowane.

    Zdecydowana większość leków stosowanych w Polsce ma swoje tańsze odpowiedniki - różnią się między sobą substancjami pomocniczymi.
    - Porównując dwa leki bierzemy pod uwagę ich biorównoważność - tłumaczy dr Tadeusz Bąbelek, prezes Wielkopolskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej. - Znaczy to tyle, że oba powinny zawierać taką samą ilość substancji czynnej, mieć taką samą postać i w tym samym czasie i stężeniu powinny być wchłaniane do krwi pacjenta. Jeśli między lekiem oryginalnym a zamiennikiem występuje mniej niż 20 proc. różnicy pod tym względem, to uznaje się go za biorówno-ważny.
    Możemy być właściwie spokojni, że tańszy lek nie oznacza gorszej jakości. Warto więc za każdym razem zapytać lekarza lub aptekarza o możliwość zakupu zamiennika.

    - Farmaceuta ma obowiązek poinformowania o tańszym zamienniku - mówi Tadeusz Bąbelek. - Chyba że na recepcie lekarz wyraźnie zaznaczy "NZ", czyli "nie zamieniać". Wówczas mamy związane ręce.

    W ubiegłym roku do leków Wielkopolanie dopłacili ponad 355 mln zł. A kwoty te dotyczą jedynie leków na receptę i refundowanych. Tymczasem tańsze zamienniki mają też leki wydawane bez recepty. Tu jednak jesteśmy na ogół bezkrytyczni i ulegamy magii reklamy. A różnice cen między preparatami o takiej samej skuteczności mogą być ogromne.

    Kto nam powie?

    O kosztach leczenia i tańszych lekach powinien nas poinformować lekarz, a zamiennik wskazać farmaceuta. Koszt leczenia powinniśmy znać już w gabinecie. Pacjent może spytać o cenę zalecanego leku i ewentualny tańszy zamiennik. Farmaceuta zaś ma obowiązek informowania o możliwości nabycia tańszego zamiennika o tej samej wielkości opakowania, drodze podania, działaniu terapeutycznym i limicie ceny.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo