Grodzisk: Laborantki wciąż walczą o miejsca pracy

    Grodzisk: Laborantki wciąż walczą o miejsca pracy

    Malwina Korzeniewska, Kuba Czekała

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Gehenna laborantek związana z możliwością utraty miejsc pracy w grodziskim szpitalu trwa. Kobiety zatrudnione w SP ZOZ walczą o utrzymanie swoich stanowisk, gdyż dyrekcja lecznicy zamiast docenić ich pracę, zatrudnia świeżo upieczonych magistrów diagnostów laboratoryjnych bez doświadczenia, których dodatkowo trzeba doszkolić.
    Ta sytuacja trwa już od października 2009 roku. Wówczas grodziskie laborantki rozpoczęły batalię o przysługujące im podwyżki, gdyż - jak same twierdzą - jedyne ze szpitalnego personelu po zmianie dyrektora ich nie dostały.

    - Zauważyłyśmy, że nie liczą się z naszym zdaniem. Byłyśmy i jesteśmy ignorowane, a nasza praca powinna być doceniana. Kiedyś uruchamiałyśmy całą aparaturę, same prowadziłyśmy laboratorium, a teraz chcą się nas pozbyć - mówią zrozpaczone kobiety i dodają, że dyrekcja zarzuca im brak wykształcenia, mimo że mają kilkudziesięcioletnią praktykę, cenniejszą niż gorący jeszcze papier magistra.

    Podczas wczorajszej sesji rady powiatu dyrektor Przemysław Nowak nie był obecny. Zamiast niego analizę kosztów osobowych laboratorium przedstawiła główna księgowa Aleksandra Bendowska. Wynikało z niej, że podstawa pensji techników wynosi 2550 złotych. Ta informacja zszokowała obecne na sesji pracownice grodziskiego szpitala. Według nich, wynagrodzenie to jest o tysiąc złotych niższe.

    - To jest zwykła kpina - powiedział radny Maciej Szumski. - Sama nieobecność dyrektorów jest wyrazem arogancji i lekceważenia. Te raporty fałszują rzeczywistość i przedstawiają najlepszy wariant, który nie istnieje.

    Laborantki walczą teraz o swoje życie. Kobiety nie mają już nic do stracenia. Powiatowym radnym przedstawiły wiele nieścisłości dotyczących funkcjonowania laboratorium.

    - To, co się dzieje, nie mieści się w głowie. W żadnym innym szpitalu nie ma takiej sytuacji. Poruszmy choćby kwestię autoryzacji wyników. Badania, które przeprowadzamy, wysyłane są drogą elektroniczną. Dopiero następnego dnia z Poznania przyjeżdża magister, która je autoryzuje na papierze, podczas gdy one wcześniej zostały już użyte podczas diagnoz - wyjaśniły.

    Najbardziej zbulwersował jednak fakt, że w grodziskim szpitalu niszczy się krew. Według wiedzy laborantek, prawie 30 jednostek trafiło do kosza, a założony przez dyrektora bank krwi w ogóle nie ma nadzoru. Po tej informacji wśród radnych zapanowała konsternacja. Trudno było im uwierzyć w przedstawione informacje. Radni mówili, że jeśli te bulwersujące fakty się potwierdzą, sprawą powinna zainteresować się prokuratura.

    Natomiast sprawa zwolnień laborantek z Grodziska została czasowo zawieszona. Lokalni politycy będą teraz wyjaśniać wszystkie niejasności występujące w SP ZOZ.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo