Spychologiczny łańcuszek szczęścia

    Spychologiczny łańcuszek szczęścia

    Małgorzata Linettej

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    W kwestii przewlekłości postępowań w polskim wymiarze sprawiedliwości wylano tyle atramentu, że kilku ministrów sprawiedliwości mogłoby się utopić z rozpaczy.
    Nie będę więc mnożyć słów, by gromić prokuratorsko-sądowe realia w kwestii siedmioletniego dochodzenia do tego, że urzędnik nie popełnił przestępstwa, a co najwyżej był sprawcą uchybienia dyscyplinarnego. Były dyrektor miejskiego przedsiębiorstwa miałby w tej sprawie sporo do powiedzenia, sam bowiem w tym młynie został "przemielony".

    Wolę wskazać na inne zjawisko, mniej rzucające się w oczy, ale równie dokuczliwe. W dobie rozlicznych "afer" prawdziwych, wydumanych, a często wręcz "nadmuchanych", pojawiła się w ostatnich latach nadasekuracja.

    Polega na tym, że gdy dzieje się coś niestandardowego lub chociażby dziwnego, na wszelki wypadek trzeba to zgłosić policji albo prokuraturze. Niech się stróże prawa martwią. Uruchamiamy w ten sposób spychologiczny łańcuszek szczęścia. Jak bowiem sprawa zgłoszona, to trzeba nadać jej bieg, powołać biegłych, potem postawić zarzuty, niech je sąd oceni... Bywa że w takim łańcuszku dopiero ostatnie ogniwo, czyli sąd okręgowy sprawę stawia z głowy na nogi. Ale lata już minęły...

    Najbardziej spektakularnym i kuriozalnym przykładem tego "łańcuszka szczęścia" była głośna sprawa o zniszczenia plastikowego wiadra, która w majestacie prawa przeszła wszystkie instancje.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo