Stołeczni działacze, wspierani przez terenowych, zarządzają od kilkunastu lat wielkimi środkami, pomnażanymi tak naprawdę przez sukcesy sportowców, a nie ich organizacyjną operatywność. Wspomniał o tym ostatnio prezes ZAKSA, Kazimierz Pietrzyk. - Rozkładanie wykładziny w halach, organizacja szkoleń i konferencji... Nie mam nic przeciwko temu, żeby robili to ludzie związani z PZPS lub ligą, ale pod warunkiem, że są tańsi od konkurencji, a zwycięzców wyłaniają przetargi - tłumaczył w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej PLPS, czyli jeden z tych, którzy mają wpływ na wydawanie pieniędzy. Jeśli bije na alarm człowiek ze środka układu, to znaczy, że jest on zdegenerowany.
Zanim o smutnych obrzeżach układu, słów kilka o budżecie PZPS. Mówi się, że oscyluje on w granicach 35 mln zł rocznie (drugi pod względem wielkości w Polsce, więcej kasy ma tylko PZPN). Utrzymanie biura, kilku reprezentacji i dwóch Szkół Mistrzostwa Sportowego to nie lada wyzwanie, ale trzeba pamiętać, że kadry zbierają się trzy razy do roku, a w szkołach uczą się nie zastępy utalentowanej młodzieży, tylko małe grupy wyselekcjonowanych zawodników. W klubach jest zupełnie inaczej. Pierwsze drużyny jeżdżą za granicę częściej niż kadry, bo grają w pucharach, a szkolenia siatkarskiego narybku nie "opędzluje się" trzema trenerami.
Stąd przez kilka tygodni robimy za siatkarską potęgę, jak zdobywamy medale na ME, po czym wracamy do ligowej rzeczywistości i okazuje się, że w ekstraklasie siatkarek solidnie płacą tylko dwa kluby (Muszynianka i Aluprof Bielsko). W Wielkopolsce kilka lat temu mieliśmy trzy ekipy w żeńskiej elicie, a teraz mamy tylko jedną (PTPS Piła), w dodatku przeżywający kłopoty finansowe i sportowe.
Te ostatnie objawiły się zwolnieniem Wojciecha Lalka. Wyniki to nie tylko efekt pracy szkoleniowca, ale także określonego poziomu umiejętności zawodniczek. Z roku na rok systematycznie on spada.
W Pile robią dobrą minę do złej gry, bo miasto ma siatkarskie tradycje i prezydenta Zbigniewa Kosmatkę, który nie pozwoli umrzeć siatkówce. Sam jednak też nie uratuje tonącego okrętu. Od klubu z różnych względów odsunęli się sponsorzy (Farmutil, Kompania Piwowarska). Można udawać, że jest jak dawniej, ale Puchar CEV to nie Liga Mistrzyń, a pół pensji, to nie cała pensja. Szkoda tylko, że dla PZPS jeden klub mniej lub więcej w Polsce, to naprawdę niewielka różnica...