Nelly Furtado porwała polską publiczność

    Nelly Furtado porwała polską publiczność

    Marcin Kostaszuk

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    - Jestem przekonany, że będzie to wielkie wydarzenie i pamiętny występ - mówił na konferencji prasowej przed koncertem prezydent Ryszard Grobelny. Nie pomylił się, wtedy nie mógł przypuszczać, z jakiego powodu zapamiętamy piątkowy i następny wieczór.
    Deszcz padał tego dnia w Poznaniu kilkakrotnie, ale gdy na scenę usytuowaną w miejscu przyszłych Term Maltańskich około godziny 20 wyszła Patrycja Markowska, nikt nie zwracał uwagi na pogodę. Wrażenie robił coraz bardziej gęstniejący tłum pod sceną, złożony z 35 tysięcy poznaniaków i ich gości. Im jednak bliżej było godziny rozpoczęcia występu Furtado, tym więcej osób z niepokojem spoglądało w zasnute sinymi chmurami niebo nad jeziorem, w oddali pojawiły się pierwsze błyskawice, ale wszyscy uspokajali się: "Ta burza na pewno przejdzie bokiem".


    Nie przeszła. Entuzjazm, z jakim powitano Nelly na estradzie przy dwóch pierwszych utworach "I'm Like A Bird" i "Turn Off The Light", osłabł, gdy na widzów spadły najpierw pierwsze krople, a potem wręcz ściana wody. W tym samym czasie zza sektorów wyfrunął najpierw balon reklamowy Poznania, a potem TVN-u, które wiatr dosłownie wyrwał z ziemi. Wylądowały na widzach w połowie najbliższego sceny sektora. Seria błyskawic i następujących sekundę, dwie później grzmotów upewniły widzów, że epicentrum burzy jest tuż obok. Nelly Furtado śpiewała w tym czasie trzecią piosenkę "Powerless (Say What You Want)", ale już nie było szans na kontynuację występu - wiatr niosący ścianę wody wiał w kierunku wschodnim (a więc prosto na estradę), z której chwilę później uciekli muzycy.

    Na szczęście pioruny nie uderzyły w samą łąkę. Po kwadransie deszcz ustał, ale wszyscy byli kompletnie przemoczeni i do tego mocno przestraszeni. Duża grupa fanów została jednak pod sceną i skandowała imię wokalistki. Warto podkreślić, iż mimo pogodowego kataklizmu widzowie nie wpadli w panikę i nikomu nic się nie stało, gdy tłumy fanów opuszczały Maltę w strugach znów padającego mocno deszczu.

    Prowadzący koncert Artur Orzech podziękował im za wy-trwałość, ale później obwieścił, że tego wieczora nie uda się przygotować sceny na powrót gwiazdy. Entuzjazm fanów doceniła jednak sama gwiazda, która na rozwój sytuacji czekała w samochodzie za sceną. Zaraz po tym, jak podjęto decyzję o nie wznawianiu występu, usiadła do rozmów z przedstawicielami Fundacji Malta. Efekt był taki, że o 1.53 w nocy dziennikarze otrzymali od rzeczniczki koncertu Anny Nowaczyk SMS, że występ zostanie powtórzony w sobotę o godzinie 18, a bilety zachowują ważność.

    W sobotnie popołudnie byliśmy już mądrzejsi, zmierzając na koncert wyekwipowani w bluzy, parasole i kurtki. Ludzi było mniej - około 20 tysięcy. Tym razem parasole przydały się dopiero po występie, który ze względu na wspomniane okoliczności, nabrał zupełnie innego charakteru. Nelly Furtado była wzruszona zachowaniem fanów, ci ostatni tradycyjnym "Sto lat!" dziękowali jej z kolei za przewrócenie do góry nogami terminarza trasy koncertowej, a prezydent Grobelny oprócz zapowiadanej Diamentowej Płyty w prezencie, dołożył od siebie replikę pieczęci Miasta Poznania, którą wokalistka przyjęła z nieukrywanym zaskoczeniem.

    Jaki był sam koncert? Można zaryzykować stwierdzenie, że w tej szczególnej atmosferze, Nelly Furtado i jej zespół dali z siebie więcej energii niż zwykle. Bohaterka wieczoru śpiewała znakomicie, dając popis zwłaszcza w tanecznym "Do It" i balladzie "Try". Świetne wrażenie pozostawiły cytaty z innych utworów. W "Give It To Me" Nelly w pewnym momencie śpiewała fragment hitu Madonny pod tym samym tytułem, zaś w "Glow" charakterystycznym falsetem oddała hołd Debbie Harry z Blondie, w klasycznym "Heart Of Glass". Największe zaskoczenie wzbudził jednak gitarzysta, który w "Say It Right" wplótł w pewnym momencie... rockowy riff ze "Smells Like Teen Spirit" Nirvany. Dodajmy do tego popisy czwórki znakomitych tancerzy, efektowne przebieranki samej Nelly (koncert zakończyła w efektownej czerwonej sukience) i już wiadomo, że było nie tylko czego posłuchać, ale i co zobaczyć.

    Nelly Furtado zaśpiewała na koniec "All Good Things Come To An End" , dając do zrozumienia, że koncert dobiegł do szczęśliwego końca. Jej wizyta w Poznaniu, której scenariusza nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock, naprawdę zwróciła uwagę na problemy klimatu i środowiska. 

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo