Zawinili urzędnicy, ale cierpią chorzy na AMD

    Zawinili urzędnicy, ale cierpią chorzy na AMD

    Danuta Pawlicka

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z powodu braku rozporządzenia chorzy muszą przerwać terapię, która może ich uchronić przed utratą wzroku. I choć jeszcze w grudniu minister zdrowia Ewa Kopacz zapewniła, że refundacja leczenia zwyrodnienia tzw. plamki żółtej oka (AMD) znajdzie się w tegorocznym rejestrze, to jednak tak się nie stało.
    Z tego powodu niektórzy okuliści każą pacjentom czekać. Inni zaś ryzykują i leczą na własną odpowiedzialność.
    Choroba AMD jest trudna w leczeniu. Wymaga bowiem niszczenia tworzących się w oku nowych naczyń krwionośnych. Laser oraz inne terapie są skuteczne na krótko. Najkorzystniejsze są drogie leki, za które w zeszłym roku płacił NFZ.

    I nic nie zapowiadało, że to się zmieni. Ministerstwo Zdrowia podjęło bowiem decyzję, na jaką czekało kilkadziesiąt tysięcy Polaków: program leczenia chorych z wysiękową postacią zwyrodnienia plamki żółtej będzie kontynuowany w 2010 roku. Zdecydowała o tym szeroka konsultacja ze specjalistami i cała seria działań organizacyjnych. Taka informacja została podana do publicznej wiadomości 17 grudnia.

    Okuliści i pacjenci odetchnęli z ulgą. Wydawało się, że walka o refundację leków zakończyła się sukcesem.
    I raptem ten dobry nastrój został zakłócony 30 grudnia. Narodowy Fundusz Zdrowia nie umieścił programu do realizacji. Pierwsi zareagowali pacjenci, którzy mieli za sobą jedną dawkę leku i zbliżał się nieprzekraczalny termin podania kolejnej. W takiej grupie znalazła się m.in. Katarzyna Krawczyk z Poznania: - Nie mogę czekać, a lekarze rozkładają ręce, chociaż widzę, że odmowa nie przychodzi im łatwo - mówi nam poznanianka.

    W ubiegłym tygodniu z dramatycznym pismem w tej sprawie do minister Ewy Kopacz wystąpił prof. Jerzy Szaflik, krajowy konsultant okulistyki.
    - Reakcja była natychmiastowa, a w poniedziałek wiceminister Marek Twardowski osobiście mnie zawiadomił, że powstał pewien problem, który będzie wyprostowany pozytywnie - mówi "Polsce Głosowi Wielkopolskiemu" profesor Szaflik.

    W rozmowie z nami przyznał jednak, że nie zna stanowiska prezesa NFZ. Dla niego adresatem, do którego puka i upomina się o leczenie pacjentów, jest urząd resortu zdrowia. Minister Ewa Kopacz zaledwie kilka dni temu zapewniła, że programy zapisane utrzymują status quo; ci którzy byli leczeni, będą nadal leczeni.
    Jednak do dzisiaj te zapewniania nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości. NFZ utrzymuje bowiem, że do kompletu dokumentów brakuje jeszcze jednego pisma ministra zdrowia. Do tego czasu refundacja terapii jest zwieszona.

    Wielkopolski Oddział NFZ potwierdza, że finansowanie leczenia będzie możliwe po wydaniu rozporządzenia ministra zdrowia. - Czekamy na podpisanie rozporządzenia i wejście jego w życie - informuje Marta Banaszak-Osiewicz, rzecznik WOW NFZ.

    Jak długo pacjenci będą czekać na dopełnienie formalności, które dadzą lekarzom zielone światło do dalszego leczenia? Prof. Jerzy Szaflik, chociaż ma słowo ministra, nie chce przewidywać. Także przedstawiciele funduszu zdrowia nie mają zamiaru odpowiadać, ponieważ tym razem winę przerzucają na resort zdrowia.
    - W ubiegłym roku leczenie odbywało się za zgodą płatnika (NFZ). Najpierw pacjent musiał być zakwalifikowany na taką terapię, więc w tym roku postępowanie musiałoby być podobne - zaznacza dr med. Ryszard Philips, konsultant wojewódzki z Oddzialu Okulistycznego Wojewódzkiego Szpitala w Poznaniu.
    Prof. Jerzy Szaflik chwali minister zdrowia. Według niego zareagowała ona szybko i prawidłowo. Znacznie mniej zrozumienia mają sami pacjenci, którzy nadal nie mogą korzystać z refundacji.

    - Jeżeli stracę resztkę widzenia w prawym oku, to nie będę tak miłosierna dla urzędników. Wtedy pozwę ich do sądu o odszkodowanie - mówi z goryczą Katarzyna Woźniak, pacjentka z Poznania.

    Z chemioterapią też był problem

    Kilka dni temu podobny problem pojawił się przy okazji leczenia pacjentów chemioterapią niestandardową.
    Po interwencji premiera sprawa została wyjaśniona. Winę na siebie za powstałe problemy wziął prezes NFZ Jacek Paszkiewicz. Został on już ukarany odebraniem miesięcznej pensji.

    W Wielkopolsce na takie załatwienie sprawy czekało 144 ciężko chorych ludzi. - Sprawa ta ma także inny aspekt, który obnaża wadliwą konstrukcję ubezpieczeń zdrowotnych w naszym kraju - ocenia dr Adam Sandauer ze Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere. - Gdyby Narodowy Fundusz Zdrowia miał konkurencję na naszym rynku, prywatną i publiczną, ubezpieczeni sami wystawialiby mu cenzurki - dodaje dr Adam Sandauer.

    Teraz podobny problem pojawił się przy okazji leczenia tak zwanej plamki żółtej. I choć prace nad programem trwały od sierpnia, to nadal nie ma porozumienia w tej sprawie.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo