Poznań: Nad ranem Izba Wytrzeźwień była pełna

    Poznań: Nad ranem Izba Wytrzeźwień była pełna

    Agnieszka Smogulecka

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Do północy było raczej spokojnie, a później się zaczęło. Ciemność nocy rozjaśniał już nie tylko śnieg, ale i światła nadjeżdżających co chwilę radiowozów. Taką noc, jak tę pracownicy ośrodka dla nietrzeźwych nazywają "nocą cudów". - Bo nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć - tłumaczą.
    - Dzień dobry. Przyszliśmy odwiedzić panią X. Nad ranem do ośrodka dla nietrzeźwych wszedł mężczyzna w samej koszuli. Lekko chwiał się na nogach.

    - U nas nie ma odwiedzin - odpowiedzieli pracownicy wytrzeźwiał ki, ale mężczyzna był nieustępliwy. Był oburzony, że nie może zobaczyć jednej z pacjentek. Chciał czekać aż kobieta zostanie zwolniona do domu. Zdziwił się, że może czekać, ale nie w budynku przy Podolańskiej, tylko w komisariacie, bo kobieta po wytrzeźwieniu zostanie przekazana w ręce policji (była poszukiwana), ale zareagował dopiero, gdy pracownicy ośrodka zapytali: - Pan też chce tu zostać? Bo przecież pan jest nietrzeźwy, jest mróz, a pan jest tylko w koszuli, może pan zamarznąć. Wtedy mężczyzna wrócił do znajomych.

    - Po tym, co się działo w wigilię, byliśmy przygotowani, że w sylwestra mogą zapełnić się wszystkie łóżka - mówi Justyna Turkot, kierownik ośrodka dla nietrzeźwych w Poznaniu. - Dla nietrzeźwych bezdomnych musieliśmy przygotować dwie dodatkowe sale, w sumie cztery. Mamy 35 miejsc, a przyjęliśmy wtedy znacznie więcej osób. W noc przed wigilią przywieziono do nas 37 osób, rano zwolniliśmy siedem, a za dnia przywieziono 13 kolejnych. Za to w drugie święto nie przyjęliśmy, co też jest wyjątkowe, nikogo.

    W noc sylwestrową początkowo było dość spokojnie. W ostatni dzień roku przyjęto do wytrzeźwienia 12 osób, a między godziną 19 a 24 tylko pięć. - O północy mogliśmy złożyć sobie życzenia, a nawet obejrzeć fajerwerki na niebie nad Poznaniem - mówi kierownik zmiany. - A później się zaczęło…

    Po północy przed ośrodek podjeżdżał jeden radiowóz za drugim

    Przed ośrodek podjeżdżał jeden radiowóz za drugim. Mundurowi przywozili głównie osoby, które awanturowały się w domu lub na ulicy. Tym razem nie było "stałych klientów", niewielu przywieziono bezdomnych, którym groziło wychłodzenie. Przeważały młode osoby, które przeholowały w piciu alkoholu i stały się agresywne. - O godzinie 5.30 poinformowaliśmy policję i straż miejską, że nie mamy już wolnych miejsc - mówi kierownik zmiany. - Od północy do 5.30 przywieziono do nas 20 osób.

    Do wytrzeźwiał ki trafił obcokrajowiec, który "zagubił się" na dworcu. Przywieziono jedyną tej nocy kobietę, nietrzeźwą i poszukiwaną przez policję (tę, do której przyszli koledzy). Noc na Podolańskiej spędził mężczyzna, który demolował szpital, a później wyskoczył przez okno. Jeden z pacjentów, który we własnym domu zrobił awanturę, popłakał się, gdy zobaczył, gdzie jest. Wpadł w panikę, gdy przywieziono innych bardziej agresywnych mężczyzn, którzy szarpali się z mundurowymi.

    Po godzinie 6 zaczęły się przygotowania do wypuszczenia pierwszych pacjentów przywiezionych w nocy. Kilka osób mogło opuścić Podolańską już wcześniej. Rozmawiać nie chcieli. - Eee, o czym tu mówić. Pierwszy taki sylwester i mam nadzieję ostatni - usłyszeliśmy.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo