Poznań: Uliczka pełna grozy

    Poznań: Uliczka pełna grozy

    Agnieszka Smogulecka

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Mała uliczka w pobliżu Starego Rynku. Wąska przestrzeń w noce, zwłaszcza weekendowe, zapełnia się młodymi ludźmi wracającymi z imprez. Jedni opuszczają lokale przy tej ulicy, innych wabi całodobowe bistro. - Czasem budzą mnie krzyki awanturującej się młodzieży - mówi pani Ewa mieszkająca w pobliżu. - Wieczorami strach wyjść z domu - podkreśla i dodaje, że dobrze byłoby, gdyby ulicę "obserwowała" kamera. Sęk w tym, że w najbliższym czasie nie przewidziano "dowie-szania" kamer na starówce.
    Pani Ewa nie jest jedyną narzekającą na to, co dzieje się przy Jaskółczej. Pan Jerzy (oboje ze względu na własne bezpieczeństwo nie chcą podawać nazwisk) określa sytuację w okolicy jednym słowem: horror. - Najgorzej jest w piątkowe wieczory - mówi o awanturach, hałasach, piciu i załatwianiu potrzeb fizjologicznych w bramach. - Moje auto zostało wgniecione, bo ktoś się na nim bił. Innym razem zostałem uderzony przez wyrostka, który obściskiwał dziewczynę. Ona się wyrywała, więc zwróciłem mu uwagę.

    Policjanci, zapytani przez nas o Jaskółczą, także wiele mają do powiedzenia. - W ubiegłym tygodniu pobiły się tam dwie grupy. Napastnicy użyli noża - mówią kryminalni ze staromiejskiego komisariatu.

    Do zajścia doszło 22 grudnia około godziny 4.30. Na Jaskółczej słychać było przekleństwa, polała się krew. Świadkowie wezwali policję i pogotowie. Jeden z mężczyzn był zraniony w okolice łopatki, drugi dostał cios nożem w pobliże nerki. Mówili: - Zaczęło się niewinnie, od wymiany nieuprzejmych zdań. Później ktoś kogoś uderzył, ktoś wyciągnął nóż.

    Policjanci ustalili, że w awanturze wzięły udział dwie grupy: trzy- i czteroosobowa. Niektórzy uciekli, więc patrole w centrum zaczęły ich wypatrywać. Przy Palacza załoga jednego z radiowozów dostrzegła młodego mężczyznę. Miał brudną kurtkę, widać było na niej nie tylko ślady śniegu i błota, ale też czerwone plamy. Z jego ręki ściekała krew. Mundurowi zawieźli go do szpitala, gdzie byli inni uczestnicy bójki. Wtedy stało się jasne, że chłopak z Palacza był jednym z napastników. Młodzi wskazali go, mówiąc, że atakował nożem. On sam przyznał, że brał udział w bójce. Twierdzi jednak, że kiedy podniósł nogę, by kogoś kopnąć, poczuł ostry ból. Sięgnął, by sprawdzić, co go ukłuło. Wyczuł jakieś narzędzie, chwycił je, zaczął nim uderzać, później odruchowo wyrzucił. Czy tak było naprawdę? Jest to wyjaśniane. Chłopak faktycznie miał przeciętą dłoń i draśniętą nogę. Kolejnych dwóch podejrzanych policjanci wypatrzyli przy Ogrodowej. Dwóch młodzieńców na widok radiowozu zaczęło uciekać. Wbiegli na podwórko. Tam zostali złapani. Okazało się, że cała trójka pochodzi znad morza. Jeden z podejrzanych studiuje w Poznaniu, dwaj znajomi przyjechali go odwiedzić.

    To nie był pierwszy podobny przypadek. Kilka tygodni temu na Jaskółczej pobili się ochroniarze jednego z klubów z klientami innego lokalu. Także na Jaskółczej rozpoczęła się latem awantura, która zakończyła się śmiercią młodego człowieka. Wtedy również pobiły się dwie grupy. Gdy się rozeszły, jeden z uczestników upadł na chodnik. 21-latek został przeniesiony przez kolegów do pobliskiego szpitala. Tam zmarł. Podejrzani zostali nagrani przez kamerę przy Szkolnej. Zatrzymano ich, gdy z prawnikiem pojawili się w prokuraturze.

    - Praktycznie raz na dwa tygodnie jest nam zgłaszana bójka lub pobicie, do których doszło w tej okolicy - komentują kryminalni. - Przypuszczamy, że takich spraw jest więcej, ale jeśli nie ma poważnych obrażeń, ludzie nam o tym nie mówią.

    Ponieważ nie ma możliwości, by na jednej ulicy przez całą dobę stał patrol, najlepszym rozwiązaniem byłoby zamontowanie kamery monitoringu, tak by "widziała" Jaskółczą. Jeśli nie wystraszyłaby ona ewentualnych agresorów, mogłaby pomóc w ich zidentyfikowaniu. Czy to możliwe?

    - W najbliższym czasie nie - odpowiada Robert Pękala, zastępca dyrektora Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa Urzędu Miasta. Tłumaczy, że planowane inwestycje związane są z przygotowaniami do Euro 2012.

    - Szkoda! - mówi Włodzimierz Wolski z zarządu osiedla Starówka. - Okolice Starego Rynku są odwiedzane przez wiele osób i nie sprzeciwiamy się, by powstawały tam puby i restauracje. Będą z nich korzystać na pewno także kibice. Dlatego miasto mogłoby zainwestować w zwiększenie bezpieczeństwa. W innych miejscach na naszym terenie kamery spowodowały, że wandalizm i przestępczość niemal wyeliminowano . Może udałoby się i przy Jaskółczej.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    A po Rynku we Wrocławiu

    pn/ww (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

    i okolicznych uliczkach nawet nocą spceruje się z przyjemnością.
    Nie ma meneli, ulice nie śmierdzą uryną, są ładnie oświetlone i zadbane.
    Aż miło zabrać dziewczynę na romantyczny spcer...

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Przypuszczam, że patrol boi się tam pójść...

    6159 (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 2

    Takich miejsc jest więcej.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo