Wigilijna kolacja z kozą

    Wigilijna kolacja z kozą

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Jedni uważają, że najlepszym przyjacielem człowieka jest pies. Inni uwielbiają przytulać i głaskać kota. Jeszcze inni trzymają w domu świnkę morską lub chomika. Okazuje się, że w domu można trzymać także kozę - pisze Katarzyna Fertsch.
    Mania, Frania i Kasia to trzy kozy, które mieszkają na jednym z podwórek w centrum Poznania. Teraz odwiedza je kozioł Żonia, możliwe więc, że stadko się powiększy. Latem wyjeżdżają na wakacje pod Wągrowiec, a zimą są atrakcją dla okolicznych mieszkańców i przedszkolaków. Ich opiekunowie planują, że Kasia zasiądzie z nimi nawet do wigilijnego stołu.

    Kozy na podwórku przy ulicy Kasprzaka 48 mieszkają od 7 lat.
    Skąd ten pomysł, by w centrum miasta trzymać kozy? - Zbudowałem kiedyś stajenkę, która stała przy rondzie Rataje. Później nie była już potrzebna, a mnie szkoda było włożonej pracy. Dlatego ją zabrałem i postawiłem u siebie na podwórku - wspomina Michał Fertyk, właściciel kóz. - Później jakoś tak zapełniła się zwierzętami. Manię państwo Fertyk kupili na wsi za... 5 zł. Właściciel jej nie chciał. Najmłodsza jest Kasia (ma dopiero 8 miesięcy). Kiedy się urodziła, była ciężko chora, pani Małgorzata postanowiła jednak powalczyć o nią.

    - I się udało - wspomina Małgorzata Fertyk. - Teraz Kasia jest naszą ulubienicą, chodzi sobie po podwórku, czasami zagląda do domu. Jak nas widzi, to się naprawdę cieszy. I może trudno w to uwierzyć, ale reaguje na swoje imię.

    Kasia opracowała pewien system. Kiedy chce zostać wpuszczona do mieszkania, podchodzi do drzwi balkonowych i... puka. Wtedy domownicy wiedzą, że muszą ją wpuścić. W domu zachowuje się grzecznie, czasem tylko położy głowę na stole, kiedy znajdują się na nim jakieś smakołyki. - A kozich przysmaków nam nie brakuje, ponieważ wspierają nas sąsiedzi i przedszkolaki. Codziennie ktoś przychodzi i przynosi obierki, resztki chleba czy jakieś warzywa - opowiada pan Michał. - Dzieciaki po przedszkolu ciągną rodziców na nasze podwórko, żeby chociaż trochę pobyć z kozami. Kasia jest w ogóle wyjątkową kozą. Uwielbia na przykład przeglądać się w szybie balkonowej. Wszystkie, bez wyjątku, uwielbiają też jeździć samochodem - same wskakują do otwartego pojazdu.

    - Wiedzą pewnie, że autem jadą na wakacje na wieś - mówi pani Małgorzata. - Tam mają przyjaciół: konia, kaczki, kury i cały dzień spędzają na wolności, bawiąc się i objadając trawą. A kiedy się tak objedzą, dają więcej mleka. Rodzina państwa Fertyk od lat nie tylko je pije, ale też robi z niego sery i masło (które jest dużo bielsze od masła z mleka krowiego). Zapewniają, że własnoręcznie zrobione, i to z koziego mleka, smakują naprawę wyjątkowo i są bardzo zdrowe. - Kozy, to już członkowie naszej rodziny. Planujemy nawet zabrać w tym roku Kasię na wigilijną kolację - dodaje Małgorzata Fertyk.

    Rodzina wybiera się na święta do dziadków, którzy mieszkają w innej dzielnicy Poznania. Kasia mogłaby razem z nimi, samochodem, udać się na wieczerzę. Niewykluczone, że po północy przemówiłaby ludzkim głosem. Co mogłaby wtedy powiedzieć swoim właścicielom? - Myślę, że poprosiłaby o posadzenie w ogrodzie nowych choinek. Te, które dzisiaj rosną, są już całe oskubane, a to dla nich prawdziwy przysmak - żartuje pan Michał. - Kozy są w ogrodzie lepsze od każdej, nawet najdroższej kosiarki do trawy.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo