Leszno: "Elki" nie zniknęły z ulic miasta

    Leszno: "Elki" nie zniknęły z ulic miasta

    Daniel Andruszkiewicz

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Radni pod koniec listopada wystąpili z apelem do organizatorów nauki jazdy, w którym proszą, by nie wysyłali swoich kursantów do centrum Leszna w godzinach szczytu komunikacyjnego. Efekty jak na razie są mizerne, bo "elki" można spotkać na ulicach o każdej porze.
    Żeby zrobić zdjęcie "elki", nie trzeba się specjalnie wysilać. Wystarczy stanąć z aparatem na bardziej ruchliwej ulicy w centrum albo na pierwszym lepszym skrzyżowaniu. Włodarze spodziewali się, że apel przyniesie skutki w postaci ograniczenia ruchu samochodów nauki jazdy w godzinach od 6.45 do 8.15 oraz od 14 do 16.30. Okazuje się jednak, że prośba nie do wszystkich dotarła, a reszta ma ją po prostu w nosie.

    Większość ośrodków szkolenia kierowców nie godzi się na przeprowadzanie kursów w nakreślonych przez radnych warunkach. W szczycie nadal można więc zobaczyć samochody z powiatów: leszczyńskiego, gostyńskiego, kościańskiego, rawickiego, wolsztyńskiego, a także z województw dolnośląskiego i lubuskiego. Przyjeżdżają do Leszna z prostej przyczyny: zdają tam potem egzaminy na prawo jazdy.

    Problem, jak się okazuje, nie polega jedynie na liczbie samochodów nauki jazdy, ale też na kolejności szkolenia. Kursanci często rzucani są na głęboką wodę i w pierwszych godzinach szkolenia jeżdżą po najbardziej zatłoczonych miejskich ulicach i skrzyżowaniach.

    - Otrzymałem od ministra infrastruktury odpowiedź na kolejną interpelację w sprawie ,,elek". Wynika z niej, że przepisy nie regulują kolejności prowadzenia szkolenia dla kandydatów na kierowców. To decyzja instruktorów - wyjaśnia Poseł Wiesław Szczepański z SLD.

    W praktyce wygląda to tak, że przyszli kierowcy, którzy samochód znają jedynie z miejsca pasażera, zaczynają jazdy w centrum miasta. Wielu instruktorów uważa, że na "głębokiej wodzie" nauczą się więcej niż pod tak zwanym "kloszem".

    - To bzdura - twierdzi leszczyński radny Marek Wachowski, z wykształcenia socjolog, który zbadał to zjawisko. - Przeprowadziłem rozmowy z 60 kursantami i 59 z nich odpowiedziało, że zamiast na plac manewrowy w pierwszych godzinach szkolenia pojechali do miasta. Niemal wszyscy odpowiedzieli, że była to dla nich niebywała trauma i najgorszy dzień w życiu. Trzeba o tym rozmawiać i znaleźć rozwiązanie tego problemu.

    Zobowiązał się do tego poseł Szczepański, który zamierza interweniować w ministerstwie.
    - Być może uda się wprowadzić zapis w rozporządzeniu ministra infrastruktury, by wymusić te kwestie przepisami - mówi.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo