Na Babim Targu modne jest wszystko

    Na Babim Targu modne jest wszystko

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Sposób na kryzysową modę, okazja do poznania nowych osób, zamiłowanie do targowania się, a może ekologiczna świadomość? Babiego Targu nie sposób zamknąć w kilku słowach i jednej idei. O modzie na bezgotówkową wymianę ciuchów pisze Barbara Wicher.
    Koszulki rozrzucone w pośpiechu na polowym łóżku, spodnie przewieszone przez biwakowy, rozkładany stolik, różnokolorowe buty rozłożone na ziemi, samochód przykryty ubraniami - bazar, jaki znamy z początku lat 90.? Nie, to niedzielne popołudnie zorganizowane przez kilka poznanianek. Fashion swap, czyli po poznańsku Babi Targ to cykliczna impreza, której prostota fascynuje coraz więcej ludzi. Na czym polega zabawa? Wystarczy przynieść z sobą kilka niepotrzebnych sztuk odzieży, w zamian można wziąć dowolną rzecz, którą przyniosła inna uczestniczka.

    Lumpeksy w natarciu



    Babi Targ na pierwszy rzut oka nie różnił się niczym od lumpeksu w pierwszym dniu dostawy "nowego" towaru.
    Tłumy kobiet szperających w porozrzucanych gdzie popadnie rzeczach, uginające się stojaki z sukienkami i bluzkami. Ogólna wrzawa i harmider przerywana okrzykami "czyje są te spodnie?" albo "kto przyniósł spódnicę z cekinami?". Co w takim razie innego jest w Babim Targu?

    - Do lumpeksu idziemy, żeby tanio kupić kolejne ciuchy. Tutaj oddajemy albo wymieniamy się rzeczami z innymi ludźmi. Nie generujemy nowej konsumpcji, ale tworzymy specyficzny zamknięty obieg, w którym rzeczy jedynie zmieniają właściciela - tłumaczy Joanna Stankiewicz, organizatorka Babiego Targu. Ekologia jest jednak tylko częścią tajemnicy sukcesu swap parties, czyli imprez, na których możemy wymienić się ubraniami. Na Babim Targu ważniejsza jest wiedza.

    - Kiedyś dużo rzeczy odnosiłam do kontenerów na używaną odzież. Przestałam, gdy okazało się, że zamiast trafiać bezpośrednio do potrzebujących, ktoś na nich zarabiał. Tutaj widzę, do kogo trafiają moje ukochane ubrania, w które na przykład już się nie mieszczę - opowiada Wanda Strychalska. Na Babi Targ przyniosła od dawna zbierane ubrania, sama wzięła zielony pasek. - Zupełnie za darmo, bo ktoś już go nie chciał, a mi będzie pasował do swetra. Ładny prawda? - zagaduje poznanianka. Zachwycona Babim Targiem jest przekonana, że dziewczęta, które go organizują, wcale niczego nowego nie odkryły. - Jeszcze w czasach głębokiej komuny wraz z koleżankami wymieniałyśmy się ubraniami, ale przede wszystkim materiałami, tkaninami czy włóczką. To była po części zabawa, tak jak teraz, a w dużej mierze konieczność, bo w sklepach nie było dosłownie nic - śmieje się kobieta.
    1 3 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo