Tajne życie Janiny X

    Tajne życie Janiny X

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    O ukrywanym przez dziesiątki lat przez żonę przedwojennego gruzińskiego oficera tajnym składzie broni i dokumentów, rozbitej przez UB w 1945 roku największej organizacji podziemnej w Wielkopolsce, pisze Krzysztof M. Kaźmierczak
    Minął zaledwie pierwszy miesiąc stanu wojennego. Na ulicach wisiały plakaty grożące więzieniem za posiadanie broni, gdy rozbierający pod budowę szybkiego tramwaju (dzisiejszej "Pestki") dom przy ulicy Dworkowej 9 robotnicy odkryli tajny skład broni i dokumentów Wielkopolskiej Samodzielnej Grupy Ochotniczej "Warta".

    Skrytka pod łóżkiem
    - Wyprowadziliśmy się z Dworkowej krótko przed stanem wojennym, ale jeździliśmy tam jeszcze po pozostawione rzeczy - wspomina Andrzej Ptasiński, dziś wicedyrektor VI LO w Poznaniu.
    - Podczas jednej z takich wizyt robotnik powiedział mi, że przy zrywania parkietu znalazł skrytkę. To było wielkie zaskoczenie, bo była ona w miejscu, gdzie latami stało nasze łóżko. Wcześniej pokój ten zajmowała wraz z mężem Platonem, Janina Takajszwili, nasza ciotka.

    W skrytce były dwie czapki, biało-czerwone opaski i legitymacje z Powstania Warszawskiego, podpisane przez dowódcę Armii Krajowej generała Tadeusza Bora-Komorowskiego. Pan Andrzej wraz z żoną zawiózł je ciotce, która od kilkunastu lat nie mieszkała już przy Dworkowej i nie wiedziała nawet, że dom będzie zburzony.

    - Rozpłakała się na widok przywiezionych rzeczy. Pocałowała opaskę. A potem wystraszona powiedziała: "Tylko nie chodźcie na strych! Tam jest maszyna z pisanym przeze mnie rozkazem. Nie zdążyłam go dokończyć, bo przyszło UB" - Małgorzata Ptasińska dopiero wtedy dowiedziała się, że jej ciotka miała jakiś związek z działalnością podziemną.

    Panzerfausty na strychu
    Pan Andrzej natychmiast pojechał na Dworkową. Ale było już za późno. W międzyczasie robotnicy nie tylko odkryli kolejny schowek pod parkietem, ale weszli na strych willi. Okazało się, że jest on jedną wielką skrytką. Pod podwójną podłogą były stosy dokumentów, mapy wojskowe, amunicja, materiały wybuchowe i broń. Cała wolna przestrzeń była zasypana trocinami, by w razie ostukiwania nie można było odkryć, że pod podłogą jest magazyn.

    Kobieta nigdy nie zdradziła, co robiła w konspiracji

    - Trotyl i amunicja były w słoikach, pewnie dlatego, by zabezpieczyć je przed zawilgoceniem. Była też broń automatyczna i niemieckie przeciwpancerne panzerfausty. Jeden z robotników głośno zastanawiał się, czy wystrzał dosięgnąłby pobliskiej siedziby Służby Bezpieczeństwa przy Kochanowskiego - relacjonuje Ptasiński. W czasie, gdy oglądali znaleziska ktoś zawiadomił milicję. Zanim przyjechała, pan Andrzej wrzucił do piecyka robotników dokumenty z personaliami, na które natrafił na strychu. Przeczuwał, że gdyby dostały się w ręce władz, osoby w nich wymienione mogłyby mieć kłopoty.

    - Chciałem też zniszczyć ten rozkaz, o którym mówiła ciotka. Faktycznie pod podłogą była maszyna do pisania z wkręconą kartką. Ale szybko przyjechała milicja i kazano nam wyjść. Opróżnianie strychu zajęło kilka godzin. Widziałem, że wywieziono dwie załadowane ciężarówki - wspomina Ptasiński.

    1 3 »

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo