Pojedynek miast: Poznań pracuje, Wrocław się bawi

    Pojedynek miast: Poznań pracuje, Wrocław się bawi

    Katarzyna Fertsch i Beata Marcińczyk, Bartłomiej Knapik

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Dziennikarz Polski-Gazety Wrocławskiej - Bartłomiej Knapik oraz dziennikarki Głosu Wielkopolskiego - Beata Marcińczyk i Katarzyna Fertsch w tym tygodniu wymienili się redakcjami. Piszą, jak Wrocław wygląda oczami poznaniaka i jak Poznań jest odbierany przez wrocławianina.
    Z Markiem Tobolewskim, szefem kreacji w Eskadrze MarketPlace, firmie zajmującej się marketingiem miast, rozmawia Bartłomiej Knapik

    Z czym Panu, ekspertowi od wizerunku miast, kojarzą się Poznań i Wrocław?
    Jeśli mamy rozmawiać o brandach, czyli markach (marką nie jest tylko IBM czy Mercedes, ale także Nowy Jork czy Wrocław - przypis BK), to na początek zaznaczmy, że inaczej niż w przypadku przedsiębiorstw, miasta mają już swój wizerunek, nawet jeśli jeszcze nie myślą o sobie jak o marce. Po prostu z czymś już kojarzą się odbiorcom. To znaczy, że świadome budowanie ich marki nigdy nie zaczyna się od zera: nie może więc polegać wyłącznie na reklamie na billboardach czy akcjach promocyjnych.


    Jaki zatem jest wizerunek Poznania, a jaki Wrocławia?
    Poznań z racji tradycji wielkopolskiej gospodarności kojarzy się z biznesem, targami, zarabianiem pieniędzy. I było tak zanim miasto przyjęło swoją strategię promocji.

    Ale Poznań sam się tak reklamuje na billboardach.
    Tyle że dopiero od niedawna. Mnie osobiście hasło miasto know-how się podoba średnio, bo dla szerszej grupy Polaków może być niezrozumiałe. Dobrze za to przemawiać będzie do przedsiębiorców i inwestorów. Promocja nastawiona na nowoczesną gospodarkę jest więc w tym wypadku jedynie rozwinięciem znanego już wizerunku miasta.

    A czy wrocławskie działania bardziej wpływają na to, jak jesteśmy postrzegani?
    Wasze miasto jest jednym z liderów w przepływie informacji, choć jako jedna z nielicznych polskich metropolii nie ma oficjalnie przyjętego dokumentu dotyczącego strategii promocyjnej. Ta aktywność jest ważna, bo Wrocław nie miał tak wyrazistego wizerunku jak Poznań, dlatego w jego przypadku działania promocyjne mają już zdecydowanie większy wpływ na to, jak miasto jest postrzegane.

    To jak się nas postrzega z zewnątrz?
    To już nie jest wizerunek nowego polskiego Lwowa, jak to było przez lata. Dziś Wrocław kojarzy się ciepło, jako miejsce umożliwiające spotkanie, traktowane dosłownie, jak i metaforycznie. To ważne, bo dziś marketing jest przede wszystkim sztuką budowania relacji między marką i jej odbiorcami, którzy zresztą przestają być biernymi konsumentami, a stają się współtwórcami marek. Bardzo podoba mi się wykorzystanie w promocji kalendarza. Każdy mógł związać swoją markę z Dniem Życzliwości. Ale zrobił to właśnie Wrocław i teraz wydaje się, że jesteście miastem ludzi życzliwych.

    Ale, niestety, i u nas zdarzy się czasem ktoś zupełnie nieżyczliwy. Czy ten wizerunek nie powinien być bliższy rzeczywistości?
    I tak, i nie. Z jednej strony promocja musi być oparta na autentycznych atutach miasta. Czyli Wrocław nie może reklamować się jako świetne miejsce na dwutygodniowe wakacje z dziećmi, bo nie ma u was ani morza, ani gór. Z drugiej strony chęć wyróżnienia się, mocnego zaistnienia w umysłach odbiorców, powinny wpływać również na kierunek rozwoju miasta. Na szczęście nasze samorządy zaczynają to rozumieć - czas więc na działania, które sprawią, że życzliwość we Wrocławiu będzie powszechna, a w ślad za mówieniem o innowacyjności miasta idą zabiegi o tworzenie prestiżowych instytucji naukowych.

    A gdyby Poznań i Wrocław próbowały połączyć siły, jak np. Mediolan i Turyn, i zaczęły promować markę Polski Zachodniej?
    W promocji bardzo ważne jest sprecyzowanie, do kogo jest dana akcja skierowana. W Polsce i Poznań, i Wrocław będą współzawodniczyć: o inwestorów, mieszkańców itd. Nie wyobrażam sobie takiej wspólnej kampanii.

    Rozumiem, że jest jakieś ale.
    Tak. Bo gdyby Poznań i Wrocław chciały wspólnie promować się np. w Niemczech, to byłby to bardzo dobry pomysł. Tamtejszego odbiorcę takiej akcji mniej interesowałyby różnice między tymi miastami, ale właśnie wspólne walory obu waszych miast.
    Rozmawiał Bartłomiej Knapik

    1 3 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo