Wichniarek szkodził czy sam padł ofiarą?

    Wichniarek szkodził czy sam padł ofiarą?

    Łukasz Cieśla, Elżbieta Sobańska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Głos w sprawie postawienia zarzutów znanemu piłkarzowi Arturowi Wichniarkowi zabiera jego ojciec. Chodzi o rzekome działanie na szkodę wierzycieli firmy "Food-Busz". Ojciec sportowca jest zresztą jednym z podejrzanych. Mimo że od pewnego czasu jego stosunki z synem, z przyczyn osobistych, są fatalne, to w rozmowie z nami broni byłego napastnika Lecha Poznań.
    - Artur nigdy nie był udziałowcem firmy. Zgodził się tylko pożyczyć mi pieniądze potrzebne na budowę nowego zakładu i umożliwienie tym samym spłaty wierzycieli. W zamian oczekiwał zabezpieczenia - podkreśla Wiesław Wichniarek. Od syna pożyczył 5 milionów złotych.

    Ojciec zaczął prowadzić mięsny interes w 1996 roku. Rozwój firmy, w tym dostęp do kredytów, utrudniało toczące się 9 lat postępowanie skarbówki. Dotyczyło zwolnień podatkowych we wcześniej prowadzonym przez niego biznesie. Zakończyło się pomyślnie w 2004 roku. Jednak już od 2000 roku "Food-Busz" miał kłopoty finansowe. Z relacji ojca wynika, że doprowadziły do nich duże nakłady w infrastrukturę zakładu oraz kłopoty ze zbytem mięsa. Rozpoczęto postępowanie układowe z wierzycielami. A ratunkiem miała być budowa nowego zakładu.

    - Firma nie posiadała własnych środków, które mogły być zabezpieczeniem tej inwestycji. Zwróciłem się więc do syna o udzielenie kredytu. Nowy zakład powstał po udzieleniu przez Artura pożyczki - mówi Wichniarek. - Gdyby zamiarem firmy było niewywiązanie się z postępowania układowego wobec wierzycieli, to nie staralibyśmy się inwestować w zakład.

    Poznańska Prokuratura Okręgowa stawia Arturowi Wichniarkowi dwa zarzuty. Chodzi o umowę przewłaszczenia oraz umowę przeniesienia własności ruchomości i nieruchomości. Dla Artura Wichniarka miały one stanowić zabezpieczenie udzielonej pożyczki. Zdaniem prokuratury umowy skutkowały uszczupleniem majątku mięsnej firmy i niemożnością zaspokojenia potrzeb wierzycieli. Oprócz piłkarza Herthy Berlin zarzuty usłyszeli także jego ojciec, żona oraz siostra.

    - Nie będę wchodził w szczegóły, bo trwa postępowanie przygotowawcze. Na pewno jednak zarzutów nie wzięliśmy z sufitu - mówi Marek Konieczny, naczelnik wydziału śledczego prokuratury.

    Reprezentant Polski do tej pory nie zabrał głosu. Adwokat poradził mu, by publicznie nie komentował zarzutów. Artura Wichniarka broni nie tylko jego ojciec, ale także menedżer Andrzej Grajewski. Jak mówi, piłkarz sam był wierzycielem "Food-Busza" i nigdy nie działał na szkodę innych. - Artur przez ostatnie lata przyjeżdżał do Polski jedynie dwa razy na rok. Nie interesował się firmą ojca, nie był jego wspólnikiem. Sam zresztą stracił na udzieleniu pożyczki, bo do dziś nie odzyskał części swoich pieniędzy - mówi Andrzej Grajewski.

    Menedżer piłkarza informuje też, że do sądu trafi pozew przeciwko poznańskiej prokuraturze lub dziennikarzom. Chodzi o podanie nieprawdy, że Artur Wichniarek był udziałowcem firmy. - Artur stał się ofiarą pokazówki. Prawnicy ustalają teraz, kto pierwszy podał błędną informację. To będzie gruby proces - zapowiada Grajewski.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo