Sąd: Najłatwiej pozbawić praw rodzicielskich

    Sąd: Najłatwiej pozbawić praw rodzicielskich

    Katarzyna Kamińska

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Chcą nam całkiem zabrać dzieci - poinformował nas w ubiegłym tygodniu Krzysztof Sergiel, bohater naszego reportażu sprzed kilku tygodni.

    Przypomnijmy - czwórka dzieci Krzysztofa i Magdy od lutego tego roku nie ma prawa przyjeżdżać do rodzinnego domu. Sąd zakazał takich wizyt ze względu na to, że "rodzice nie gwarantują dzieciom bezpiecznych warunków pobytu w okresie urlopowania i nie mają odpowiednich predyspozycji do sprawowania bezpośredniej pieczy nad dziećmi". Przeciwko takiej decyzji gwałtownie protestowali rodzice, nie godziły się z nią dzieci.

    Po publikacji w "Polsce Głosie Wielkopolskim" i reportażu na antenie TVP Poznań sąsiedzi Sergielów zgłosili się z ofertami pomocy. Zaczęła tworzyć się sieć wsparcia, o której mówił zaproszony do programu "Do załatwienia" Marek Lasota z poznańskiego MOPR. Tymczasem na 5 listopada wyznaczono termin rozprawy, na której rozpatrywane będzie odebranie władzy rodzicielskiej Sergielom.
    Co takiego wydarzyło się w międzyczasie, że pojawiła się konieczność odebrania praw do dzieci? Sędzia Rafał Agaciński, przewodniczący Wydziału Rodzinnego Sądu Rejonowego w Wągrowcu, powtarza te same argumenty, których używał, uzasadniając zakaz urlopowania dzieci do rodzinnego domu. - Sąd dawał szansę rodzinie, ale nic nie wskazuje na to, że coś tam się zmieni - tłumaczy. - W październiku w domu Sergielów był kurator sądowy - zastał brudne mieszkanie, a oni sami byli bardzo zaniedbani. W dodatku w lokalu obok mieszka brat ojca dzieci. Został on skazany prawomocnym wyrokiem sądu za obnażanie się w miejscach publicznych. Nie mogę się zgodzić, by dzieci przebywały w takich warunkach - dodaje sędzia.

    Dlaczego skazany prawomocnym wyrokiem mężczyzna - który zdaniem sądu zagraża bezpieczeństwu dzieci - nadal przebywa w miejscu zamieszkania? Nie wiadomo też, co znaczy, że sąd dawał szansę rodzinie. Z Sergielami nikt nie rozmawia, nikt nie próbuje z nimi pracować, ostatnia wizyta u dzieci w Placówce Szkolno-Wychowawczej w Wągrowcu odbyła się na korytarzu. Sędzia Agaciński pytany, czy widzi jakieś inne rozwiązanie sytuacji, twierdzi, że gdyby rodzice zmienili środowisko, gdyby mieli kogoś, kto kontrolowałby ich działania, być może rodzina mogłaby pozostać razem.

    Od dawna o takiej konieczności mówi Maria Hojdak, opiekująca się Sergielami mieszkanka Skoków. - Gmina czy sołectwo mogłyby im dać mieszkanie - mówiła. - Trzeba ich stamtąd zabrać, odizolować od brata Krzysztofa.

    I jeśli to się uda, to jest szansa, że rodzina Sergielów nie zostanie rozdzielona.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo