Do takiego stanu rzeczy przyczynili się również ci, którzy kochają sport albo przynajmniej muszą się nim zajmować. Dominacja Lecha jest faktem niezaprzeczalnym, ale im dłużej trwa, tym bardziej staje się męcząca i bardziej chce się z nią walczyć. Dominacja przygniata zwłaszcza wtedy, kiedy dopieszczony "bobas" jest chimeryczny, zawodzi i nie spełnia oczekiwań. Na wzloty i upadki trudno się ubezpieczyć, zwłaszcza w sporcie, można natomiast prowadzić politykę równowagi we wspieraniu poszczególnych klubów. Świadomość takiej potrzeby zrodziła się już w umysłach włodarzy naszego miasta.
Za odbudowywanie potęgi tych, którzy są w cieniu, wzięli się też ostatnio poznańscy i wielkopolscy biznesmeni.
Koszykarki MUKS mają tajemniczych sponsorów, koszykarze PBG Basket mogą liczyć na majątek jednego z najbogatszych Polaków, Jerzego Wiśniewskiego, a piłkarze Warty po wakacyjnym przełomie w poszukiwaniu sponsorów, kolejny zastrzyk gotówki dostali od byłego sponsora Lecha, Wojciecha Mroza. Z jego ust padło ostatnio pytanie: czy Poznań stać na utrzymanie dwóch drużyn w ekstraklasie?
Moim zdaniem jak najbardziej i wcale nie chodzi o potencjał finansowy miasta i firm w nim znajdujących się. Bardziej chodzi o tych, którzy te pieniądze mają przyciągać. Po połączeniu Amiki z Lechem w klubie przy Bułgarskiej zrobiło się za ciasno nie tylko dla piłkarzy, ale również dla osób, odpowiadających za organizację i finanse. Na początku pożegnano się z częścią zarządu, potem z kilkoma ludźmi z działu marketingu. Ci, którzy odeszli twierdzą, że w Lechu zepsuła się atmosfera, co może nie do końca jest prawdą, ale świadczy o tym, że jak ludzie się rozstają, to rzadko w zgodzie. Jedynym łącznikiem między starym a nowym Lechem jest dyrektor marketingu, Michał Lipczyński, który pewnie też wolałby mieć obecną pensję w dawnym układzie personalnym.
Były wicedyrektor, Piotr Matecki, podobnie jak Piotr Reiss na boisku, swoje nowe życie odnalazł przy Drodze Dębińskiej. W dłuższej perspektywie może się to okazać dla nich zbawienne, bo na Bułgarskiej nikt już ich nie chciał, a w Warcie mogą wszystko robić po swojemu z pożytkiem dla siebie, klubu i kibiców. W Poznaniu naprawdę dominacja jednego klubu nie musi trwać wieki, a być może nawet lata, tylko trzeba uwierzyć w to, że da się ją przezwyciężyć.