Mistrz bez Małgorzaty: recenzja czwartkowej premiery

    Mistrz bez Małgorzaty: recenzja czwartkowej premiery

    Stefan Drajewski

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Kiedy czytam wypowiedzi prominentnych osób na temat ulubionych książek, zaskakuje mnie, jak często pojawia się w nich "Mistrz i Małgorzata". I wtedy zadaję sobie pytanie, co takiego jest w tej powieści, że budzi ciągle w ludziach zainteresowanie?
    Najczęściej podejrzewam jednak, że jest to powieść, którą wypada wymienić. Drugie pytanie, jakie ciśnie się w takim momencie na usta jest banalnie proste: o czym jest "Mistrz i Małgorzata" dziś? Dyskursem na temat granic religii? Historią o poszukiwaniu wolności artysty, ba - człowieka? Opowieścią o tym, że szatan jest wszędzie? Obrazem Rosji, która ciągle nie straciła swoich imperialnych aspiracji? Historią pięknej miłości?

    Grigorij Lifanow, adaptując powieść Bułhakowa, wypreparował z niej jakby trzy osobne sztuki, które oddają dość wiernie zarówno literę, jak i ducha "Mistrza i Małgorzaty". Zrezygnował jedynie z wątku Piłata. Piłat nie pojawia się ani przez chwilę na scenie, bohaterowie tylko rozmawiają o powieści Mistrza (kto kupi program - znakomity pomysł - dostanie książeczkę zatytułowaną "Opowieść o Piłacie z Pontu", czyli pominięte w inscenizacji fragmenty "Mistrza i Małgorzaty").

    "Mistrz i Małgorzata" według Lichanowa jest opowieścią po poszukiwaniu wolności artysty. Kłopoty z nią ma poeta Iwan Bezdomny (świetny Łukasz Chrzuszcz), redaktor Berlioz (przekonujący Wojciech Kalwat), i tytułowy Mistrz. Ale jest też opowieścią o diable...

    Podobnie jak Bułhakow posługuje się różnymi technikami powieściowymi, tak reżyser odwołuje się o różnych technik i konwencji teatralnych. Spektakl ma inscenizacyjny rozmach, dużo się w nim dzieje, zwłaszcza w pierwszym i trzecim akcie. Ale ma też swoje momenty skupienia - akt, który rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym. I ten właśnie fragment przedstawienia podoba mi się najbardziej.

    Reżyser niczego nie naśladuje. Stwarza przy pomocy scenografki na scenie przestrzeń, która budzi grozę, przerażenie... Z tego miejsca nie ma jednak "ucieczki do wolności", jak pisał Jan Komolka. Ta sama przestrzeń może dać schronienie przed światem doczesnym, przed złem, ale nie szatanem. Nie pomoże nawet siostra Praskowia (cudowna, balsamiczna Małgorzata Peczyńska). Woland ze swoją świtą potrafi być wszędzie.

    Woland łączy w całość poszczególne akty. W Poznaniu postać tę wykreował Piotr B. Dąbrowski. Krąży po świecie jako dandys, może nawet celebryta. Diabelskość ma w sobie i nie uzewnętrznia jej. Ma też świetnych współpracowników, którymi znakomicie manipuluje: Sebastian Cybulski (Korowiow), Piotr Szrajber (Asasello), Magdalena Płaneta (Hella) Jakub Papuga (Behemot).

    Woland ma poważnego przeciwnika - Mistrza. Wojciech Kaleta zagrał go niezwykle przekonująco. Stworzył postać, która na pewno wyrasta z Bułhakowa, ale jednocześnie jest bardzo współczesna. Mogę sobie tak właśnie wyobrazić dzisiejszego Mistrza (np. w literaturze, w nauce, w teatrze). W drugim akcie podczas rozmowy z Iwanem Bezdomnym wytworzyła się sytuacja wręcz magiczna. Dawno takiej rozmowy nie słyszałem w teatrze.

    W trzecim akcie Mistrzowi zabrakło partnera. Trudno się nie zakochać w Małgorzacie (świetnie prezentującej się na scenie Annie Wodzyńskiej). Ale przecież Mistrz nie zakochał się tylko w powłoce zewnętrznej. Aktorka nie poradziła sobie ze skomplikowaną naturą bohaterki.

    Dawno nie widziałem w Poznaniu spektaklu teatralnego zrealizowanego z takim rozmachem. Wróżę mu długi i piękny żywot.

    Teatr Polski: "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułhakowa, adaptacja i reżyseria Grigorij Lichanow, scenografia i kostiumy Anna Tomczyńska, opracowanie muzyczne Aleksander Żedeliow, ruch sceniczny Filip Szatarski, projekcje Jaśmina Joanna Wójcik i Jakub Wróblewski, efekty specjalne Igor Adventure. Premiera 15 października 2009 roku

    Komentarze (3)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    byk na byku bykiem byka pogania

    jan (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 62 / 48

    następnym razem lepiej nie pisać w wordzie, a ja jak już, to lepiej wyłączyć edytor tekstu, bo reżyser to nie Lichanow, lecz Lifanow, a komputer nie zawsze wszytsko wie lepiej i nie zawsze dobrze...rozwiń całość

    następnym razem lepiej nie pisać w wordzie, a ja jak już, to lepiej wyłączyć edytor tekstu, bo reżyser to nie Lichanow, lecz Lifanow, a komputer nie zawsze wszytsko wie lepiej i nie zawsze dobrze sam poprawia.
    żenuła!zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    kicz

    jaro (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 44 / 36

    Lichanow czy Lifanow,wybaczcie,ale lepiej żeby pan reżyser robił spektakle w Rosji.To jest co uprawia to zły teatr.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    bład na bledzie

    widz (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 53 / 17

    wiecej bykow juz chyba nie moglo sie pojawic w tej recenzji. wstyd. sztuke niby autor rec. obejrzal, nawet program zakupil, ale nazwisk i imion aktorow -wychwalanych pod niebiosa w nawiasach nie...rozwiń całość

    wiecej bykow juz chyba nie moglo sie pojawic w tej recenzji. wstyd. sztuke niby autor rec. obejrzal, nawet program zakupil, ale nazwisk i imion aktorow -wychwalanych pod niebiosa w nawiasach nie potrafil poprawnie przepisac. wstyd.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo