Ryzyko jak w Rio?

    Ryzyko jak w Rio?

    Marcin Kostaszuk

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Pomysł zorganizowania największego festiwalu muzycznego w naszej części Europy trudno krytykować - tylko imprezą o wielkim budżecie i zasięgu Poznań może osiągnąć status miasta, w którym naprawdę odbywają się rzeczy wielkie. A że w nazwie imprezy jest już Rio, a nie Poznań? Cóż, magia Copacabany jest silniejsza niż koziołków.
    Dopóki jednak przedsięwzięcie jest na początkowym etapie, warto negocjować. Wierzę, że organizatorzy Rock In Rio chcą sprowadzić do Poznania gwiazdy najwyższego formatu, ale czy zapewnienie ich gwarancji biletowych nie jest zbyt daleko idące? To precedens, podobnie jak - podobno już wiążące - ustalenia, że wokół terenu imprezy ma nie być miasteczka namiotowego, a w kasach pojawić się mają tylko bilety jednodniowe, a nie karnety. Akceptując te trzy warunki bez zastrzeżeń miasto podejmuje spore ryzyko. Nie tylko zapłacenia za niekupione przez fanów bilety, ale też opinii organizatora, który chce wydrenować kieszenie gości.
    Oczywiście to mogą zrekompensować supergwiazdy, ale jeśli fanów ma być 100 tysięcy, to muszą być dwa razy jaśniejsze, niż na konkurencyjnym Open’erze.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo