Czytałem dziesiątki listów nieżyjącego już ojca dziennikarza, Edwarda Ziętary wysyłanych do komendantów, prokuratorów, ministrów, premierów. Początkowo pełnych nadziei, z czasem coraz bardziej gorzkich, dramatycznych - ale zawsze rzeczowych, stawiających trudne, konkretne do bólu pytania. Czytałem również odpowiedzi na te listy. Zdawkowe, ogólnikowe, na ogół lekceważące stawiane pytania. Dlatego zauważyłem różnicę miedzy nimi, a odpowiedzią Andrzej Czumy na list poznańskich dziennikarzy domagających się wszczęcia umorzonego śledztwa i powierzenia sprawy organom ścigania spoza Wielkopolski.
"Dołożę wszelkich starań, aby mimo upływu czasu podległe mi organy podjęły wszystkie możliwe działania, aby wyjaśnić tę tragedię" - nie wiem, czy słowa te pisał osobiście minister Czuma, czy też jedynie je podpisał. Była to jednak taka odpowiedź, na jaką bezskutecznie czekał Edward Ziętara. Przyszła po 6036 dniach od porwania jego syna.
Minęło kolejnych wiele dni. W czasie, gdy sprawa dziennikarza pozostawała wciąż w zawieszeniu trwał przykry show związany z zabójstwem Krzysztofa Olewnika. Nie brakowało chętnych do wykorzystania śmierci biznesmena do celów politycznych, pojawiały się absurdalne teorie spiskowe doszukujące się w działaniach drobnych kryminalistów powiązań z najwyższymi szczeblami władzy. Bez wątpienia okoliczności śmierci Olewnika są bulwersujące, a jego śmierć była ogromną tragedią dla bliskich. Oni doczekali jednak ustalenia sprawców zabójstwa. Krzysztof Olewnik ma grób, a jego zabójcy zostali osądzeni. Tymczasem śmierć Jarosława Ziętary pozostaje niewyjaśniona, sprawcy zbrodni są bezkarni, a miejsce ukrycia jego szczątków jest nieznane.
Nie mogę przywyknąć do notorycznego popełniania w pismach poznańskiej prokuratury rażącego błędu w nazwisku porwanego dziennikarza (gdyby popełniono błąd w nazwisku Olewnika pewnie zakończyłoby się to dymisją), ale przyzwyczaiłem się do tego, że w ostatnich miesiącach każde pytanie dotyczące Jarka przytrzymywane jest przynajmniej dziesięć dni zanim otrzymam rutynową odpowiedź, że prokuratura nie poinformuje, co dzieje się ze sprawą Ziętary. Jeśli za tą tajemnicą kryje się intensywna praca, by wyjaśnić jego los, mogę czekać znacznie dłużej. Nie daje jednak żadnych podstaw do takiego optymizmu ostatnie siedemnaście lat. 6209 dni. I każdy kolejny dzień bezradności organów ścigania.