Kapral Konieczka wraca do historii

    Kapral Konieczka wraca do historii

    Agnieszka Świderska

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Piątek. Godzina 14. Pod prawie stuletnią dzwonnicą w centrum Jeziorek spory ruch. Ustawiany jest właśnie obelisk ku czci kaprala Piotra Konieczki, pierwszego polskiego żołnierza, który zginął 1 września 1939 roku.
    Głaz przyjechał samochodem z Chodzieży. Teraz trzeba go postawić na miejscu. Siła samych ramion jednak nie wystarczy. W ruch idą pasy, ręce i koparka. Po dwóch podejściach obelisk wreszcie stoi. Całej operacji przygląda się wójt Kaczor Brunon Wolski i przewodniczący Rady Gminy Stefan Kowal. Zdradzą każdy jej sekret z wyjątkiem rachunku.

    - Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają - kwituje z uśmiechem wójt Kaczor.
    Nie ukrywa jednak, że wydano je w ostatniej chwili. Wokół strażnika z Brodnej zrobiło się głośno, zbyt głośno, żeby w Kaczorach tego szumu medialnego nie usłyszeli. Do tej pory kapral Konieczko był lokalnym bohaterem, który miał swój grób na cmentarzu parafialnym w Śmiłowie. W 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej taki zwyczajny grób dla bohatera to już za mało. Co innego obelisk, na którym można napisać, że jako pierwszy w Wielkopolsce poległ śmiercią żołnierza, o czym zawsze będą pamiętać mieszkańcy gminy Kaczory.

    - Szkoda, że nie pamiętali przez tyle lat - mówi dzień później Bernard Kralewski, świadek tamtych wydarzeń.

    To właśnie do niego należy ziemia, na której mieści się dzwonnica i gdzie od piątku stoi obelisk. Kilkanaście metrów dalej dom, który przed wojną jego rodzina dzieliła ze Strażą Graniczną. Mieli tam swój magazyn i swoją piwnicę, w której zamykali przemytników i złapanych na nielegalnym przekroczeniu granicy. Tych drugich było jednak zdecydowanie mniej, bo wtedy granicę mógł przekroczyć każdy, kto chciał, gdyż na 15- kilometrowym odcinku było tylko 10 strażników, a może nawet nie. W dodatku za 4 złote można było dostać przepustkę na rynek do Piły, gdzie handlowała cała okolica.

    Przygraniczne Jeziorki, podobnie jak Brodna, Zelgniewo czy Śmiłowo, były wtedy polsko-niemieckie. Mieszkali tam źli Polacy i dobrzy Niemcy, dobrzy Polacy i źli Niemcy. Tych "złych" Niemców zaczęło przybywać razem z Hitlerem. Na tydzień przed wybuchem wojny uciekli do Niemiec, by 1 września wrócić już z bronią w ręku.

    - To nie wojsko zabiło Konieczkę, ale właśnie ci bandyci - mówi Bernard Kralewski. Dobrze pamięta tamtą pochmurną noc. Miał wtedy 12 lat. Kapral Konieczka, który tamtej nocy pełnił służbę na oddalonym o półtora kilometra od wsi posterunku Straży Granicznej i Urzędu Celnego, miał 38 lat, trzyhektarowe gospodarstwo w Brodnej, żonę Helenę i dwóch synów. Jedni mówią, że zginął od ciosu w szyję, inni, że dostał tylko postrzał, a Niemcy zatłukli go kolbami na śmierć.
    - Nie wiem, skąd wzięła się dokładna godzina jego śmierci, ta słynna już godzina 1.40 - zastanawia się syn Bernarda, Piotr Kralewski, historyk z wykształcenia. - Przecież nikt nie patrzył wtedy na zegarek.

    1 »

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo