Potrafią zatrzymać bimbę

    Potrafią zatrzymać bimbę

    Stefan Drajewski, Jacek Sobczyński

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Publiczność maltańska uwielbia widowiska plenerowe. Nie boi się artystów, potrafi ich wyłuskać z tłumu. Gorzej ze służbami miejskimi czy to strażą miejską, czy to panami zatrudnionymi w jednej z firm sprzątających miasto.
    Ani jednym, ani drugim nie starczyło poczucia humoru. Tym wykazali się kierowcy i motorniczy, którzy po południu, w godzinach szczytu znaleźli się w okolicach Kupca Poznańskiego.

    Grupa Jeanne Simone potrafiła zatrzymać nawet na kilka minut tramwaj, bo artystce przyszła ochota poleżeć sobie na bruku na ulicy Podgórnej. Niezły szok przeżyła obsługa sklepu w Kupcu Poznańskim, ponieważ artyści też ich nie oszczędzili.
    Działania aktorów prowokują przypadkowego widza do jakiejś reakcji. A te bywają różne: od pobłażliwego uśmiechu do agresji, od napaści słownej do prawie rękoczynu. Wyedukowana publiczność maltańska świetnie sobie radzi z prowokacją, ta przypadkowa - czasami ma kłopot, jak się zachować. Nie rozumie, zwłaszcza jeśli aktorzy nie przebierają w środkach, aby nawiązać z kimś takim właśnie kontakt. Jeanne Simon uprawia teatr bezpośredniego kontaktu. Aktor ma do dyspozycji ciało i nic więcej.

    Nieco inny, mniej inwazyjny charakter miała propozycja Orkiestry Kameralnej L’Autunno pokazywana w konkursie "Nowe Sytuacje". Pod wagą miejską dyrygent dyrygował pustymi krzesłami i perkusistą. Z czasem zaczęli się pojawiać muzycy schodzący z różnych stron centrum miasta. Znalazłszy się w polu widzenie dyrygenta, trafiali w takt, który on właśnie wskazywał. W tym przypadku kultura wysoka wyszła na bruk i nic się jej nie stało. Może dzięki temu iluś przypadkowych ludzi wysłuchało fragmentów utworu Haydna.

    - W którym miejscu rynku zaczyna się spektakl? - wykrzyczałem przez telefon do stojącego wśród widzów znajomego. - Co ci będę mówił, sam zobaczysz - odpowiedział. Faktycznie, nietrudno było nie zauważyć olbrzymiej... no właśnie, łodzi? Arki Przymierza? A może drewnianego wrzeciona czasu, które specjalnie na wtorkową noc zakręciło się dla kilkuset poznaniaków? Konstruktorami i swoistymi motorami napędowymi tej nietypowej budowli byli aktorzy belgijskiego Teatru Tuig. Artyści to nieszablonowi, w swojej sztuce, posługujący się przede wszystkim abstrakcją (pojawili się, wychodząc z uwieszonych na machinie worków) oraz przerysowaniem. W ciągu niespełna godziny udało im się zbudować i zburzyć prowizoryczny dom, wszcząć kłótnię i nieomal podpalić maszynę. Ich przedstawienie "Schraapzucht" można interpretować jako skondensowaną w pigułce historię ludzkiego życia, lecz każdy z kilkuset widzów odczytał je na własny sposób. I słusznie!

    W podpalaczy bawili się również artyści teatru dźwięku i światła Karnavires z Francji. Do ich barwnego, ozdobionego potężnymi efektami pirotechnicznymi pochodu ulicami Poznania, przyłączyły się tłumy. I tak naprawdę nie wiadomo po co, bowiem poza regularnym strzelaniem petard Francuzi nie mieli nam zbyt wiele do pokazania. Nie zaprzeczam, że trudno było nie porwać się feerii świateł, ale sam spektakl najbardziej podobał się łasym na fajerwerki dzieciom, notabene obecnym podczas pochodu w dość dużej ilości.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo