Kolizja podzieliła sąd

    Kolizja podzieliła sąd

    Barbara Wicher

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Drobna kolizja sprzed 1,5 roku podzieliła sąd, biegłych i kierowców. Okazuje się, że nie powinniśmy liczyć na uprzejmość innych kierowców, którzy mogą pomóc nam włączyć się do ruchu.
    Kierując się tylko przepisami, nigdy byśmy nie włączyli się do ruchu
    Co więcej - zdaniem sądu - jeśli kierowca ma ograniczoną widoczność, to wyjeżdżając z drogi podporządkowanej powinien poprosić o pomoc osobę trzecią. - To jakiś absurd - komentuje Ryszard Rybicki, biegły sądowy od rekonstrukcji wypadków samochodowych.

    Wszystko zaczęło się od kolizji na ul. Bukowskiej w Poznaniu. Maciej Puczyłowski chcąc włączyć się do ruchu podjechał do krawędzi jezdni. Przekroczył ją o kilkadziesiąt centymetrów. Nie widział bowiem zbyt dobrze drogi. Widoczność ograniczały zaparkowane auta.


    Chwilę później w auto Puczyłowskiego uderzyło iveco. Ani Puczyłowski, ani kierowca auta dostawczego nie przyznali się do winy. Zresztą sami policjanci nie byli w stanie jednoznacznie wskazać sprawcy kolizji. Początkowo uznali, że winę ponosi kierowca iveco. Później zmienili jednak zdanie i jako sprawcę wskazali Puczyło-wskiego. Ich ustalenia potwierdziła też opinia biegłego, którą zamówili funkcjonariusze.

    Sprawa trafiła do sądu. Ten w pierwszej instancji uniewinnił Puczyłowskiego. Według sędziego częściowe wjechanie na jezdnię, by zobaczyć czy nie nadjeżdża pojazd było wymuszone ograniczoną widocznością. - Kierowca nadjeżdżającej ciężarówki miał rzeczywiście pierwszeństwo, lecz kultura jazdy wymagała wzięcia pod uwagę istotnych trudności związanych z włączeniem się do ruchu obwinionego, czyli Puczyłowskiego - uzasadniał sędzia Jacek Tylewicz.

    Od decyzji sądu skutecznie odwołała się policja. Podczas rozprawy odwoławczej sąd uznał, że nie istnieje pojęcie "kultura jazdy". W jego ocenie taka "kulturalna jazda" mogłaby doprowadzić do paraliżu komunikacyjnego w mieście. Sędzia Piotr Michalski stwierdził też, że w przypadku ograniczonej widoczności możemy poprosić o pomoc osobę trzecią, czyli m. in. przechodnia.

    - To nieżyciowe tłumaczenie, bo kto będzie winny, jeśli pomagający nam przechodzień źle oszacuje odległość i doprowadzi do zderzenia? - pyta Rybicki. W podobnym tonie wypowiada się Mariusz Prasek, dyrektor WORD w Poznaniu. - Kierując się wyłącznie kodeksem i przepisami, nigdy byśmy się nie włączyli do ruchu - mówi Prasek.
    Kto ma rację? O tym zdecyduje sąd pierwszej instancji, który ponowanie rozpatrzy tę sprawę.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo