Lider Acid Drinkers: Rock'n'roll jest tylko dla twardzieli

    Lider Acid Drinkers: Rock'n'roll jest tylko dla twardzieli

    Marcin Kostaszuk

    Głos Wielkopolski

    Głos Wielkopolski

    Polskie tłumaczenie hasła "sex, drugs & rock'n'roll" mogłoby brzmieć po prostu... Acid Drinkers. O dwudziestu latach poznańskiej legendy polskiego heavy-metalu Tomasz "Titus" Pukacki, wokalista i basista, opowiada Marcinowi Kostaszukowi.
    Jesteście równolatkami wolnej Polski. 7 maja 1989 roku odbyła się pierwsza próba Acid Drinkers, 4 czerwca pierwsza próba wolnych wyborów...
    Ostatnio norweski portal "Lords Of Metal" zadał mi pytanie: "Jak żyło się muzykowi za komuny?". A my muzykami jeszcze wtedy nie byliśmy. Majowa próba, to było pierwsze uderzenie dźwięku z prawdziwymi bębnami i na prawdziwych wzmacniaczach. Wcześniej były radia, klepanie pałeczkami w jakieś puszki od farby. Nie czuło się tej komuny - miałem 22 lata...

    I byłeś już po peerelowskim wojsku.
    Zastępca dowódcy pułku do spraw politycznych był zdecydowanie czerwony, ale już nasz polityczny na kompanii był z nowej kadry - fajny człowiek.
    Kilka lat wcześniej Litza dostał się do Jarocina z swoim zespołem Slavoy i oni jeszcze musieli nosić teksty do cenzury - mnie to śmieszyło, mieliśmy z nich ubaw. Osobiście z komuną się nie spotkałem, kombatantem zatem nie jestem. Nie zwracaliśmy na nią najmniejszej uwagi, bardziej obchodził nas najnowszy numer "Metal Hammera". Pamiętam z dziennika scenę ze zjazdu partii i słowa "Sztandar partii wyprowadzić", ale o co w tym chodziło, nie wiedziałem. Zostałem nastawiony przez moją babcię w wieku szczenięcym. To musiał być rok 72/73 - ona oglądała obrady Sejmu, ja bawiłem się na dywanie. W końcu babcia skomentowała - siedzą i pierdzą. I tak w wieku 4 lub 5 lat wyrobiłem sobie pogląd na politykę.

    Nie widziałeś związku między komuną a faktem, że nie miałeś na czym grać, a prawdziwy sprzęt kosztował krocie?
    Na próbie swarzędzkiej grupy Heaven - to było gdzieś w 1983 roku - widziałem z dwóch metrów Gibsona Les Paula (słynny model gitary - przyp. kosta), który kosztował tyle, co mały fiat. Niestety, nie udało mi się go wtedy dotknąć. (śmiech) Teraz mogę wejść do sklepu 200 metrów stąd i dotknąć Les Paula, a nawet kupić go za znacznie mniejszą kwotę. Więc tutaj różnica czasów jest rzeczywiście kolosalna. Gdy kupiłem bodajże od Henia Tomczaka z Non Iron, pierwszego Marshalla - kolumny plus wzmacniacz - to prawie z nim spałem. Potworna różnica między tamtym czasem a teraz jest w czymś innym - dziś ludzie wychodzą na scenę po raz pierwszy i już w miarę wiedzą, o co chodzi. Wtedy prawie nikt nie wiedział.

    Acid Drinkers wiedzieli.
    Pewnie dlatego, że Litza grał wcześniej w Turbo, a Popcorn w Wolf Spider - wiedzieli, z czym to się je... Tak jak my, nie grał nikt na świecie, jeszcze pół roku po premierze naszej płyty brano nas za grupę amerykańską.

    Nagraliście "Are You A Rebel?!" już rok po założeniu zespołu.
    Nasz wydawca Tomek Dziubiński mówił nam, że nagranie płyty nie było problemem, wynajmowało się studio i koniec. Ale wydanie jej - tu już była kolejka, w której czekało się czasami dwa lata z powodów przeróżnych! My już w kolejce nie czekaliśmy. Pierwsze trzy płyty wydawaliśmy jeszcze na płytach analogowych, ale równocześnie jako pierwszy polski zespół mieliśmy też płytę CD. Nikt ze znajomych w 1990 roku nie miał, niestety, odtwarzacza, żeby to odpalić (śmiech). Mama poleciała kupić i byłem trochę zawiedziony: analog brzmiał lepiej.

    Nad ranem miewałem do 6 promili. Trzeba było coś zrobić

    Dalej słuchasz analogów?
    Popcorn pożyczył ode mnie adapter 12 lat temu i zapomniał go oddać. Za granicą nasz album wyszedł 10 września 1990 roku, polska premiera była pół roku później - pierwszy raz widziałem ją na półce w sklepie w Bielsku-Białej gdzieś w lutym 1991 roku.

    Rzuciliście się na głęboką wodę bez refleksji i wątpliwości, co do własnej wartości?
    Na tym też polega bycie małolatem. Nie przyjmujesz jakiejkolwiek krytyki. Entuzjazm należy ci się jak psu zupa.

    Entuzjazm był też na widowni - pamiętam jak ważna była przynależność do tej czy innej grupy słuchaczy metalu czy punk-rocka.
    Chętnie się pchano pod sztandary. Teraz jest inaczej. Graliśmy teraz w marcu dwie sztuki - pierwszy był festiwal punk i reggae we Wrocławiu. Były pewne obawy, jak to będzie, więc przygotowaliśmy ostry program i z pełną premedytacją dołączyłem do programu "Califormia Uber Alles" Dead Kennedysów, żeby punk-rockersi sobie zatańczyli.



    1 3 4 5 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Gorący temat

    Wideo