Życie na kredyt źle się kończy

    Życie na kredyt źle się kończy

    Paweł Rożyński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Już nawet księża z ambony ostrzegają przed zbytnim zapożyczaniem się i mnożącymi się na potęgę firmami, oferującymi pieniądze na lichwiarski procent. Oto w konsumpcyjnym szale ostatnich lat najwyraźniej zapomnieliśmy, że łatwo brać, a dużo trudniej spłacać kredyty. Zwłaszcza gdy kryzys zaczyna się materializować i coraz więcej Polaków traci pracę.
    Dane z najnowszego raportu Krajowego Rejestru Długów są szokujące. Tylko w ciągu pierwszego kwartału tego roku wartość nie- spłacanych zobowiązań wzrosła o 1,8 mld zł do kwoty 13,9 mld zł. Problemy ze spłatą długów ma teraz około 3,3 mln Polaków, o 400 tys. więcej niż latem ubiegłego roku.
    Na wyobraźnię działają historie z życia wzięte, jak niedawna o komorniku, który chciał zlicytować dom wart milion złotych na poczet 8 tys. zł długu.

    Kiedy rok, dwa lata temu pożyczaliśmy w banku na samochód, meble czy komputer, nie przypuszczaliśmy, że sytuacja gospodarcza tak się pogorszy. Reklamy kusiły, a banki dawały kredyty z wielką łatwością i nie przejmowały się specjalnie ryzykiem. Staruszka z kredytem na 30 lat? A jakże. Bezrobotny z siedmioma kredytami? Dostałby i ósmy.

    Teraz musimy często zaciągać kolejne pożyczki, by spłacać stare albo utrzymać poziom życia. Tyle że są już na gorszych z miesiąca na miesiąc warunkach. Nawet porządne instytucje bankowe decydują się na udzielanie kredytów, których koszt wynosi nierzadko 40-50 proc. Coraz częściej jednak sprzed bankowego okienka odchodzimy z kwitkiem. Banki boją się pożyczać. Z ułańskiej fantazji przeszły w skrajną ostrożność. Kilkuset tysiącom zadłużonych osób, którym odmawiają już kredytów, pozostaje udać się po pieniądze do firm pożyczkowych. Te w kryzysie mają swoje pięć minut. Zdarzają się oferty opiewające na 600 proc.! I cóż z tego, że przeważnie chodzi o niewielkie kwoty? Zawsze znajdą się ludzie, którzy z głupoty lub desperacji wezmą takie pozornie łatwe pieniądze.

    W efekcie lichwa zaczyna kwitnąć, choć ustawa sprzed ponad trzech lat ograniczyła wysokość odsetek do 23 proc. w skali roku. Instytucje pożyczkowe uznały jednak, że ich te przepisy nie obowiązują, bo nie są bankami. Banki zaś znalazły sposób, jak ustawę obejść. Mnożą dodatkowe opłaty przy zachowaniu nominalnego oprocentowania na dopuszczalnym poziomie. Choćby dlatego uważam, że próby uregulowania tego rynku są skazane na niepowodzenie. Zawsze znajdzie się jakiś sposób, by przepisy, nawet najbardziej restrykcyjne, obejść.

    Pozostaje więc tylko ostrzegać, jak ostatnio ksiądz w parafii mojej koleżanki z pracy, i apelować do Polaków o opamiętanie.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Zawsze znajdzie się jakiś sposób

    Kazik (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 8 / 3

    Rozwiążmy więc policję i wszelkie nadzory, przecież zawsze się znajdzie sposób.
    Ustawa antylichwiarska jest bardzo ważna, zwłaszcza w połączeniu z wymaganiem podawania rzeczywistej stopy...rozwiń całość

    Rozwiążmy więc policję i wszelkie nadzory, przecież zawsze się znajdzie sposób.
    Ustawa antylichwiarska jest bardzo ważna, zwłaszcza w połączeniu z wymaganiem podawania rzeczywistej stopy oprocentowania. To że zawsze znajdą się naiwni nie oznacza, że nie ma sensu próbować ich ostrzec.
    Gdyby nie ta ustawa to banki teraz żądałyby otwarcie 50% a przecież nikt normalny nie sądzi że zrezygnowałyby przy tym z opłat ukrytych - czyli koszt kredytu wynosiłby pewnie z 80% zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Magazyn

    Wideo