Menu Region

Pod Mocnym Aniołem - recenzja

Pod Mocnym Aniołem - recenzja

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Głos Wielkopolski

Jacek Sobczyński

Prześlij Drukuj
Pod Mocnym Aniołem - recenzja Pod Mocnym Aniołem - recenzja

Pod Mocnym Aniołem Wojciecha Smarzowskiego. W roli Jurusia Robert Więckiewicz (© materiały dystrybutora)

Film Wojciecha Smarzowskiego, według książki Jerzego Pilcha wchodzi na ekrany 17 stycznia. Nasz recenzent Jacek Sobczyński już go obejrzał. Sprawdź czy warto wybrać się na ,,Pod Mocnym Aniołem".
„Wychodzisz ze szpitala, czyli wychodzisz z choroby i wracasz do świata, który sam w sobie jest wielką chorobą” – mówił na kartach powieści „Pod mocnym aniołem” jej główny bohater Juruś. Skoro tak, to świat ekranizującego książkę Jerzego Pilcha Wojciecha Smarzowskiego jest ostatnim stadium boleśnie wyniszczającej komórki zarazy, która wpycha chorego w ramiona wiecznej maligny.
Zresztą wystarczy seans dowolnego filmu Smarzowskiego, żeby się o tym przekonać. Czy jednak nieznającemu filmografii reżysera warto w pierwszej kolejności podsunąć wchodzące w piątek na ekrany kin „Pod Mocnym Aniołem”? Zdecydowanie nie!

Miłośnicy kwiecistej narracji Jerzego Pilcha kupią ten film od pierwszych scen. Juruś, alter ego pisarza (w tej roli Robert Więckiewicz) trasę z własnego mieszkania do kliniki dla wychodzących z uzależnień zna na pamięć. Pory roku odmierzają mu kolejne wizyty w ośrodku, dokąd trafia w stanie ostrego, alkoholowego delirium. To ciężko uzależniony, żłopiący wódkę butelkami alkoholik. Ale alkoholik z trzeźwym okiem, nawet w stanie krańcowego upojenia bystro patrzący na świat, nader trafnie diagnozujący własny stan zdrowia. Wódka jest dla niego użyteczna w kreacji literackiego świata. Po kieliszku słowa zaczynają do siebie pasować, zmysły wyostrzać, a bohaterowie ożywać. Tych Juruś spotyka w klinice, gdy na wspólnych spotkaniach terapeutycznych zwierzają się z tego, jak alkohol zrujnował im życia.

Wojciech Smarzowski z powodzeniem przeszczepił Pilchowy styl opowiadania na duży ekran. Tyle, że zanadto udzielił mu się intelektualny dystans Jurusia do otaczającej go rzeczywistości. U Smarzowskiego alkoholicy operują wycyzelowanymi, prozatorskimi dialogami, czuć, że film zbudował nie poszukiwacz prawdy, lecz fascynat gatunku. I to niestety kłuje. Eksperymentalna forma (powtarzające się ujęcia, zdjęcia stylizowane na zarejestrowane szpitalną kamerą), pojawiające się na Jurusiowej drodze widma słynnych pisarzy z Bukowskim i Jerofiejewem na czele, komediowe wstawki czy nachalnie paskudne portretowanie rzeczywistości (znak rozpoznawczy kina Wojciecha Smarzowskiego) osłabiają porażającą w gruncie rzeczy wymowę filmu. Bo gdy w finale bohater odkrywa, jak blisko znajduje się śmierć, jego artystyczny rezon znika. Z pewnego kontroli nad własnym życiem birbanta staje się roztrzęsionym żywym trupem.

W takich autentycznie bliskich rzeczywistości momentach kino Smarzowskiego zahacza o wielkość. Gorzej, gdy reżyserowi zachciewa się powrócić do upajania się brzydotą wykreowanego przezeń świata. Czyżby wzorem Jurusia Smarzowski sam stawał się swoim wrogiem?

Pod Mocnym Aniołem
Polska, 2014, dramat
reż. Wojciech Smarzowski
wyst. Robert Więckiewicz, Julia Kijowska
premiera: 17 stycznia
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama