Jeszcze miesiąc temu podpisywałam deklarację wyboru zerówki dla mojego dziecka i zdecydowałam się na przedszkole. Teraz okazuje się, że to nikogo nie obchodzi i tak córka pójdzie od września do szkoły! - denerwuje się Ewelina, mama 6-latka z Rataj. - Po co były te deklaracje, skoro nikogo do niczego nie zobowiązywały?
O złej sytuacji poznańskich trzylatków pisaliśmy w poniedziałkowym wydaniu "Polski Głosu Wielkopolskiego". Po zakończeniu zapisów do przedszkoli, okazało się, że dla najmłodszych może zabraknąć nawet tysiąca miejsc. Wszystko dlatego, że rodzice, którzy mogli wybierać między zerówkami przedszkolnymi, a tymi prowadzonymi przez szkoły, częściej, niż to wynikało z oczekiwań urzędników, wybierali te w przedszkolach. I powstał problem, bo do szkół odejdzie jesienią 2,5 tys. tegorocznych przedszkolaków, a chętnych trzylatków jest o tysiąc więcej.
- Dla dzieci trzyletnich nie ma wyjścia, mogą iść tylko do przedszkola - tłumaczy Andrzej Tomczak, dyrektor Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Poznania.
- Natomiast sześciolatki mogą iść do zerówek w szkołach. Chciałbym, żeby ich rodzice wykazali trochę więcej zrozumienia dla rodziców przedszkolnych dzieci najmłodszych.
Zdaniem dyrektora Tomczaka, sytuacja nie powinna nikogo zaskakiwać, bo o wysyłaniu sześciolatków do szkolnych zerówek mówi się od dawna. - Doceniam troskę rodziców o warunki, w jakich będą przebywać ich dzieci, ale oddziały przedszkolne w szkołach są przygotowane na przyjęcie sześciolatków i nie można mówić, że jest inaczej - mówi Tomczak. - Klasy czekają na dzieci, a trzylatki czekają na miejsca w przedszkolach i będziemy rodziców namawiać do proponowanego przez nas rozwiązania.
Około tysiąca sześciolatków ma zwolnić miejsca swoim młodszym kolegom
- Szkoły nie są dostosowane na przyjęcie dzieci - uważa tymczasem dyrektor jednego z poznańskich przedszkoli, chcący zachować anonimowość. - Szkoły nie mają ogródków, nie mają sal dostosowanych na przyjęcie dzieci w wieku przedszkolnym. A można to było zrobić wcześniej i przygotować się porządnie. Gdyby rodzice zobaczyli, że zerówki w szkołach są równie przyjazne jak te przedszkolne, z pewnością nie protestowaliby tak gwałtownie. Wszystko można zrobić na siłę, ale nie tędy droga. Wydział oświaty znów chce przeprowadzić niepopularne zmiany naszymi rękami.
W poznańskich przedszkolach organizowane są w tym tygodniu pilne spotkania z rodzicami, dotyczące propozycji wydziału oświaty. Na tablicach ogłoszeń zawisły listy warunków, jakie powinny spełniać szkoły, aby przyjąć sześciolatków, opracowane przez poznańskich urzędników. Wśród nich jest między innymi to, aby zajęcia z dziećmi prowadziło dwóch nauczycieli - jeden znany już z przedszkola i jeden ze szkoły, docelowo prowadzący grupę do klasy trzeciej. W założeniach do szkoły miałaby trafić jedna cała grupa z najbliżej usytuowanego przedszkola.
W takiej właśnie luksusowej sytuacji są dzieci z przedszkola nr 13 przy ul. Keplera w Poznaniu.
- Właściwie 90 proc. sześciolatków z naszej placówki wskazało jako szkołę wyboru najbliższą nam placówkę - mówi dyrektor Danuta Różalska. - Szkoła Podstawowa nr 7 z nami współpracuje od lat, są gotowi przygotować zamknięty plac zabaw i zagwarantować trzy posiłki.
Potwierdza to wicedyrektor SP nr 7 Magdalena Łagodzińska. - W Poznaniu jest problem trzylatków, a my jesteśmy gotowi przyjąć całą grupę sześciolatków i tak się stanie.
Wśród 23 wytypowanych przez wydział oświaty szkół są jednak i takie, do których trafią dzieci z kilku przedszkoli.
- Jesteśmy przygotowani na utworzenie dodatkowej zerówki dla sześciolatków - powiedziała Hanna Czajkowska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 6 na os. Rusa w Poznaniu. - Ale przyjmowane będą do niej dzieci z trzech różnych przedszkoli.
A co w sytuacji, gdyby kilkoro rodziców nie zgodziło się na przenosiny? - Dyrektor przedszkola nie dostanie zgody na utworzenie kilkuosobowej grupy - rozwiewa wątpliwości Tomczak. - Dzieci będą musiały być połączone z pięciolatkami. To zaś oznacza de facto powtarzanie roku...