Sport

    Liverpool poległ, jednak piękna to była katastrofa

    Liverpool poległ, jednak piękna to była katastrofa

    Paweł Drażba, Rafał Romaniuk

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Nie możemy wierzyć w cuda. Możemy tylko wierzyć w swoje umiejętności - mówił przed wczorajszym rewanżowym meczem ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów z Chelsea trener Liverpoolu Rafael Benitez.
    Cuda jednak na Stamford Bridge w Londynie się działy. Cudowna była przede wszystkim gra. I to obu zespołów. Skończyło się na 4:4. Dodajmy dla porządku, że drużyny nie grały na lodowej tafli w hokeja. Steven Gerrard, gwiazdor Liverpoolu, który nie mógł wystąpić z powodu kontuzji, patrzył z trybun i przecierał oczy ze zdumienia, gdy jego zespół po 28 min prowadził 2:0. Straty z pierwszego meczu (Chelsea wygrała na Anfield Road 3:1) były niemal odrobione.

    W tym momencie chyba nie znalazłby się nikt odważny, kto postawiłby złamanego funta na to, że Chelsea zdoła się otrząsnąć po tym lodowatym prysznicu. Benitez szalał przy linii bocznej i mobilizował swoich piłkarzy do jeszcze jednego zrywu. Ci robili, co mogli, zwłaszcza Xabi Alonso, który przebiegł wczoraj tyle kilometrów, że spokojnie mógłby pokusić się o start w maratonie.

    Roman Abramowicz, właściciel londyńskiego klubu, w towarzystwie swej pięknej partnerki patrzył na przebieg zdarzeń spokojnie. Jakby czuł, że martwić się nie musi, bo na ławce rezerwowych siedzi Guus Hiddink. Holenderski szkoleniowiec, widząc zbliżającą się katastrofę, zadziałał szybko, bo już w 36. min. Zdjął z boiska Salomona Kalou i wprowadził Nicolasa Anelkę. Znakomita była to zmiana. Francuz uczestniczył w dwóch akcjach, które dały Chelsea bramki - pierwszą i ostatnią w tym spotkaniu.

    Rosyjski miliarder powinien obsypać Hiddinka górą złota. Zresztą nie tylko jego. Frank Lampard pokazał, że jest wart wszystkich pieniędzy. I nie chodzi wcale o to, że strzelił dwa gole. Po boisku poruszał się z uśmiechem na ustach, głowę miał podniesioną jak generał, który dyryguje niższymi rangą żołnierzami.

    Nie był to na pewno mecz bramkarzy. Zarówno Jose Reina, jak i Petr Čech mają się czego wstydzić. Spotkanie zaczęło się od babola bramkarza Chelsea, który fatalnie ustawił mur, co wykorzystał Fabio Aurelio. Uderzył delikatnie z rzutu wolnego, tuż przy słupku. Zanim czeski bramkarz zdążył się zorientować, musiał złapać się za głowę i sięgnąć do siatki.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Sport z kraju i ze świata

    Zobacz więcej na Sportowy24.pl

    Lotto Ekstraklasa

    Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
    Awans do grupy mistrzowskiej
    Miejsce w grupie spadkowej
    1 Jagiellonia Białystok Live 18 36 11 3 4 32-16
    2 Lechia Gdańsk Live 18 36 11 3 4 28-22
    3 Bruk-Bet Termalica Nieciecza Live 18 30 9 3 6 22-23
    4 Legia Warszawa Live 18 29 8 5 5 33-21
    5 Lech Poznań Live 18 28 8 4 6 27-18
    6 Zagłębie Lubin Live 18 27 7 6 5 25-20
    7 Pogoń Szczecin Live 18 25 6 7 5 30-24
    8 Wisła Kraków Live 18 24 7 3 8 29-33
    9 Arka Gdynia Live 18 23 6 5 7 20-24
    10 Korona Kielce Live 18 23 7 2 9 25-37
    11 Śląsk Wrocław Live 18 22 5 7 6 20-24
    12 Piast Gliwice Live 18 22 5 7 6 19-26
    13 Cracovia Live 18 19 4 7 7 27-25
    14 Wisła Płock Live 18 18 4 6 8 19-23
    15 Ruch Chorzów Live 18 17 5 2 11 24-33
    16 Górnik Łęczna Live 18 15 3 6 9 18-29